|
Temat o lewakach, post-modernizmie i przyszłości cywilizacji
singulair.serwis |
OK, jako, że na forum zrobił się ogólny burdel, w który temat się nie wejdzie są dyskusje o lewakach i cywilizacji łacińskiej, wszystko rozrzucone chyba po kilku działach, filas przestał opowiadać swoje żarty, a herakles z sebem rzucają się kurwami założyłem taki tam temat na tą waszą filozoficzną dysputę o naszej przyszłości i lewakach.
Ja rozumiem, że to forum to offtop, ale chyba minimalny porządek może być, co nie? No chyba, że Bartosz zadecyduje inaczej, to wątek usunę.
Otóż lewak to zwolennik ideologii godzącej kompleksowo w podstawy europejskiej cywilizacji. Przez kompleksowość rozumiem, że nie chodzi tu o poglądy na jedną konkretną dziedzinę (np. lewicowe poglądy gospodarcze), tylko o coś, co uderza najlepiej we wszystkie fundamenty za jednym zamachem. Dyskutowana ostatnio w mediach tematyka "gender" jest tu dobrym przykładem. Nie dość, że feruje się pseudo-naukę w imię poprawności politycznej, to jeszcze próbuje się podważyć pewne zasady życia społecznego i na dokładkę promuje się wartości 'równościowe' kosztem 'wolnościowych'. Oczywiście to tylko jeden z przykładów. Takich pomysłów po Marksie, Freudzie, a zwłaszcza po różnych Adórniach, Lakałach i im podobnych jest dziś całkiem sporo, więc jest w czym wybierać. Odniosę to do siebie gdyż o mnie chodziło. Nie wyznaję żadnej ideologii. Co do "gender" za mało się interesowałem do tej pory, żeby wyciągać jednoznaczne wnioski, ale z tego co słyszałem, to np, ze dziewczynki jak chcą to powinny rozwijać swoje zainteresowania nawet jeśli te są uznane za męskie: motoryzacja, wędkarstwo, instalatorstwo, budowlanka itp. Nie widzę w tym nic złego, jeśli nie jest to wymuszone. Co z tego, że większość dziewczynek woli bawić się lalkami niż samochodami, te które wolą samochody, niech się bawią. Stale podważa się jakieś zasady życia społecznego i na tym polega rozwój, konserwatyści preferują stagnację i zacofanie. Najlepiej jakby chłop mógł znowu lać babę, a dziecko stanowiło własność rodziców. Wartości wolnościowe o których mówisz, zwróć uwagę, że dotyczą wolności określonej grupy, naturalną rzeczą jest zatem, że ci którym jej się odmawia, będą się buntować i tu Marks miał absolutną rację. Nie potrzeba tu żadnej ideologii, tak jest.
Nikt nie zakazuje chłopcom bawić się lalkami. Sam miałem takiego kolegę w przedszkolu. Nikt mu tego nie zabraniał. No chyba że tam było gender, ale jakoś nic takiego nie pamiętam. 
Odnośnie lania baby - to jest przestępstwo.. Odnośnie tego kogo własnością jest dziecko - uważasz że lepiej zajmie się nim grupa urzędników, czy osoby, które widzą w nim swoją przyszłość, utrzymanie i po prostu ,,dziedzica'' ( nie wspominam o miłości do dziecka.. bo kogo to obchodzi?!)? To że zdarzają się dziwacy, ludzie nieodpowiedzialni i po prostu okrutni którzy źle dbają o swoje dziecko - niestety to prawda ( kiedyś była sprawa z kobietą co wsadziła swoje dziecko do lodówki...). Ale czy w takim razie należy zabrać dzieci wszystkim innym, normalnym ludziom? Nie, uważam, że trzeba po prostu karać takie zbrodnie.. bardzo surowo.
Ostanie - dlaczego wartości wolnościowe mają dotyczyć określonych grup? Myślę, że ,,zwolennicy łacińskiej cywilizacji'' dzisiejszych czasów ( przynajmniej większość ) stawia na równość wobec prawa wszystkich obywateli/poddanych.
Pozdrawiam
LOLOLOLOLOLLOLLOLLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOL... seb.
a) Dziecko jest własnością rodziców, przecież nie państwa, a samo o sobie stanowić nie może, więc musi być czyjąś własnością. b) Wartości wolnościowe dotyczą wszystkich, buntowała by się jedynie menelnia, co by nie dostawała za nic kasy. c) Gender przekonuje, że płeć jest jedynie uwarunkowana kulturowo, tutaj nie chodzi o zainteresowania i zachowania, ale o płeć.
c) Gender przekonuje, że płeć jest jedynie uwarunkowana kulturowo, tutaj nie chodzi o zainteresowania i zachowania, ale o płeć. Nie. Gender uważa, że oprócz płci biologicznej jest także płeć kulturowa. Przykładowo, w obrębie naszej kultury bawienie się lalkami to jest cecha kobieca. A więc jak facet bawi się lalkami to ma cechy stricte kobiece.
Nie wiem, nie pytaj mnie, po co to w ogóle jest.
Co do "gender" za mało się interesowałem do tej pory, żeby wyciągać jednoznaczne wnioski, ale z tego co słyszałem, to np, ze dziewczynki jak chcą to powinny rozwijać swoje zainteresowania nawet jeśli te są uznane za męskie: motoryzacja, wędkarstwo, instalatorstwo, budowlanka itp. Nie widzę w tym nic złego, jeśli nie jest to wymuszone. Co z tego, że większość dziewczynek woli bawić się lalkami niż samochodami, te które wolą samochody, niech się bawią. Stale podważa się jakieś zasady życia społecznego i na tym polega rozwój, konserwatyści preferują stagnację i zacofanie. Najlepiej jakby chłop mógł znowu lać babę, a dziecko stanowiło własność rodziców. Wartości wolnościowe o których mówisz, zwróć uwagę, że dotyczą wolności określonej grupy, naturalną rzeczą jest zatem, że ci którym jej się odmawia, będą się buntować i tu Marks miał absolutną rację. Nie potrzeba tu żadnej ideologii, tak jest. Istnieją dwa pojęcia wolności - normalne i lewackie. Normalne jest związane z zasadą "Chcącemu nie dzieje się krzywda." Jak baba chce być z bijącym ją chłopem, to niech będzie. Jak feministka chce studiować budowę maszyn, to niech studiuje. Natomiast wolność każdej kobiety do uzyskania dyplomu z budowy maszyn bez względu na jej zdolności w tej materii - to właśnie jest wypaczone pojęcie pochodzące od lewaków. Idee wolnościowe są tu zastąpione ideami równościowymi.
Oczywiście gender to tylko jeden przykład. Są inne przykłady ideologii opartych na wielkim ściemnianiu, chociażby globalne ocieplenie i walka z nim, ekologia głęboka, poprawność polityczna i walka z "mową nienawiści", no i Twój ulubiony: relatywizm kulturowy i idea tolerancji, która uzasadnia panoszenie się na terenie Europy różnych obcych religii i ideologii, które wcale tej tolerancji wobec naszej kultury nie odwzajemniają.
To jest lewactwo. Jego przeciwieństwiem jest natomiast wiara w pewne niezmienne pryncypia moralne, w istnienie dobra, piękna i prawdy. Prawdy, która jest taką samą prawdą dla robotnika, chłopa, inteligenta, czy fabrykanta i nie zależy od punktu siedzenia. To honor i zasady, nakazujące naukowcom prowadzić rzetelne badania, a nie ogłupiać studentów porównywaniem fallusa do pierwiastka kwadratowego itp. To zasady merytokratyczne przy rekrutacji na ważne stanowiska, a nie parytety. To chęć obrony dorobku naszej cywilizacji przed tymi, którzy otwarcie deklarują chęć jego zniszczenia. To również tolerancja, ale oparta na zasadzie wzajemności - tolerujemy tych, którzy szanują też i nasze obyczaje.
W pewnym stopniu płeć kulturowa występuje. Nie wspominając już o mającym w starożytności starciu dwóch kultur - matriarchalnej i patriarchalnej. To, która jest lepsza, a raczej bardziej skuteczna i energiczna, pokazała historia. Pozdrawiam
Nikt nie zakazuje chłopcom bawić się lalkami. Sam miałem takiego kolegę w przedszkolu. Nikt mu tego nie zabraniał. No chyba że tam było gender, ale jakoś nic takiego nie pamiętam. Odnośnie lania baby - to jest przestępstwo.. Odnośnie tego kogo własnością jest dziecko - uważasz że lepiej zajmie się nim grupa urzędników, czy osoby, które widzą w nim swoją przyszłość, utrzymanie i po prostu ,,dziedzica'' ( nie wspominam o miłości do dziecka.. bo kogo to obchodzi?!)? To że zdarzają się dziwacy, ludzie nieodpowiedzialni i po prostu okrutni którzy źle dbają o swoje dziecko - niestety to prawda ( kiedyś była sprawa z kobietą co wsadziła swoje dziecko do lodówki...). Ale czy w takim razie należy zabrać dzieci wszystkim innym, normalnym ludziom? Nie, uważam, że trzeba po prostu karać takie zbrodnie.. bardzo surowo. Ostanie - dlaczego wartości wolnościowe mają dotyczyć określonych grup? Myślę, że ,,zwolennicy łacińskiej cywilizacji'' dzisiejszych czasów ( przynajmniej większość ) stawia na równość wobec prawa wszystkich obywateli/poddanych. Pozdrawiam Z wzajemnością.
a) Dziecko jest własnością rodziców, przecież nie państwa, a samo o sobie stanowić nie może, więc musi być czyjąś własnością. b) Wartości wolnościowe dotyczą wszystkich, buntowała by się jedynie menelnia, co by nie dostawała za nic kasy. c) Gender przekonuje, że płeć jest jedynie uwarunkowana kulturowo, tutaj nie chodzi o zainteresowania i zachowania, ale o płeć.
a) Skoro brak stanowienia o sobie jest dla Ciebie równoznaczne z byciem czyjąś własnością, to masz cholerny problem z pojmowaniem świata. b)W takim razie czekam na triumf takich wartości. c)Poważnie, tylko kulturowo? Możliwe, ale z tego co słyszałem, biologię też bierze pod uwagę. Zresztą gender, jak każda ideologia zniekształca postrzeganie rzeczywistości, dla mnie to nic nowego.
1. Nic o tym nie słyszałem. Są osoby chore (patrz: Grodzka) którym ciało rozwinęło się inaczej, świadomość przynależności do płci inaczej ( choć ma syna i miała żonę ..., dziwnie, nie? ).
2. Być może tak kiedyś było, ale to było bezprawie.
3. Dziecko, gdyby było niezależne, umarło by. Dlatego musi być czyjąś własnością. Dziecko umarłoby bez matczynej piersi i niewiele by potrafiło, gdyby nie było wychowane. Socjaliści chcą, by rodzice opłacali dzieci ( czyli byli ich właścicielami), jednocześnie żądając, by np. chodziło do szkoły w określonym wieku. To jest niesprawiedliwość w stosunku do rodziców.
3. Przez zabranie dzieci rozumiałem odebranie rodzicom praw w stosunku do postępowania z nimi do granic ustalonych przez prawo (czyli możliwość wykształcenia go i wychowania w sposób, jaki się uważa za słuszny).
4. Dziecko jest również człowiekiem. Ale nie jest jeszcze do końca ukształtowane. Potrzebuje opieki... ale to jest chyba oczywiste.
5. To jest szczególna własność. Może będzie to porównanie mało przekonujące - ale dziecko to rodzaj osoby zależnej, czyli, mówiąc wprost ,,niewolnika-obywatela'' rodzica. A "niewolnik" nadal jest człowiekiem.
5. Prawo niesprawiedliwe - owszem.
Pozdrawiam
A wyjaśnisz dlaczego? Jak dla mnie, za dziecko decyduje rodzic, czyli tak, jakby był właścicielem, ja bym to nawet prawnie zapisał, dzięki czemu można by olewać państwowe nakazy dotyczące dzieci. Ja jestem, nawet za tym, żeby rodzic mógł humanitarnie uśmiercić dziecko, jeżeli przekona później sędziego, że to było dla dobra dziecka, jego własność w gruncie rzeczy.
Panie, to już jest kwestia tego, czy uważasz życie za wartość samą w sobie. Ja uważam, że nie powinno być prawa umożliwiającego legalne nieprzymuszone niszczenie życia ludzkiego w żadnym stopniu, nie licząc samoobrony.
W pewnym stopniu płeć kulturowa występuje. Nie wspominając już o mającym w starożytności starciu dwóch kultur - matriarchalnej i patriarchalnej. To, która jest lepsza, a raczej bardziej skuteczna i energiczna, pokazała historia. Pozdrawiam Mógłbyś sprecyzować, o czym mowa? Gdzie ten matriarchat panował? Te kultury to przepraszam starły się militarnie, czy jak? Bo ja mimo obcowania z feministkami w jednym zakładzie, nigdy o czymś takim nie słyszałem. Wiem tylko, że znaleziono jedną wyspiarską społeczność, gdzie relacje między kobietami i mężczyznami różnią się zasadniczo od reszty globu. Podobnież jest jeden gatunek szympansów, gdzie relacje można określić jako matriarchalne. Generalnie w przyrodzie, przynajmniej wśród bardziej rozwiniętych ssaków matiarchat to rzadkość.
Co do "gender" za mało się interesowałem do tej pory, żeby wyciągać jednoznaczne wnioski, ale z tego co słyszałem, to np, ze dziewczynki jak chcą to powinny rozwijać swoje zainteresowania nawet jeśli te są uznane za męskie: motoryzacja, wędkarstwo, instalatorstwo, budowlanka itp. Nie widzę w tym nic złego, jeśli nie jest to wymuszone. Co z tego, że większość dziewczynek woli bawić się lalkami niż samochodami, te które wolą samochody, niech się bawią. Gender to nie to samo, co emancypacja, czy liberalizm itp. Gender jest oparte na pseudonaukowej teorii - płci kulturowej. Tzn. że panie od "Gender studies" głoszą, że ta dziewczynka bawiąca się samochodami nie jest taka dlatego, że taka się urodziła a w jej żyłach płynie mniej estrogenów, tylko dlatego, że płeć to kwestia społeczna. Jest to rola obrana dobrowolnie lub najczęściej, zdaniem feministek narzucona przez "społeczeństwo opresyjnego patriarchatu". We wszystkich znanych mi krzyżowych eksperymentach gender przegrywało z hipotezami biologicznych uwarunkowań, nie przeszkadza to jednak w rozwoju instytutów głoszących podobne bzdety. W sumie pod względem wartości naukowej (abstrahując od skutków społecznych) jest to mniej więcej podobny casus, jak antropologia w hitlerowskich Niemczech. Stale podważa się jakieś zasady życia społecznego i na tym polega rozwój, konserwatyści preferują stagnację i zacofanie. Konserwatyści zauważają najczęściej, że pewne rzeczy są takie a nie inne nie bez powodu. I że nie można dopasować natury ludzkiej do wyznawanej ideologii. Najlepiej jakby chłop mógł znowu lać babę, a dziecko stanowiło własność rodziców. Dla bab najlepszym sposobem na nie bycie laną jest lepiej wybierać. Każdy może natomiast zgłosić przestępstwo, ale w sprawy rodziny urzędas nie powinien się wtrącać nie proszony. Chyba, że chcemy i do nas sprowadzić Jugendamty ze wszystkimi ich patologiami. Dla mnie postęp to żaden. Wartości wolnościowe o których mówisz, zwróć uwagę, że dotyczą wolności określonej grupy, naturalną rzeczą jest zatem, że ci którym jej się odmawia, będą się buntować i tu Marks miał absolutną rację. Nie potrzeba tu żadnej ideologii, tak jest. Istnieją dwa pojęcia wolności - normalne i lewackie. Normalne jest związane z zasadą "Chcącemu nie dzieje się krzywda." Jak baba chce być z bijącym ją chłopem, to niech będzie. Jak feministka chce studiować budowę maszyn, to niech studiuje. Natomiast wolność każdej kobiety do uzyskania dyplomu z budowy maszyn bez względu na jej zdolności w tej materii - to właśnie jest wypaczone pojęcie pochodzące od lewaków. Idee wolnościowe są tu zastąpione ideami równościowymi. Oczywiście gender to tylko jeden przykład. Są inne przykłady ideologii opartych na wielkim ściemnianiu, chociażby globalne ocieplenie i walka z nim ... ekologia głęboka, poprawność polityczna i walka z "mową nienawiści", no i Twój ulubiony: relatywizm kulturowy i idea tolerancji, która uzasadnia panoszenie się na terenie Europy różnych obcych religii i ideologii, które wcale tej tolerancji wobec naszej kultury nie odwzajemniają. To jest lewactwo. Jego przeciwieństwiem jest natomiast wiara w pewne niezmienne pryncypia moralne, w istnienie dobra, piękna i prawdy. Prawdy, która jest taką samą prawdą dla robotnika, chłopa, inteligenta, czy fabrykanta i nie zależy od punktu siedzenia. To honor i zasady, nakazujące naukowcom prowadzić rzetelne badania, a nie ogłupiać studentów porównywaniem fallusa do pierwiastka kwadratowego itp. To zasady merytokratyczne przy rekrutacji na ważne stanowiska, a nie parytety. To chęć obrony dorobku naszej cywilizacji przed tymi, którzy otwarcie deklarują chęć jego zniszczenia. To również tolerancja, ale oparta na zasadzie wzajemności - tolerujemy tych, którzy szanują też i nasze obyczaje. Nigdy nie twierdziłem inaczej, i co teraz?
Wspominałeś coś o nauce, znasz naukowe stanowisko w tej sprawie?
Ja znam, takie nie propagandowe, tylko faktyczne. Nikt nie wie jaki wpływ ma człowiek na ocieplenie klimatu, zmiany jakie obserwuje się są raczej normalne i bywały już gorsze. Natomiast wzrost poziomu dwutlenku węgla jest skutkiem ocieplenia, a nie przyczyną. Łyso?
W pewnym stopniu płeć kulturowa występuje. Nie wspominając już o mającym w starożytności starciu dwóch kultur - matriarchalnej i patriarchalnej. To, która jest lepsza, a raczej bardziej skuteczna i energiczna, pokazała historia. Pozdrawiam Mógłbyś sprecyzować, o czym mowa? Gdzie ten matriarchat panował? Te kultury to przepraszam starły się militarnie, czy jak? Bo ja mimo obcowania z feministkami w jednym zakładzie, nigdy o czymś takim nie słyszałem. Wiem tylko, że znaleziono jedną wyspiarską społeczność, gdzie relacje między kobietami i mężczyznami różnią się zasadniczo od reszty globu. Podobnież jest jeden gatunek szympansów, gdzie relacje można określić jako matriarchalne. Generalnie w przyrodzie, przynajmniej wśród bardziej rozwiniętych ssaków matiarchat to rzadkość.
1. Objawia się pozycją kobiet w społeczeństwie. Przykładowo, jak chyba pisałem, w niektórych kulturach kobiety zajmowały się tylko i wyłącznie domem, w innych zaś na równi z mężczyznami walczyły w wojnach. Kultura XIX wieku zdaje się sprawiła, że powoli wykrystalizowała się kultura właściwa i naturalna - kobiety stały się w pełni wolne, mogą uczyć się na uniwersytetach i być politykami. Co innego, gdy próbuje negować się czynniki biologiczne płci, które wpływają na to, co robią kobiety i mężczyźni. To jest właśnie cywilizacja gender - powrót do matriarchatu, w teorii równość, w istocie dyskryminacja.
2. Panował w archaicznej Grecji, możliwe że występował na Krecie. Niestety, mam o okresie matriarchatu w Europie mało wiedzy, ale to, że kiedyś miał w niej duże wpływy, jest prawie pewne. Tak jak napisałem - matriarchat został zwyciężony, przez swoją słabość i zacofanie. Cywilizacja wojny zwyciężyła z cywilizacją spokoju i rodzicielstwa. I bardzo dobrze, bo bez tego żylibyśmy dziś... może na poziomie starożytnych Egipcjan. Odnośnie tego, jak został matriarchat zwyciężony - częściowo politycznie ( słynna Kreta Minojska), w znacznej części zaś przez napływ plemion o ustosunkowaniu patriarchalnym i ich zasymilowaniu i podboju słabszych plemion kobiecych.
Pozdrawiam!
1. Nic o tym nie słyszałem. Są osoby chore (patrz: Grodzka) którym ciało rozwinęło się inaczej, świadomość przynależności do płci inaczej ( choć ma syna i miała żonę ..., dziwnie, nie? ). 2. Być może tak kiedyś było, ale to było bezprawie. 3. Dziecko, gdyby było niezależne, umarło by. Dlatego musi być czyjąś własnością. Dziecko umarłoby bez matczynej piersi i niewiele by potrafiło, gdyby nie było wychowane. Socjaliści chcą, by rodzice opłacali dzieci ( czyli byli ich właścicielami), jednocześnie żądając, by np. chodziło do szkoły w określonym wieku. To jest niesprawiedliwość w stosunku do rodziców. 3. Przez zabranie dzieci rozumiałem odebranie rodzicom praw w stosunku do postępowania z nimi do granic ustalonych przez prawo (czyli możliwość wykształcenia go i wychowania w sposób, jaki się uważa za słuszny). 4. Dziecko jest również człowiekiem. Ale nie jest jeszcze do końca ukształtowane. Potrzebuje opieki... ale to jest chyba oczywiste. 5. To jest szczególna własność. Może będzie to porównanie mało przekonujące - ale dziecko to rodzaj osoby zależnej, czyli, mówiąc wprost ,,niewolnika-obywatela'' rodzica. A "niewolnik" nadal jest człowiekiem. Zależny=niewolnik!? W tym potocznym znaczeniu wszyscy jesteśmy niewolnikami, własnością państwa, systemu, genów itd...
A wyjaśnisz dlaczego? Jak dla mnie, za dziecko decyduje rodzic, czyli tak, jakby był właścicielem, ja bym to nawet prawnie zapisał, dzięki czemu można by olewać państwowe nakazy dotyczące dzieci. Ja jestem, nawet za tym, żeby rodzic mógł humanitarnie uśmiercić dziecko, jeżeli przekona później sędziego, że to było dla dobra dziecka, jego własność w gruncie rzeczy. To dlatego, że jesteś skończonym pojebem i dzieci nigdy nie powinieneś mieć, czego z całej duszy Ci życzę 
Wspominałeś coś o nauce, znasz naukowe stanowisko w tej sprawie?
Ja znam, takie nie propagandowe, tylko faktyczne. Nikt nie wie jaki wpływ ma człowiek na ocieplenie klimatu, zmiany jakie obserwuje się są raczej normalne i bywały już gorsze. Natomiast wzrost poziomu dwutlenku węgla jest skutkiem ocieplenia, a nie przyczyną. Łyso? No, łyso, ale tylko za sprawą przerzedzonych włosów  Co, człowiek nie emituje do atmosfery dwutlenku węgla poprzez przemysł i spalanie węgla? A metan, prawdopodobnie bardziej cieplarniany od CO2? Klimat planety się ociepla (co jest faktem) i są głębokie przesłanki o wpływie na ten proces emisji gazów cieplarnianych. Na tyle silne, że warto walczyć z emisją, chociażby za sprawą zakwaszania oceanów - drugi negatywny czynnik emisji CO2. No chyba, że się jest ekspertem w tych dziedzinach, to można z naukowcami w polemikę wchodzić.
1. To, czy ktoś jest chory, nie jest zależne od tego, czy ktoś tego chce, czy nie. 2. I co? 3. Absurd. Zastanów się proszę nad tym, co napisałeś... 4. No i dobrze. 5. A dlaczego 1000000 rodziców ma być skrzywdzonych dlatego, że 2 to debile? Odpowiedzialność zbiorowa?  6. Nie. Możemy uciec od państwa na Antarktydę i robić tam, co nam się podoba, ale jeśli tego nie chcemy, musimy żyć w nim, akceptując zasady które w nim są. Możemy olać geny, wykastrować się i wylecieć do bezludnej puszczy. Ale dziecko nie może uciec od rodzica. Dlatego, że wie, że to nie jest dla niego dobre. Tak samo nie uciekamy na Antarktydę i nie kastrujemy się - bo to nie jest dla nas dobre. Dziecko nie może robić tego, co rodzic nie chce, żeby ono robiło. W innym razie dostanie karę, do której będzie się musiało dopasować. To jest relacja rodzic-dziecko i państwo nie ma tu nic do gadania, chyba że dojdzie to przestępstwa na człowieku. Chce również zaznaczyć, że dziecko nie posiada własności. Dziecko nie jest odpowiedzialne. To rodzic jest za nie odpowiedzialne i to on daje mu swoje dobra. Oczywiście, dziecko w pewnym stopniu jest również ,,niewolnikiem'' państwa ( choć na zasadach obywatelskich, ale mniej surowych, niż w odniesieniu do dorosłych obywateli).
Na koniec chcę dodać najważniejsze - dziecko i rodzica łączy miłość i to rodzic za to odpowiada, że ich ta więź łączyła. Państwa i dziecko łączy miłość wyłącznie jednostronna i do tego krzywdząca w stosunku do rodzica. To jest gwałt na dziecku i ignorancja w stosunku do rodzica.
Pozdrawiam
2. Panował w archaicznej Grecji, możliwe że występował na Krecie. Niestety, mam o okresie matriarchatu w Europie mało wiedzy, ale to, że kiedyś miał w niej duże wpływy, jest prawie pewne. Tak jak napisałem - matriarchat został zwyciężony, przez swoją słabość i zacofanie. Cywilizacja wojny zwyciężyła z cywilizacją spokoju i rodzicielstwa. I bardzo dobrze, bo bez tego żylibyśmy dziś... może na poziomie starożytnych Egipcjan. Odnośnie tego, jak został matriarchat zwyciężony - częściowo politycznie ( słynna Kreta Minojska), w znacznej części zaś przez napływ plemion o ustosunkowaniu patriarchalnym i ich zasymilowaniu i podboju słabszych plemion kobiecych.
Pozdrawiam!
To na Krecie to nie ma żadnych dowodów, jedynie powstało kilka szarlatańskich nurtów w historii/archeologii, bo i tutaj wszedł feminizm i gender, które na podstawie jakiś mało znaczących przesłanek, stawiały tezy nie do udowodnienia, ale problem w tym jest taki, że obalić tych tez też raczej nie sposób, więc niektórzy w to wierzą, ale to typowa lewacka szarlataneria.
Seb, sorry bardzo, ja bym wychował dzieci (starał się) na wrażliwych, mądrych i dobrych ludzi, ale teoretycznie, gdybym był upośledzony ja sam, to wolałbym nie żyć, dlatego uważam, że życie, egzystencja biologiczna nie jest celem samym w sobie, a jest tylko narzędziem, pozwalającym na realizowanie rzeczy ważniejszych, to nas odróżnia od zwierząt. Oczywiście, nie da się bez tego narzędzia nic zrobić, ale to tylko narzędzie i jeżeli nie możemy z niego skorzystać i wiadomo, że nie będziemy mogli, to lepiej go nie mieć, bo tylko miejsce zajmuje.
Seb, sorry bardzo, ja bym wychował dzieci (starał się) na wrażliwych, mądrych i dobrych ludzi, ale teoretycznie, gdybym był upośledzony ja sam, to wolałbym nie żyć, dlatego uważam, że życie, egzystencja biologiczna nie jest celem samym w sobie, a jest tylko narzędziem, pozwalającym na realizowanie rzeczy ważniejszych, to nas odróżnia od zwierząt. Oczywiście, nie da się bez tego narzędzia nic zrobić, ale to tylko narzędzie i jeżeli nie możemy z niego skorzystać i wiadomo, że nie będziemy mogli, to lepiej go nie mieć, bo tylko miejsce zajmuje. No, ja też jestem zwolennikiem eutanazji. Jak ktoś się męczy i chce umrzeć, albo podtrzymuje go tylko aparatura.
Dla mnie bardziej psychopatą jest ten, kto każe żyć ciężko upośledzonemu/choremu dziecku, tylko dla własnej głupiej sadomasochistyczno-sadystycznej satysfakcji.
1. To, czy ktoś jest chory, nie jest zależne od tego, czy ktoś tego chce, czy nie. 2. I co? 3. Absurd. Zastanów się proszę nad tym, co napisałeś... 5. A dlaczego 1000000 rodziców ma być skrzywdzonych dlatego, że 2 to debile? Odpowiedzialność zbiorowa? 6. Nie. Możemy uciec od państwa na Antarktydę i robić tam, co nam się podoba, Możemy olać geny wykastrować się i wylecieć do bezludnej puszczy. Ale dziecko nie może uciec od rodzica. Dlatego, że wie, że to nie jest dla niego dobre. Dziecko nie może robić tego, co rodzic nie chce, żeby ono robiło. W innym razie dostanie karę, do której będzie się musiało dopasować. To jest relacja rodzic-dziecko i państwo nie ma tu nic do gadania, chyba że dojdzie to przestępstwa na człowieku. Chce również zaznaczyć, że dziecko nie posiada własności. Dziecko nie jest odpowiedzialne. To rodzic jest za nie odpowiedzialne i to on daje mu swoje dobra. Oczywiście, dziecko w pewnym stopniu jest również ,,niewolnikiem'' państwa ( choć na zasadach obywatelskich, ale mniej surowych, niż w odniesieniu do dorosłych obywateli). Na koniec chcę dodać najważniejsze - dziecko i rodzica łączy miłość i to rodzic za to odpowiada, że ich ta więź łączyła. Państwa i dziecko łączy miłość wyłącznie jednostronna i do tego krzywdząca w stosunku do rodzica. To jest gwałt na dziecku i ignorancja w stosunku do rodzica. Tyle, że ta jednostronność miłości od państwa nie dotyczy tylko dzieci, taki to świat co nas krzywdzi państwo miłością heh.
Pozdrawiam[/quote
Czyjeś życie nie należy do Ciebie. Nie możesz i nie masz prawa decydować, czy ktoś może żyć czy nie. I nie mamy prawa gradacji wartości życia. To nie należy do nas.
Naszym obowiązkiem jest opieka nad upośledzonymi i chorymi.
Dla mnie bardziej psychopatą jest ten, kto każe żyć ciężko upośledzonemu/choremu dziecku, tylko dla własnej głupiej sadomasochistyczno-sadystycznej satysfakcji. Patrzysz tak z perspektywy obserwatora, gdybyś sam znalazł się w podobnej sytuacji, mogłoby być inaczej. No i jeszcze zależy co uznać za ciężkie upośledzenie kwalifikujące do zabicia ( ta granica) i wziąć pod uwagę ewentualne perspektywy na poprawę komfortu życia.
A co, byłeś po drugiej stronie? Takie pouczanie "byłbyś po drugiej stronie to byś to widział inaczej", samemu nie mając doświadczenia, jest pokurwione strasznie.
Dla mnie bardziej psychopatą jest ten, kto każe żyć ciężko upośledzonemu/choremu dziecku, tylko dla własnej głupiej sadomasochistyczno-sadystycznej satysfakcji. Podobno zdarza się, że te niedorozwoje potrafią cieszyć się życiem i odczuwać chęć życia, o ile rodzina stworzy wokół nich odpowiednią atmosferę ciepła, miłości i takich tam różnych dupereli, wiadomo. Czy można w takiej sytuacji powiedzieć, że rodzice "każą" temu dziecku żyć? Gdy dzieciak się rodzi i potem pomalutku się rozwija, to ciężko mówić, że ktoś "każe" mu żyć, bo takie stwierdzenie sugerowałoby, że wola tego dziecka mogłaby być sprzeczna z tym "nakazem", podczas gdy prawdopodobnie noworodek/niemowlę nie posiada na tyle skomplikowanej psychiki, by analizować kwestię sensu swojego istnienia. Nikt mu nie każe żyć - fakt istnienia tego dziecka jest po prostu naturalną rzeczą. To tak, jakby powiedzieć, że ja każę Wiśle płynąć. Wisła płynie i już, moje rozkazy nie mają nic do rzeczy. Zresztą - czy to, że ja Ciebie nie zabijam, jest równoważne z tym, że każę Ci żyć? Dla mnie problem moralny pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek jest na tyle rozwinięty, że potrafi samodzielnie dojść do wniosku, iż nie chciałby żyć i wolałby umrzeć, a jednocześnie nie jest fizycznie w stanie sam na własną rękę swej woli zrealizować, bo jest np. sparaliżowany. Do tego momentu nie widzę powodu, by uśmiercać człowieka, który być może będzie chciał żyć i osiągnie umiarkowany poziom szczęścia.
A co do stwierdzenia, że "dziecko jest własnością rodziców", to jestem w stanie uszanować taki pogląd, o ile jego głosiciel przyzna, że w takim razie rodzic powinien mieć prawo do torturowania lub zamordowania swojego dziecka bez żadnego tłumaczenia się z tego uczynku sądom i urzędom. Jeśli komputer jest mój, to mogę go roztrzaskać na drobne kawałki i nikomu nie muszę tego wyjaśniać. Dlaczego to zrobiłem? Bo może jestem psychiczny i ja kupuję komputery tylko po to, by je rozpierdalać na drobne wióry - mam do tego prawo, bo w momencie zakupu komputer staje się moją własnością. Jeśli więc dziecko jest moją własnością, to nie muszę tłumaczyć się z faktu, że je bez racjonalnego powodu zamordowałem. W tej kwestii piewcy "dziecka jako własności rodziców" (sztandarowy przykład - Korwin-Mikke) są bardzo niekonsekwentni. Dziecko jest własnością, ale zabić jednak, kurde, nie wypada i w sumie jakieś prawne konsekwencje zabójstwa własnego dziecka też powinny być. Zdecydujcie się - albo dziecko jest własnością rodziców, albo nie jest, kurwa jego mać.
Ja mówię o ciężkich przypadkach, typu człowiek-roślinka bez nadziei, ludzie z zespołem downa, autyzmem itp oczywiście się nie zaliczają.
Natomiast w tym przypadku po prostu istnieje pewne ograniczenie wolności, tak jak np teraz mają właściciele zabytków w Polsce (co nawet popieram, chociaż oczywiście przepisy są trochę nie racjonalne, ale sama prawna ochrona zabytków jest, mimo ograniczenia wolności, dobra), czyli jest właścicielem, ale zabytkowego budynku nie może zburzyć i na jego miejsce postawić nowego, nie może zniszczyć, nie może przebudować tak by zatracił swój historyczny charakter, jednak jeżeli przestrzega tych zaostrzeń, to może robić z tym budynkiem co chce, ma nawet dość swobodną możliwość zmieniania wnętrz itp. Tak samo z własnością dziecka, jesteś jego właścicielem, ale nie możesz mu robić fizycznej krzywdy, ale wychowywać, uczyć, leczyć itp możesz go jak chcesz.
A co, byłeś po drugiej stronie? Takie pouczanie "byłbyś po drugiej stronie to byś to widział inaczej", samemu nie mając doświadczenia, jest pokurwione strasznie. Filas, jak to jest, że nie nauczyli Cię czytać, miałeś konserwatywnych rodziców i do szkoły Cie nie posłali? Wyraz MOGŁOBY (a taki przytoczyłem w wypowiedzi) coś oznacza, ale nie chce mi się tego tłumaczyć półanalfabecie 
. Tak samo z własnością dziecka, jesteś jego właścicielem, ale nie możesz mu robić fizycznej krzywdy, ale wychowywać, uczyć, leczyć itp możesz go jak chcesz. Jest jeszcze maltretowanie psychiczne. Wychowanie, uczenie leczenie to nic innego jak opieka, natomiast dom-zabytek się eksploatuje, bo ma charakter użytkowy i tylko dlatego się o niego dba. Dziecko natomiast to człowiek, który ma być szczęśliwy i dlatego się go wychowuje. I tu jest różnica między własnością, a opieką nad dzieckiem. Kto nie widzi tej różnicy tworzy szalone i niebezpieczne wizje. Niewolnik np był własnością, służył wyłącznie eksploatacji i dbało się o niego tylko dlatego, żeby mieć z niego korzyść...i również były kary za zabicie niewolnika!
Maltretowania psychicznego nie sposób udowodnić tak naprawdę, rzadko występuje samo w sobie, zwykle łączy się z przemocą fizyczną i/lub seksualną. Zabytkowego budynku, nawet jak nie używasz i jesteś właścicielem to musisz o niego dbać, taki nakaz, prawo nawet używa pojęcia opieki nad zabytkami. A dziecko wychowuje się także ze względów praktycznych, bo ZUS prędzej czy później pierdolnie, a wtedy w naszym systemie na starość zostają ci albo dzieci, albo zdychanie pod mostem, dość proste, twoje osobiste uczucia nie powinny mieć wpływu na prawodawstwo, to, że ty kochasz dziecko, niczego nie zmienia.
Jeśli komputer jest mój, to mogę go roztrzaskać na drobne kawałki i nikomu nie muszę tego wyjaśniać.
Tobie, cepie buraczany, polecam uczynic to natychmiast.
Zamiana maksymalnych praw rodzicielskich na wszechwladze urzedow z powodu mozliwych patologii moze byc wymyslem tylko ludzi chorych, jakiegos kolejnego Pawlika Morozowa przekletego.
Rodzice majacy dziecko na wlasnosc moga byc albo dobrzy, albo nie, ale najczesciej sa zupelnie akceptowalni. Natomiast opieka panstwa moze byc tylko zla. Zamiast zmyslac obrazowe przyklady, jak to rodzic moze przypadkiem torturowac i pastwic sie nad dziatwa, radze sie zastanowic kto bardziej jest zdolny do czynu heroicznego w obronie dziecka - jego matka/ojciec, czy moze urzednik, odbebniajacy wlasnie etat 8:00-16:00.
Maltretowania psychicznego nie sposób udowodnić tak naprawdę, rzadko występuje samo w sobie, zwykle łączy się z przemocą fizyczną i/lub seksualną. Zabytkowego budynku, nawet jak nie używasz i jesteś właścicielem to musisz o niego dbać, taki nakaz, prawo nawet używa pojęcia opieki nad zabytkami. A dziecko wychowuje się także ze względów praktycznych Też, ale nie tylko dlatego i nie jest to celem nadrzędnym.
Nie wiesz o czym piszesz, widocznie nie znasz ryku pijanego ojca dzień w dzień i wyzywania od kretynów.
Wspolczuje ci takiego taty, ale to jeszcze nie powod do odpowiedzialnosci zbiorowej.
Zreszta za wyzywanie cie od kretynow ma u mnie mega propsy.
I na mnie juz pora.
Nie interesuje mnie w ogole ta muzyka, o ktorej tu sie pisze, a moja obecnosc tutaj od lat wynikala tylko z przyzwyczajenia i jakiegos sentymentu. Ostatnio nie jest tu zbyt ciekawie, wiec korzystam z okazji i odchodze, zanim znow zdarzy sie chwilowy boom i setki postow, ktore tylko zatrzymaja mnie na dalszy, bezsensowny pobyt. A wiec zegnam, bylo wesolo, dzieki za towarzystwo, ale teraz juz czas na odejscie w las.
Nara.
A więc wypierdalaj 
Hmmm, nie.
Rozplaczesz sie?
A co, byłeś po drugiej stronie? Takie pouczanie "byłbyś po drugiej stronie to byś to widział inaczej", samemu nie mając doświadczenia, jest pokurwione strasznie. Filas, jak to jest, że nie nauczyli Cię czytać, miałeś konserwatywnych rodziców i do szkoły Cie nie posłali? Wyraz MOGŁOBY (a taki przytoczyłem w wypowiedzi) coś oznacza, ale nie chce mi się tego tłumaczyć półanalfabecie 
Nie, dziękuję, moi rodzice mają się całkiem dobrze i to raczej ja się nie wyrabiam tak, jakbym chciał, nie z ich winy. Ale widze, że takie małe kurwiszony muszą haczyć o każdą możliwą obelgę po drodze. Uwolnijmy zawód chirurga a potem cie poslemy na stol, to bedzie wolnosc. Jak to jest, że musisz zasłaniać się czczym gdybaniem? Przypuszczać to i ja mogę, że jakbyś był własnością rodziców, to byś tak nie pierdolił. Jestem przeciwnikiem pustego gdybania.
dnia Pon 13:41, 20 Styczeń 2014, w całości zmieniany 1 raz
A co, byłeś po drugiej stronie? Takie pouczanie "byłbyś po drugiej stronie to byś to widział inaczej", samemu nie mając doświadczenia, jest pokurwione strasznie. Filas, jak to jest, że nie nauczyli Cię czytać, miałeś konserwatywnych rodziców i do szkoły Cie nie posłali? Wyraz MOGŁOBY (a taki przytoczyłem w wypowiedzi) coś oznacza, ale nie chce mi się tego tłumaczyć półanalfabecie 
Nie, dziękuję, moi rodzice mają się całkiem dobrze i to raczej ja się nie wyrabiam tak, jakbym chciał, nie z ich winy. Ale widze, że takie małe kurwiszony muszą haczyć o każdą możliwą obelgę po drodze. Uwolnijmy zawód chirurga a potem cie poslemy na stol, to bedzie wolnosc. Jak to jest, że musisz zasłaniać się czczym gdybaniem? Przypuszczać to i ja mogę, że jakbyś był własnością rodziców, to byś tak nie pierdolił. Jestem przeciwnikiem pustego gdybania. Pusty to widocznie jest twój łeb. Skoro mnóstwo rodziców zajmuje się swoimi ciężko upośledzonymi dziećmi (a mógliby je np oddać do zakładu), to na tej podstawie można wyciągnąć wniosek, że i zuy pan zmieniłby w tej sytuacji poglądy. To, że jakiegoś durnia moje przypuszczenia wkurwiają i pewnie chciałby mi w ogóle zabronić jakichkolwiek przypuszczeń, jest zupełnie nieistotne. W każdym razie puste nie są.
Gdybanie ma niestety to do siebie, że całe twoje pierdolenie mogłoby pójść do kosza z miejsca, gdyby okazało się, że jednak jest inaczej. O patrz, gdybam sobie.
Zamiana maksymalnych praw rodzicielskich na wszechwladze urzedow z powodu mozliwych patologii moze byc wymyslem tylko ludzi chorych Nie wiesz o czym piszesz, widocznie nie znasz ryku pijanego ojca dzień w dzień i wyzywania od kretynów. Wspolczuje ci takiego taty, ale to jeszcze nie powod do odpowiedzialnosci zbiorowej. Natomiast w tym przypadku po prostu istnieje pewne ograniczenie wolności, tak jak np teraz mają właściciele zabytków w Polsce (co nawet popieram, chociaż oczywiście przepisy są trochę nie racjonalne, ale sama prawna ochrona zabytków jest, mimo ograniczenia wolności, dobra), czyli jest właścicielem, ale zabytkowego budynku nie może zburzyć i na jego miejsce postawić nowego, nie może zniszczyć, nie może przebudować tak by zatracił swój historyczny charakter, jednak jeżeli przestrzega tych zaostrzeń, to może robić z tym budynkiem co chce, ma nawet dość swobodną możliwość zmieniania wnętrz itp. Czyli logicznie rzecz biorąc, "właściciel" zabytku tak naprawdę nie jest jego właścicielem. Nie wiem, jakim terminem to określić, ale to już nie jest relacja własności. Chodzi po prostu o taką higienę językową, konsekwencję, by nie nazywać zjawiska niezgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy. Jeśli "jestem właścicielem obiektu i mogę z nim ogólnie robić, co mi się podoba poza zburzeniem go, przemalowaniem, zmianą nazwy itp.", to nie jestem jego właścicielem. Podobnie jest z dzieckiem. Widzę, że zgadzamy się co do zasad, jakie powinny obowiązywać w tej kwestii, tylko inaczej tę relację nazywamy. Rodzic ma ograniczoną władzę nad dzieckiem, nie wszystko może wobec niego uczynić, więc nie jest jego właścicielem.
Gdybanie ma niestety to do siebie, że całe twoje pierdolenie mogłoby pójść do kosza z miejsca, gdyby okazało się, że jednak jest inaczej. O patrz, gdybam sobie. Pierdolisz 
Nie no, ma rację Filas - światopogląd nie powinien zależeć od tego, w jakim znajdujemy się położeniu, a jeśli zależy, to znaczy, że nie jesteśmy uczciwi w jego formowaniu, bo uzależniamy jego kształt od własnych interesów Czyli nie ma sensu argument "a ciekawe, jak byś gadał, gdybyś był na miejscu tego dziecka", czy coś takiego, bo staramy się te kwestie rozstrzygać obiektywnie.
Znaczy, nie mam nic przeciwko, jeżeli komuś trudna sytuacja rozpierdoli światopogląd, bo w sumie co mnie to obchodzi (lol). Ale tutaj rzecz jest inna - Seb, ty kurwo, dlaczego rzucasz takimi twierdzeniami, których nie da się logicznie ruszyć? Gdybanie jest kurwa tak bezpiecznym wariantem, że aż chce się rozjebać monitor albo dwa.
Nie no, ma rację Filas - światopogląd nie powinien zależeć od tego, w jakim znajdujemy się położeniu, a jeśli zależy, to znaczy, że nie jesteśmy uczciwi w jego formowaniu, bo uzależniamy jego kształt od własnych interesów Czyli nie ma sensu argument "a ciekawe, jak byś gadał, gdybyś był na miejscu tego dziecka", czy coś takiego, bo staramy się te kwestie rozstrzygać obiektywnie. Tyle, że tu dochodzi czynnik biologiczny i pod jego wpływem poglądy często się zmieniają. Znam multum przypadków kiedy osoby nienawidzące dzieci, po staniu się rodzicami nagle je pokochały. Jak również i takie gdzie zmieniały się poglądy na temat wychowania. Zresztą tylko krowa nie zmienia poglądów, a zuy chyba nie jest krową, mam nadzieję 
Znaczy, nie mam nic przeciwko, jeżeli komuś trudna sytuacja rozpierdoli światopogląd, bo w sumie co mnie to obchodzi (lol). Ale tutaj rzecz jest inna - Seb, ty kurwo, dlaczego rzucasz takimi twierdzeniami, których nie da się logicznie ruszyć? Gdybanie jest kurwa tak bezpiecznym wariantem, że aż chce się rozjebać monitor albo dwa.
 Cóż ptasi móżdżku, uczepiłeś się mojej jednej wypowiedzi jak rzep psiego ogona, a teraz z wściekłością i pianą w pysku chcesz się z tej pułapki uwolnić. Nic z tego, ostatni gwóźdź został wbity!
Ojej, ja taki przestraszony.
A ty jak zwykle zmieniłeś temat 
Oczywiście poglądy można zmieniać, nawet należy je ciągle przemyśliwać i weryfikować na nowo, ale powinny się zmieniać pod wpływem racjonalnych przemyśleń, a nie wskutek bezmyślnego poddawania się uczuciom na zasadzie "wczoraj nie lubiłem dzieci, więc byłem za ich mordowaniem, a dzisiaj je polubiłem, więc uważam, że nie nalezy ich mordować". To przemyślenia mają kształtować światopogląd, a nie uczucia względem jakiegoś obiektu/zjawiska.
Ja naprawdę jestem wyrozumiały
Jestes przede wszystkim marna pizda, co probuje ci wytlumaczyc od pierwszej chwili naszego kontaktu. Nawet nie chce mi sie na ciebie strzepic jezyka i potem sie spowiadac ze znecania sie nad uposledzonym umyslowo frajerem, ktorego ledwo nauczono sklejac swe chuja warte przemyslenia w literki i zdania.
Jesli rodzic jest zwyrodnialcem, albo po prostu takim imbecylem jak ty, to rzecz jasna powinien za to odpowiedziec przed sadem, ale nie uzasadnia to wcale przeniesienia wlasnosci z rodzica na panstwo. Tysiace lat byla to rzecz jasna jak slonce, dopoki za myslenie nie wziely sie takie miernoty intelektualne jak ten oto tu cwel o nicku stary znajomy, ktorego kurwa najgorsza na swiat wydala.
Oczywiście poglądy można zmieniać, nawet należy je ciągle przemyśliwać i weryfikować na nowo, ale powinny się zmieniać pod wpływem racjonalnych przemyśleń, a nie wskutek bezmyślnego poddawania się uczuciom na zasadzie "wczoraj nie lubiłem dzieci, więc byłem za ich mordowaniem, a dzisiaj je polubiłem, więc uważam, że nie nalezy ich mordować". To przemyślenia mają kształtować światopogląd, a nie uczucia względem jakiegoś obiektu/zjawiska. Łatwo powiedzieć. Niestety człowiek nie jest do końca racjonalny (np taki Niepokonany Gejaklex wcale, jeśli jest w ogóle człowiekiem) i nie możemy wyeliminować uczuć, emocji z naszego rozwoju i kształtowania poglądów. Nikt nie mówi o bezmyślnym się ich poddawaniu, ale one też są czynnikiem decyzyjnym. Poglądy - może i powinny się zmieniać tylko pod wpływem racjonalnych przemyśleń. Życie pokazuje jednak, że jest inaczej.
Ja naprawdę jestem wyrozumiały Jesli rodzic jest zwyrodnialcem, albo po prostu takim imbecylem jak ty, to rzecz jasna powinien za to odpowiedziec przed sadem, ale nie uzasadnia to wcale przeniesienia wlasnosci z rodzica na panstwo. Naprawdę współczuję ci, że upuścili cię w szpitalu zaraz po twoich narodzinach i przez to masz teraz gigantyczne kłopoty z myśleniem, ale mimo wszystko ciężko być cierpliwym wobec aż takiego umysłowego kaleki. Nie napisałem kurwa ani zdania o tym, że "dziecko jest własnością państwa". Czy dziecko musi być koniecznie czyjąś własnością? A ty jesteś czyjąś własnością? Jak ty nie jesteś, to i dziecko nie musi być. Rodzic powinien mieć dużą władzę nad dzieckiem, ale nie ma prawa go np. zamordować, więc nie jest jego właścicielem. To ty pierdolisz coś o dziecku jako własności państwa, ja nic takiego nie napisałem. Schizofrenia to ciężka choroba, łączę się z tobą w bólu, cwelu.
Rodzic powinien mieć dużą władzę nad dzieckiem, ale nie ma prawa go np. zamordować, więc nie jest jego właścicielem.
Jesli jestes zbyt glupi aby rozroznic te dwie sprawy, to naprawde tylko rece zalamac. To, ze nie moge uzyc swojego noza kuchennego do szlachtowania przechodniow - wcale nie czyni mojego noza nie moim nozem. Rozumiesz to, zakalo tej ziemi, czy mam cie tym nozem wykastrowac, zebys kolejnego pokolenia takich kurew nie plodzila?
A to tu nie chodziło o konsekwentność w głoszeniu 'dziecko jest własnością', że albo jest własnością całkowitą albo wcale? Tak mi się zdawało. Chociaż z drugiej strony brzmiało to częściowo jak "a no brak konsekwencji, albo dajemy dziecko całe psychopatom niech se mordują albo dajemy państwu ehehhee", coś takiego.
dnia Pon 15:13, 20 Styczeń 2014, w całości zmieniany 1 raz
Jesli jestes zbyt glupi aby rozroznic te dwie sprawy, to naprawde tylko rece zalamac. To, ze nie moge uzyc swojego noza kuchennego do szlachtowania przechodniow - wcale nie czyni mojego noza nie moim nozem. Rozumiesz to, zakalo tej ziemi, czy mam cie tym nozem wykastrowac, zebys kolejnego pokolenia takich kurew nie plodzila? Ty pierdolony niedorobie, pójdź do jakiejś szkoły czy coś, zanim zaczniesz rozmawiać z normalnymi ludźmi, bo aż się smutno robi, gdy się patrzy na twoją nieporadność umysłową. Gdy zarżniesz kogoś swoim nożem kuchennym, to odpowiadasz karnie nie za to, że nadużyłeś swojej władzy nad tym nożem (który jest twoją własnością), tylko za to, że zamordowałeś jakiegoś niewinnego kolesia. Nieważne, czym tego dokonałeś - ofiarą jest ten koleś, a nie twój nóż. Twój nóż nie może być twoją ofiarą - nikt nie może cię rozliczać z tego, jak postępujesz względem swojego własnego noża, i nikt nie może się za twoim nożem wstawić przeciwko tobie. Natomiast mordując swoje dziecko, które jest przecież twoją własnością, nie naruszasz w żaden sposób nietykalności cielesnej osób trzecich, które nie są twoimi własnościami, więc nie powinieneś być karany. Chyba że jednak dziecko nie jest własnością rodziców, co ci właśnie miłosiernie i cierpliwie tłumaczę, jełopie.
Mordując kogoś nożem kuchennym, odpowiadasz przed sądem za zabicie człowieka, a nie za poplamienie noża krwią.
No i wlasnie w tym rzecz, slemazaro umyslowa, ze za zamordowanie dziecka odpowiadasz jako morderca, a nie jako rodzic. Nie umiesz myslec abstrakcyjnie, dla ciebie slowo 'posiadam' rowna sie tylko posiadaniu np. deski, ktora mozna roztrzaskac o sciane. Ale mozna tez posiadac dziecko, ktore tym sie rozni od zwierzecia i od ciebie, ze jego zycie jest chronione, co wcale nie sprawia, ze dziecko nie nalezy do rodzica.
Glupia kurwo, nie bierz sie za myslenie o rzeczach ciebie przerastajacych bo robisz krzywde sobie i otoczeniu.
No i wlasnie w tym rzecz, slemazaro umyslowa, ze za zamordowanie dziecka odpowiadasz jako morderca, a nie jako rodzic. Nie umiesz myslec abstrakcyjnie, dla ciebie slowo 'posiadam' rowna sie tylko posiadaniu np. deski, ktora mozna roztrzaskac o sciane. Dokładnie tak, posiadać można deskę, a nie dziecko, ani w ogóle jakiegokolwiek człowieka. Twoje myślenie nie jest tu abstrakcyjne, tylko po prostu nielogiczne - jest to taki "humanistyczny" bełkot, jak na licealnym języku polskim, gdzie wszystko jest możliwe i wypowiedź nie musi mieć sensu, byleby oczekiwane przez nauczycielkę pojęcia w niej padały i wszystko ładnie brzmiało. To zresztą jest znak naszych czasów, że 50% pojęć nie używa się w normalnych, naturalnych znaczeniach, tylko w jakichś pojebanych potocznych. W ten sposób możliwy się okazuje "wolny rynek" z jednoczesną płacą minimalną, albo wolność słowa z jednoczesną penalizacją "obrażania uczuć religijnych" i "mowy nienawiści". Żadne pojęcie nie jest już jednoznaczne, wszystko jest płynne i nie da się rozmawiać w sposób ścisły, bo mi jełop tłumaczy, że posiada wannę, ale nie ma prawa się w niej kąpać.
Posiadam dziecko, a to oznacza, ze moge je wychowywac takimi metodami, jakie mi sie tylko podobaja i nikomu nic do tego. Moge je wychowac na komucha, debila takiego jak ty (byloby mega ciezko), moge je obrzezac i wmawiac mu ze jest Zydem albo cokolwiek przyjdzie mi do glowy, choc najprawdopodobniej wychowam je zupelnie konwencjonalnie na w miare normalnego typexa lubiacego pojechac na ryby. Posiadam dziecko, wiec moge je upominac takimi slowami jaie uwazam za stosowne, albo karac cielesnie, jesli uznam ze to uzasadnione i da rezultaty.
I nikt obcy nie powinien miec prawa wtryniac sie ze swoimi super pomyslami, ze kurator bedzie mnie informowal, jak mam wychowac to dziecko. Wlasnie dlatego, skonczony cymbale, ze dziecko jest moje, ze ja to dziecko posiadam az osiagnie doroslosc. Wychowuje je tak jak chce na wlasna odpowiedzialnosc, bo jak wychowam je na swira to mnie albo zabije albo zostawi zebym zdychal samotnie, dlatego jako jego wlasciciel wychowuje je odpowiedzialnie.
I nie dam sie sterroryzowac jakims kretynom, uwazajacym ze z powodu jakiegos promila psycholi - moja wladza nad dzieckiem ma byc ograniczana.
Moje dzieci sa moje i na tym koncze z toba rozmowe, jebany cwelu.
Posiadam dziecko, a to oznacza, ze moge je wychowywac takimi metodami, jakie mi sie tylko podobaja i nikomu nic do tego. Moge je wychowac na komucha, debila takiego jak ty (byloby mega ciezko), moge je obrzezac i wmawiac mu ze jest Zydem albo cokolwiek przyjdzie mi do glowy, choc najprawdopodobniej wychowam je zupelnie konwencjonalnie na w miare normalnego typexa lubiacego pojechac na ryby. Posiadam dziecko, wiec moge je upominac takimi slowami jaie uwazam za stosowne, albo karac cielesnie, jesli uznam ze to uzasadnione i da rezultaty.
I nikt obcy nie powinien miec prawa wtryniac sie ze swoimi super pomyslami, ze kurator bedzie mnie informowal, jak mam wychowac to dziecko. I nie dam sie sterroryzowac jakims kretynom, uwazajacym ze z powodu jakiegos promila psycholi - moja wladza nad dzieckiem ma byc ograniczana. Ty jebany paranoiku, sam wcześniej przyznałeś, że twoja władza nad dzieckiem jest ograniczona - przyznałeś, że za zamordowanie swojego dziecka lub zgwałcenie go rodzic powinien odpowiadać karnie. Czyli władza jest kurwa ograniczona, czy nie jest? Mylisz pojęcia jak opóźniony w rozwoju pierwszoklasista ze szkoły podstawowej.
LOL... kolesiowi już chyba żyła pęka, od tego, że nie może zrozumieć, że własność nie musi być bezwzględna.
Jeśli nie musi być bezwzględna, to nawet pobliski basen mogę nazwać moją własnością, tylko z pewnymi ograniczeniami. Mogę przecież w nim pływać z zastrzeżeniem, że muszę płacić jakieś symboliczne kwoty. Nie mogę go zburzyć, ale to tak, jak właściciel zabytku, który też nie może przecież zburzyć zabytku, którego jest właścicielem. Takie są konsekwencje rozmywania pojęć.
Nie, bo basen jest własnością kogoś innego i ty możesz tam iść jeżeli właściciel ci pozwoli, a jak ci nie pozwoli, to możesz sobie nagwizdać, jeżeli dziecko nie jest twoją własnością, to nie możesz w ogóle nim dysponować, ani o nim decydować, bo nie jest twoje. Właściciel zabytku jest prawnie właścicielem, ma akt notarialny, ma umowy, może robić z tym budynkiem tysiące rzeczy, nie może go zniszczyć, ale oprócz tego może wiele, może w tym budynku nawet grać w piczi polo na żużlu jak będzie miał ochotę, a ty z ulicy nie możesz, jeżeli on ci nie pozwoli, bo to on jest właścicielem, a nie ty, nawet jeżeli prawo nieco ogranicza jego możliwości w kwestii gospodarowania swoją własnością.
Nie, bo basen jest własnością kogoś innego jeżeli dziecko nie jest twoją własnością, to nie możesz w ogóle nim dysponować, ani o nim decydować, bo nie jest twoje. Właściciel zabytku jest prawnie właścicielem, ma akt notarialny, ma umowy, może robić z tym budynkiem tysiące rzeczy, nie może go zniszczyć, ale oprócz tego może wiele Problem w tym, że "wiele" jest pojęciem względnym i skrajnie nieprecyzyjnym, nie może być elementem definicji.
Dziecko własnością, pojeby kurwa. Tu macie: http://portalwiedzy.onet.pl/88503,,,,prawo_wlasnosci,haslo.html i do szkoły naprzód marsz, psie łajna!
Sebastianie, czemu jesteś taki agresywny?
Rzucam mintaje, łapcie mintaje i bijcie się na mintaje.
="rakkenroll" Sebastianie, czemu jesteś taki agresywny?
Ponieważ z tą hołotą inaczej się nie da, serio. Wybadane  Zwróć jednak uwagę, że z tym, którzy zachowują elementarne zasady przyzwoitości w wypowiedziach odpłacam tym samym.
Drogi Sebo! Skoro dziecko nie powinno mieć właściciela, co zrobiłbyś z dziećmi bez rodziców, które nie chcą iść do domów dziecka?
Dodam jeszcze, jak ja postrzegam kwestię "posiadania dziecka". Otóż działa to na takiej zasadzie - możesz naginać wolę danej osoby, możesz ją u siebie więzić, możesz zapewniać jej edukację etc. Jednakowoż, że jest to osoba i obywatel RP, możesz działać na dziecko tylko zgodnie z prawem - tzn. nie możesz go zabijać, więzić w lochu ( ), nie karmić, etc. Może lepiej pasowało by tu słowo "patronat'', a nawet "odpowiedzialność". I tutaj nasuwa się pytanie - kto powinien być odpowiedzialny za dziecko ( czyli w praktyce je posiadać) - abstrakcyjna wręcz instytucja państwa, czy może rodzic, który sprawuję pieczę nad dzieckiem od setek tysięcy lat?
Dochodzi jeszcze jedno pytanie, a dokładnie - co jeśli w 1 domu na 100 jest patologia. Trudno, zdarza się, świat nie jest idealna. Poza tym - rodzic może zostać pozwany, a dziecko przekazane krewnym. A co, jeśli w państwie jest patologia i to właśnie ono sprawuje pieczę nad dziećmi? Pozdrawiam
tzn. nie możesz go zabijać, więzić w loch


Drogi Sebo! Skoro dziecko nie powinno mieć właściciela, co zrobiłbyś z dziećmi bez rodziców, które nie chcą iść do domów dziecka? Dodam jeszcze, jak ja postrzegam kwestię "posiadania dziecka". Otóż działa to na takiej zasadzie - możesz naginać wolę danej osoby, możesz ją u siebie więzić, możesz zapewniać jej edukację etc. Jednakowoż, że jest to osoba i obywatel RP, możesz działać na dziecko tylko zgodnie z prawem - tzn. nie możesz go zabijać, więzić w lochu ( ), nie karmić, etc. Może lepiej pasowało by tu słowo "patronat'', a nawet "odpowiedzialność". I tutaj nasuwa się pytanie - kto powinien być odpowiedzialny za dziecko ( czyli w praktyce je posiadać) - abstrakcyjna wręcz instytucja państwa, czy może rodzic, który sprawuję pieczę nad dzieckiem od setek tysięcy lat? Dochodzi jeszcze jedno pytanie, a dokładnie - co jeśli w 1 domu na 100 jest patologia. Otóż, tak jak napisałem - rodzic może zostać pozwany, a dziecko przekazane krewnym. A co, jeśli w państwie jest patologia i to właśnie ono sprawuje pieczę nad dziećmi?
Ale gdzie państwo pozbawia wszystkich rodziców opieki nad dziećmi?
Jak masz oddać pod opiekę rodziny zastępczej kogoś, kto jest absolutnie wolny i niezależny???
To już zależy od interpretacji słowa...
Tylko czy to jest sprawiedliwe, żeby ktoś, kto urodził dziecko, wychował je i płacił na nie do ukończenia dorosłości, musiał oddawać swoje dziecko do szkoły, w której wpajane są np. obce dorosłemu ideały? Musiał je szczepić, płacić na nie ubezpieczenia itd. Dlaczego przykładowo dziecko nie może kształcić się tylko u prywatnych nauczycieli ( choć tu nie jestem pewien, czy tak jest). To, że całe społeczeństwo otrzymało by edukację, jest pewne, bo w dzisiejszych czasach rodzice widzę przyszłość dzieci własnie w nauce i wykształceniu. Oczywiście, są patologie... ale przynajmniej nieinteligentne dzieci nie musiały by uczyć się rzeczy, których nie dość że nie zrozumieją, to nie zapamiętają... nie wiem jak ze szkołami podstawowymi ( chodzi mi głównie o naukę pisania i czytania).. choć niewielu rodziców nie zapewniło by takiego wykształcenia swoim dzieciom ( nawet najbardziej ułomnym)
Ogranicza tę opiekę. A gdzie ograniczało całkowicie - masz przykład w nazistowskich Niemczech, Hitlerjugend. Gdy szkoły stają się państwowe, można znacznie łatwiej manipulować ludźmi. Gdy szkoły są zaś prywatne, nie ma takiej opcji, ponieważ szkoła, która tak by robiła, straciła by niestety uczniów.
Pozdrawiam
Jak masz oddać pod opiekę rodziny zastępczej kogoś, kto jest absolutnie wolny i niezależny??? To już zależy od interpretacji słowa... Tylko czy to jest sprawiedliwe, żeby ktoś, kto urodził dziecko, wychował je i płacił na nie do ukończenia dorosłości, musiał oddawać swoje dziecko do szkoły, w której wpajane są np. obce dorosłemu ideały? Musiał je szczepić, płacić na nie ubezpieczenia itd. Dlaczego przykładowo dziecko nie może kształcić się tylko u prywatnych nauczycieli ( choć tu nie jestem pewien, czy tak jest). To, że całe społeczeństwo otrzymało by edukację, jest pewne, bo w dzisiejszych czasach rodzice widzę przyszłość dzieci własnie w nauce i wykształceniu. Oczywiście, są patologie... ale przynajmniej nieinteligentne dzieci nie musiały by uczyć się rzeczy, których nie dość że nie zrozumieją, to nie zapamiętają... nie wiem jak ze szkołami podstawowymi ( chodzi mi głównie o naukę pisania i czytania).. choć niewielu rodziców nie zapewniło by takiego wykształcenia swoim dzieciom ( nawet najbardziej ułomnym) Ogranicza tę opiekę. A gdzie ograniczało całkowicie - masz przykład w nazistowskich Niemczech, Hitlerjugend. Gdy szkoły stają się państwowe, można znacznie łatwiej manipulować ludźmi. Gdy szkoły są zaś prywatne, nie ma takiej opcji, ponieważ szkoła, która tak by robiła, straciła by niestety uczniów. Of kors, jednak państwo powinno sprawować pieczę nad tym, aby w takich szkołach nie podżegano do nienawiści na tle rasowym, etnicznym czy światopoglądowym. Wreszcie sam program, w jednej szkole uczono by o teorii ewolucji, w innej, że człowiek to glina, a może jeszcze w innej, że Ziemia jest płaska. Obawiam się, że mógłby narobić się jeszcze większy bajzel niż teraz.
Sebastianie, czemu jesteś taki agresywny?
Chociaż mam swoje uprzedzenia do Seba to chciałbym zauważyć, że nie tylko on jest agresywny w tym wątku.
A jeśli chodzi o "posiadanie dziecka" to wydaje mi się, że wszyscy mają podobne zdanie na ten temat (poza Sebem może), a walka toczy się tylko na płaszczyźnie poprawnego nazewnictwa i niektórzy nie potrafią albo nie chcą dostrzec różnic w znaczeniu wyrazów.
Dobry wieczór!
1. A raczej - żadne dziecko w Europie nie jest niezależne. Przynajmniej normalne..
2. Być może.
3. Jeżeli dziecko jest inteligentne, z pewnością określi sobie swój punkt widzenia samo. Odnośnie kulturoznastwa i języków obcych ( a szczególnie tego drugiego), to jest oczywiście podstawa i chyba każdy rodzic... i każda szkoła zapewniła by uczniom naukę min. 1 języka dodatkowego.
4. 
5. Owszem. Ale to nie jest kwestia tego czy dziecko tego chce czy nie. Dzisiaj też, jeśli dziecko nie chce się uczyć, musi się uczyć. Ponieważ dziecko nie jest niezależnym obywatelem, a jedynie, jak pisaliśmy, obywatelem-dzieckiem, posiadającym opiekuna. Dodam jeszcze, że raczej rodzic, o ile jest po prostu dobry, zapewni swemu dziecku edukację, jeśli dziecko ma do tego zapędy
6. Zgadza się.
7. Uwierz mi - rodzice nie pozwolili by w dzisiejszych czasach, by w szkołach dzieci uczyli "gdzie murzynów miejsce''. Podobnie to z gliną ( choć słyszałem o Amerykanach, co chcieli u siebie wprowadzić ewolucjonizm... przegrali głosowanie ).
Nie, bo basen jest własnością kogoś innego jeżeli dziecko nie jest twoją własnością, to nie możesz w ogóle nim dysponować, ani o nim decydować, bo nie jest twoje. Właściciel zabytku jest prawnie właścicielem, ma akt notarialny, ma umowy, może robić z tym budynkiem tysiące rzeczy, nie może go zniszczyć, ale oprócz tego może wiele Problem w tym, że "wiele" jest pojęciem względnym i skrajnie nieprecyzyjnym, nie może być elementem definicji.
Owszem, basen miejski jest częściowo twój, bo płacisz na niego podatki, miasto=mieszkańcy, a nie jakaś spersonifikowana potwora mieszkająca w lochach, w stylu mezopotamskiego Kur, że była kraina umarłych, ale był zarazem smok co był krainą umarłych, normalnie tak nie ma, coś co jest miejskie należy do mieszkańców miasta i generalnie w demokracji pojętej np na sposób Szwajcarski, mógłbyś w wielu sprawach decydować.
Niestety, wszyscy jesteśmy własnością polityków, w dzisiejszej Polsce tak już jest, przykro mi, że ci psuję światopogląd. Natomiast co do mieszkania komunalnego to dwie sprawy: a) właściciel (miasto) pozwala ci na to, więc możesz. b) patrz punkt o basenie.
Ja tutaj nie piszę o definicjach, tylko skrótowo o stanie prawnym, jesteś ciekaw co może, zapraszam do studiowania odpowiedniej ustawy, a nie łapiesz za słówka, jak zwykła kurwa.
Dodam jeszcze, jak ja postrzegam kwestię "posiadania dziecka". Otóż działa to na takiej zasadzie - możesz naginać wolę danej osoby, możesz ją u siebie więzić, możesz zapewniać jej edukację etc. Jednakowoż, że jest to osoba i obywatel RP, możesz działać na dziecko tylko zgodnie z prawem - tzn. nie możesz go zabijać, więzić w lochu ( Wink ), nie karmić, etc. Może lepiej pasowało by tu słowo "patronat'', a nawet "odpowiedzialność". I tutaj nasuwa się pytanie - kto powinien być odpowiedzialny za dziecko ( czyli w praktyce je posiadać) Jak masz oddać pod opiekę rodziny zastępczej kogoś, kto jest absolutnie wolny i niezależny??? Owszem, basen miejski jest częściowo twój, bo płacisz na niego podatki, miasto=mieszkańcy, a nie jakaś spersonifikowana potwora mieszkająca w lochach, w stylu mezopotamskiego Kur, że była kraina umarłych, ale był zarazem smok co był krainą umarłych, normalnie tak nie ma, coś co jest miejskie należy do mieszkańców miasta i generalnie w demokracji pojętej np na sposób Szwajcarski, mógłbyś w wielu sprawach decydować.
Niestety, wszyscy jesteśmy własnością polityków, w dzisiejszej Polsce tak już jest, przykro mi, że ci psuję światopogląd. Natomiast co do mieszkania komunalnego to dwie sprawy: a) właściciel (miasto) pozwala ci na to, więc możesz. b) patrz punkt o basenie. Ja tutaj nie piszę o definicjach, tylko skrótowo o stanie prawnym jesteś ciekaw co może, zapraszam do studiowania odpowiedniej ustawy, a nie łapiesz za słówka, jak zwykła kurwa. Lekceważysz kwestię językowej precyzji - to, jakim językiem się ludzie posługują i jak nazywają różne zjawiska, kształtuje ich zdolność do logicznego rozumowania i spójność światopoglądową. Dzisiaj wypacza się znaczenia wszystkich możliwych słów i rozmydla się wszystkie możliwe pojęcia, wskutek czego wszelkie dyskusje polityków, dziennikarzy i innych działaczy na przykładowym tefałenie zamieniają się w jeden gigantyczny bełkot i żonglerkę pustymi sloganami, w kółko pojawiają się stwierdzenia, do których nie sposób się z sensem odnieść. Dzisiaj w przeciętnej dyskusji, używając słowa "własność", "wolność", "równość", "tolerancja", "dyskryminacja", "rasizm", "antysemityzm" itp, przeciętny człowiek nie zastanawia się nawet nad znaczeniem pojęcia, którego używa, bo te słowa to po prostu takie już standardowe narzędzia do bezmózgiego napierdalania się w dyskusji i nikogo nie obchodzi, co one dokładnie znaczą. To wynik totalnego niechlujstwa i niedbałości językowej, debata publiczna zamienia się w jeden wielki burdel.
Weź pod uwagę, że jedno słowo w j. polskim ma wiele znaczeń, a ty nie umiesz czytać.
Są słowa, które mają kilka znaczeń, są słowa jednoznaczne, a są takie, których znaczeń tak się ostatnio namnożyło, że nie ma sensu już ich używać, chyba że się wróci do pierwotnego, naturalnego rozumienia. Naturalne rozumienie pojęcia własności jest takie, że skoro to moja własność, to mogę ją wyrzucić na śmietnik lub podpalić, albo poćwiartować siekierą. Jeśli nie mogę, no to jest to coś innego niż własność, jakaś bardziej skomplikowana zależność. Ty wybierasz natomiast opcję, w której ogół mieszkańców może być czegoś właścicielem, a obywatel jest własnością premiera, prezydenta, posła i senatora - w takiej sytuacji "własność" przestaje cokolwiek znaczyć. Bo nazywam własnością swój długopis i telewizor, ale zarazem moją własnością (oczywiście częściowo!) jest szkoła na moim osiedlu, a jeśli jestem premierem, to w dodatku wszyscy obywatele. Ale wesoło!
Weź pod uwagę, że jedno słowo w j. polskim ma wiele znaczeń, a ty nie umiesz czytać. No to śmiało, przytocz jakiś przykład definicji własności prywatnej która zawiera dziecko, zabryluj. Tylko jakieś rzetelne źródło, a nie wypowiedź oszołoma ala Kurwin Mycke. Są słowniki, encyklopedie, może potrafisz z nich korzystać 
Jeżeli "wszyscy jesteśmy własnością polityków", jak rzekłeś, zuy_panie, to może to oznaczać, że premier jest własnością prezydenta, a prezydent własnością premiera? Czy po prostu oni na spółę posiadają resztę Polaków? Strasznie skomplikowane zależności własnościowe tworzą się w społeczeństwie, strach pomyśleć, do kogo jeszcze należę i kto należy do mnie.
cześć, należysz do mnie rzepo
dnia Wto 00:57, 21 Styczeń 2014, w całości zmieniany 1 raz
Wszyscy należą do mnie i do wszystkich należę ja. Jestem właścicielem wszystkich, którzy są moimi właścicielami 

cześć, należysz do mnie rzepo Kurwa, obawiałem się tego. Ale mogło być gorzej. Traktuj mnie dobrze, bo państwo Ci mnie zabierze i znacjonalizuje.
zostaniesz sprzedany do Egiptu, jak się z tym czujesz.
pudło, już jestem własnością Egiptu. musisz być naiwny, skoro myślałeś, że tylko Ty jesteś moim właścicielem.
A czy jesteś własnością nienarodzonego dziecka? STOP ZABIERANIU WŁASNOŚCI POPRZEZ ABORCJE!!!!!!
Jeżeli "wszyscy jesteśmy własnością polityków", jak rzekłeś, zuy_panie, to może to oznaczać, że premier jest własnością prezydenta, a prezydent własnością premiera? Czy po prostu oni na spółę posiadają resztę Polaków? Strasznie skomplikowane zależności własnościowe tworzą się w społeczeństwie, strach pomyśleć, do kogo jeszcze należę i kto należy do mnie.
Tak już jest w socjalizmie.
Gender to nie to samo, co emancypacja, czy liberalizm itp. Gender jest oparte na pseudonaukowej teorii - płci kulturowej. Tzn. że panie od "Gender studies" głoszą, że ta dziewczynka bawiąca się samochodami nie jest taka dlatego, że taka się urodziła a w jej żyłach płynie mniej estrogenów, tylko dlatego, że płeć to kwestia społeczna. Co Ci poradzę, że kwestia rozwoju człowieka to biologia i warunki środowiskowe. Trzeba mieć niewiarygodnie zawężone pole myślenia, żeby zanegować jeden z nich i uparcie twierdzić, że go nie ma...bo? bo nie. Konserwatyści zauważają najczęściej, że pewne rzeczy są takie a nie inne nie bez powodu. I że nie można dopasować natury ludzkiej do wyznawanej ideologii. Tak zauważają, a to ciekawe, bo ja widzę, że wręcz przeciwnie Natomiast wolność każdej kobiety do uzyskania dyplomu z budowy maszyn bez względu na jej zdolności w tej materii - to właśnie jest wypaczone pojęcie pochodzące od lewaków. Idee wolnościowe są tu zastąpione ideami równościowymi. Co do ostatnich dwu zdań to nigdy się pod podobnymi absurdami nie podpiszę, no, ale chyba powinienem Waszym zdaniem skorom lewak, nie? Co to jest ekologia głęboka? Co masz przeciwko kulturze w mowie? W sprawie "obcych" religii, to co proponujesz: nie wpuszczać ich przedstawicieli do Europy, zamykać do obozów, mordować? Bo nie wiem. Dobra i piękna. A trochę jaśniej, ściślej Prawdy, która jest taką samą prawdą dla robotnika, chłopa, inteligenta, czy fabrykanta i nie zależy od punktu siedzenia. Jestem jak najbardziej za, jak sądzisz, czy to jakaś lewacka herezja? To chęć obrony dorobku naszej cywilizacji przed tymi, którzy otwarcie deklarują chęć jego zniszczenia. Tzn konkretnie czego? Przykład muzułmanów w Europie, a zwłaszcza tych różnych Algierczyków, Pakistańczyków, Marokańczyków itp. jak widać do Ciebie mało przemawia. Przypomnę, mamy grupę, która przyjechała do Europy za pracą lub socjalem, nie szanuje naszych obyczajów, ma nas wręcz za najgorszą swołocz, ale od nas żąda poszanowania ich wiary i obyczajów. I nie ma nikogo, kto by walnął pięścią w stół.
Twoje wcześniejsze posty, jak i ten tutaj wyraźnie sugerują, że albo nie masz bladego pojęcia o gender, albo na potrzeby polemiki zapominasz o tym czym to jest. Jeszcze raz powtórzę: gender to nie jest emancypacja, to nie są poglądy, że kobiety mają prawo do wolności, to nie jest też jakieś banalne stwierdzenie, że rzeczywistość społeczna ma jakiś wpływ na to, kim jesteśmy. Gender to niepoparte żadnymi naukowymi dowodami twierdzenia, że podstawowe role społeczne (typu opieka nad dzieckiem, zdobywanie zasobów itp.) są przydzielane przez społeczeństwo, a nie przez biologię. Właściwy pogląd, zgodny z wynikami badań biologów, psychologów, neurologów itp, jest taki, że społeczny podział podstawowych ról jest bardzo mocno wtórny względem naturalnych biologicznych predyspozycji obu płci, ich nieco odmiennej budowy mózgu i gospodarki hormonalnej. Oczywiście mózg ludzki jest na tyle plastyczny, że ostatecznie da się zagonić baby na traktory, da się też zrobić z facetów nańki, tyle że nie łudźmy się, że w ten sposób stworzymy lepsze i szczęśliwsze społeczeństwo od tego, które jest teraz. Co Ci poradzę, że kwestia rozwoju człowieka to biologia i warunki środowiskowe. Trzeba mieć niewiarygodnie zawężone pole myślenia, żeby zanegować jeden z nich i uparcie twierdzić, że go nie ma...bo? bo nie. Cóż... trudno odnieść mi się do zarzutów, które nijak się mają do moich poglądów. Może zrobię to przez analogię: Niewątpliwie nie tylko geny, ale warunki środowiskowe mają wpływ na ostateczny kształt organizmów. Nie znaczy to jednak, że mamy porzucić tradycyjną genetykę na rzecz teorii Łysenki, która przecież znacznie bardziej te wpływy środowiska docenia... Wyobraź sobie, że biologia, czy psychologia ewolucyjna też bada czynniki środowiskowe, tyle że wykorzystuje do tego obserwacje, eksperymenty, a nie, jak gender, kartkę, długopis, wyobraźnię, wdrukowane wcześniej przeświadczenia i ideologiczny zapał.
Polecam lepsze okulary.
Bo Twoje lewaczenie nie jest wynikiem, jak mniemam, świadomie przyjętej ideologii (np. marksizmu, ekologizmu, genderyzmu czy innej cholery), tylko ulegasz co najwyżej pewnym reklamowym sloganom. Tak jak większość obywateli jesteś totalnym ignorantem w kwestii, co te doktryny i ideologie naprawdę głoszą. Nie miałeś zapewne okazji przeczytać żadnego artykułu, czy książki odnoszącej się do biologicznych podstaw zachowań społecznych, nie miałeś pewnie okazji porównać tego z jakimkolwiek artykułem zindoktrynowanej feministki po gender studies, ale oczywiście przyznajesz sobie prawo do oceny. I posługujesz się przy tym jakimiś reklamowymi sloganami. Między innymi efekt działania lewactwa na szkolnictwo jest taki, że miernoty albo nawet i zdolni ludzie, którzy jednak mają jeszcze sporo edukacji i pracy intelektualnej przed sobą, by ich poglądy były w ogóle warte dyskutowania, nabierają przeświadczenia, że mają wielką wiedzę i rozeznanie w świecie, bo czytają elitarny przecież Michnischer Beobachter oraz oglądają TVN24. Co to jest ekologia głęboka? Określenie odnoszące się do ruchów 'zielonych', co się do drzewek przywiązują i platformy Gazpromu szturmują (do tej pory nie wiem jak można być tak głupim, żeby zaatakować własnego chlebodawcę), w przeciwieństwie do ekologii zwykłej - czyli pożytecznej nauki zajmującej się badaniem ekosystemów. Co masz przeciwko kulturze w mowie? No tak... Teraz jeszcze wyjdzie, że Biedroń zajmuje się szerzeniem kultury w mowie, a nie zamykaniem ust przeciwników politycznych i ideologicznych przez podawanie ich do sądu... Wybacz, ale czasem nie wiem co odpowiedzieć człowiekowi, który te wszystkie medialne bzdury i hasła reklamowe poszczególnych grup nacisku traktuje ze śmiertelną powagą. W sprawie "obcych" religii, to co proponujesz: nie wpuszczać ich przedstawicieli do Europy, zamykać do obozów, mordować? Bo nie wiem. Proponuję zwykłą nietolerancję. Czyli uprzykrzanie życia tak, aby sami chcieli się stąd wynieść. Skoro na przykład taki UKS może wykańczać przedsiębiorców całkowicie zgodnie z literą prawa, to tak samo jakiś tam urząd imigracyjny może wykończyć mułłę. Sposób się zawsze znajdzie. Poczucie że istnieje dobro i zło, piękno i brzydota wynosi się z domu. A może nawet i nie, bo to pierwsze jest też kwestią wrodzonego niektórym sumienia. Jak ktoś tego nie rozumie, to nie ma o czym gadać, bo żadne "uściślenia" mu nie pomogą. To chęć obrony dorobku naszej cywilizacji przed tymi, którzy otwarcie deklarują chęć jego zniszczenia. Tzn konkretnie czego? Przykład muzułmanów w Europie, a zwłaszcza tych różnych Algierczyków, Pakistańczyków, Marokańczyków itp. jak widać do Ciebie mało przemawia. Przypomnę, mamy grupę, która przyjechała do Europy za pracą lub socjalem, nie szanuje naszych obyczajów, ma nas wręcz za najgorszą swołocz, ale od nas żąda poszanowania ich wiary i obyczajów. I nie ma nikogo, kto by walnął pięścią w stół.
Dlatego jak dla mnie dyskusja z Tobą, trochę nie ma sensu. No to piwko na drogę i pomyślnych wiatrów [/quote
Zresztą również popieram zakaz noszenia burek
Dlaczego?
Zresztą również popieram zakaz noszenia burek
Dlaczego? Ze względów bezpieczeństwa. Mordy wszystkich powinny być odkryte, by w razie czego zidentyfikować przestępcę. W domu mogą sobie nosić.
Ze względów bezpieczeństwa. Mordy wszystkich powinny być odkryte, by w razie czego zidentyfikować przestępcę. W domu mogą sobie nosić.
Kilka lat temu do Krakowie przyszedł wielki mróz. Była prawie - 30 stopni i chodzenie z odsłoniętą twarzą groziło poważnymi odmrożeniami, zwłaszcza posiadaczom semickich, wydatnych nosów. Arabska niewiasta z odsłoniętą twarzą mogłaby wylądować w szpitalu. Powinna chodzić odkryta?
Ze względów bezpieczeństwa. Mordy wszystkich powinny być odkryte, by w razie czego zidentyfikować przestępcę. W domu mogą sobie nosić.
Kilka lat temu do Krakowie przyszedł wielki mróz. Była prawie - 30 stopni i chodzenie z odsłoniętą twarzą groziło poważnymi odmrożeniami, zwłaszcza posiadaczom semickich, wydatnych nosów. Arabska niewiasta z odsłoniętą twarzą mogłaby wylądować w szpitalu. Powinna chodzić odkryta? Tu nie chodzi tylko o arabską niewiastę, miejscowy też w kominiarce chodzić nie powinien. A co do mrozu tak ostrego, to sytuacje wyjątkowe i w tym wypadku osłanianie twarzy powinno być dopuszczone, chociaż nie już np w centrach handlowych, czy autobusach. Przy lżejszych mrozach wystarczy dobry krem.
A co do mrozu tak ostrego, to sytuacje wyjątkowe i w tym wypadku osłanianie twarzy powinno być dopuszczone
Dlaczego?
Nie pytam z zupełnej złośliwości, po prostu ciekawi mnie twój sposób rozumowania.
A co do mrozu tak ostrego, to sytuacje wyjątkowe i w tym wypadku osłanianie twarzy powinno być dopuszczone
Dlaczego?
Nie pytam z zupełnej złośliwości, po prostu ciekawi mnie twój sposób rozumowania. Żeby ludzie nie odmrażali sobie facjat.
Żeby ludzie nie odmrażali sobie facjat.
Dlaczego to, żeby ludzie nie odmrażali sobie facjat jest ważniejsze od tego, żeby zamaskowani nie napadali na sklepy, a to zaś przeważa nad wymogami ich kultury?
Żeby ludzie nie odmrażali sobie facjat.
Dlaczego to, żeby ludzie nie odmrażali sobie facjat jest ważniejsze od tego, żeby zamaskowani nie napadali na sklepy, a to zaś przeważa nad wymogami ich kultury? Bo zamaskowani rzadko napadają na sklepy, a odmrożonych facjat mogą być tysiące. Bo tak już u nas jest, że bezpieczeństwo bardziej tu cenimy niż wymogi ich kultury.
Bo tak już u nas jest, że bezpieczeństwo bardziej tu cenimy niż wymogi ich kultury.
Tylko, że to, co cenimy bardziej a co mniej jest kwestią kulturową. Podobnie jak ścieżka rozumowania, która za tym stoi. Wątpię czy przedstawiciel dzikich plemion amazońskich zgodziłby się z Twoim sposobem wartościowania.
Zabraniając muzułmankom nosić burek, nikabów i czadorów zmuszasz je do postępowania wbrew ich kulturze. Zachowujesz się tak, ponieważ jesteś przeświadczony (świadomie lub nie) o obiektywności swoich, wynikających z kultury przekonań (np. o tym, że napadanie na sklepy jest czymś groźniejszym niż kobiety chodzące z odsłoniętymi twarzami). Jest to nic innego jak właśnie tępienie sąsiada o innym kolorze skóry, i to tępienie przemocą, bo przecież policjant zatrzymawszy zamaskowaną muzułmankę nie zaśpiewa jej piosenki, ani nie opowie dowcipu tylko w najlepszym wypadku każe zdjąć burkę i wypisze mandat (którego nie uregulowanie skutkować będzie aresztem).
Twierdzenie, że należy tolerować inne, obce kultury i pozwolić im mieszać się ze swoją własną jest niejako osobniczą cechą kultury europejskiej (a raczej pewnego jej odłamu, ale to w tym kontekście mało istotne). Twierdzenie, że tak naprawdę (a więc obiektywnie) wszystkie kultury są równe jest więc przejawem europejskiego szowinizmu (pogląd wywodzący się z kultury zachodniej jest obiektywny, poglądy z nim sprzeczne są nieprawdziwe).
Dlatego właśnie idea wielokulturowości jest takim absurdem. Skoro już uznajesz (uznałeś w każdym wymienionym tu ze mną poście), że kultura zachodnia jest tą najlepszą, niosącą obiektywne prawdy, to bądź w tym konsekwentny. A konsekwencją jest po prostu nietolerancja. Albo uznaj, że kultura zachodnia nie ma racji i zapisz się do innej. Albo bądź niekonsekwentny i nie dziw się (mam wrażenie, że cały czas się dziwisz), że nie jesteś przez nas traktowany poważnie.
dnia Wto 15:23, 21 Styczeń 2014, w całości zmieniany 2 razy
Przecież pisałem, że o samej ideologii mam mgliste pojęcie, natomiast pojęcie "gender" oznacza płeć społeczną czyli rolę w społ. W jednych kobiety nie mogą prowadzić samochodu, w innych głosować i to jest właśnie ta rola społ. przypisana określonej płci. Samo pojęcie nie ma wydźwięku ideologicznego, ale Ty pod wpływem mediów, propagandy itp tak je właśnie jednoznacznie odbierasz. Sprawdź sobie, może być wiki. Skoro piszesz, że biologia jest decydująca, to w jaki sposób może ją zmienić jakaś tam ideologia? Cóż... trudno odnieść mi się do zarzutów, które nijak się mają do moich poglądów. Może zrobię to przez analogię: Niewątpliwie nie tylko geny, ale warunki środowiskowe mają wpływ na ostateczny kształt organizmów. Nie znaczy to jednak, że mamy porzucić tradycyjną genetykę na rzecz teorii Łysenki, która przecież znacznie bardziej te wpływy środowiska docenia... Nie powinno się niczego porzucać z tego co jest istotne, ani ignorować, święta prawda! Wyobraź sobie, że biologia, czy psychologia ewolucyjna też bada czynniki środowiskowe, tyle że wykorzystuje do tego obserwacje, eksperymenty, a nie, jak gender, kartkę, długopis, wyobraźnię, wdrukowane wcześniej przeświadczenia i ideologiczny zapał. Jakie to zagrożenie dla biologii, która przecież decyduje? Po co mam sie zgłębiać w ideologie nie szerzące nienawiści. Z tego co wiem w szkołach nie puszczają TVN 24, ale wyjaśnij na czym polega ten wpływ "lewactwa" w jaki sposób się do dzieje i jakbyś Ty to widział, żeby było OK? Uważasz, że bez Gazpromu umarliby z głodu? U mnie drzewka pomału znikają, a na ich miejscu rosną markety powietrze coraz gorsze Czyli ekologia Twoim zdaniem powinna zajmować się tylko badaniem, nie ratowaniem, tak?
Co masz przeciwko kulturze w mowie? No tak... Teraz jeszcze wyjdzie, że Biedroń zajmuje się szerzeniem kultury w mowie, a nie zamykaniem ust przeciwników politycznych i ideologicznych przez podawanie ich do sądu... Wybacz, ale czasem nie wiem co odpowiedzieć człowiekowi, który te wszystkie medialne bzdury i hasła reklamowe poszczególnych grup nacisku traktuje ze śmiertelną powagą. Jak na razie wyszło to od Ciebie 
Wydaje mi się, że to Ty stwierdziłeś, że 'walka z mową nienawiści' to to samo, co szerzenie kultury w mowie. Nie wiem, w jakim kraju ty żyjesz, jeżeli nie pamiętasz, że za tym hasłem stały i stoją konkretne postulaty zaostrzenia prawa, uniemożliwiające komukolwiek wypowiedzenie jakiejkolwiek obiekcji pod adresem środowisk gejowskich, na zasadzie niemalże Orwellowskiej nowomowy. Dziwnie mi się rozmawia z człowiekiem, który nie ma ani odrobiny krytycyzmu względem mainstreamowego przekazu. Ekologia zajmuje się zanieczyszczeniem środowiska, Kampania Przeciw Homofobii dba o kulturę języka, gender studies to nauka o różnych rolach społecznych przypisywanych płciom w różnych kulturach i co jeszcze? Dzieci przynoszą bociany, a prezenty - Święty Mikołaj?
Bo tak już u nas jest, że bezpieczeństwo bardziej tu cenimy niż wymogi ich kultury. Tylko, że to, co cenimy bardziej a co mniej jest kwestią kulturową. Podobnie jak ścieżka rozumowania, która za tym stoi. Wątpię czy przedstawiciel dzikich plemion amazońskich zgodziłby się z Twoim sposobem wartościowania. Zabraniając muzułmankom nosić burek, nikabów i czadorów zmuszasz je do postępowania wbrew ich kulturze. Zachowujesz się tak, ponieważ jesteś przeświadczony (świadomie lub nie) o obiektywności swoich, wynikających z kultury przekonań (np. o tym, że napadanie na sklepy jest czymś groźniejszym niż kobiety chodzące z odsłoniętymi twarzami). Jest to nic innego jak właśnie tępienie sąsiada o innym kolorze skóry, i to tępienie przemocą, bo przecież policjant zatrzymawszy zamaskowaną muzułmankę nie zaśpiewa jej piosenki, ani nie opowie dowcipu tylko w najlepszym wypadku każe zdjąć burkę i wypisze mandat (którego nie uregulowanie skutkować będzie aresztem). Twierdzenie, że należy tolerować inne, obce kultury i pozwolić im mieszać się ze swoją własną jest niejako osobniczą cechą kultury europejskiej (a raczej pewnego jej odłamu, ale to w tym kontekście mało istotne). Twierdzenie, że tak naprawdę (a więc obiektywnie) wszystkie kultury są równe jest więc przejawem europejskiego szowinizmu (pogląd wywodzący się z kultury zachodniej jest obiektywny, poglądy z nim sprzeczne są nieprawdziwe). Dlatego właśnie idea wielokulturowości jest takim absurdem. Skoro już uznajesz (uznałeś w każdym wymienionym tu ze mną poście), że kultura zachodnia jest tą najlepszą, niosącą obiektywne prawdy, to bądź w tym konsekwentny. A konsekwencją jest po prostu nietolerancja. Albo uznaj, że kultura zachodnia nie ma racji i zapisz się do innej. Albo bądź niekonsekwentny i nie dziw się (mam wrażenie, że cały czas się dziwisz), że nie jesteś przez nas traktowany poważnie. Nie uznałem, że kultura zachodnia jest tą najlepszą, ale akurat tolerancja to jej niewątpliwy atut. Więc nie wypisuj bzdur, że "w każdym poście". Nietolerancja z kolei jest konsekwencją uprzedzeń, wąskich horyzontów myślowych na zasadzie czarne/białe, szaleństwa (to niestety dotyczy Ciebie, chyba, że se jaja robisz) lub strachu. Może być też następstwem prania mózgu na skutek obcowania z jakąś chorą ideologią. To prawda, że może wynikać także z danych norm kulturowych, ale brednie prawicowych bojówek to jeszcze u nas nie normy kulturowe I nie wmawiaj mi jakiś dwóch idiotycznych biegunów pomiędzy którymi nie widzicie (Ty, zuy, Gejaklex i s-ka) nic, pomimo, że jest. Nie wszyscy wszakże na tym forum są ideologami.
Jest kilka sensownych pojęć płci. Płeć genetyczna, płeć fizjologiczna (organy płciowe), płeć hormonalna (zwana również 'płcią mózgu'). Istnieją ludzie, u których te płcie są niezgodne. Czasem w wypadku odmiennej płci genetycznej jest to niezauważalne. Innym razem wynikają z tego np. skłonności homoseksualne. 'Gender' jest natomiast pojęciem permanentnie zbędnym, o ile nie jest zaprzężone w pewne ideologiczno-pseudonaukowe bredzenie. Bo do powiedzenia tego, że osobnik, który z fizjologicznego punktu widzenia jest kobietą, w jakimś Zadupimstanie nie może prowadzić samochodu, nie jest mi potrzebne żadne dodatkowe pojęcie "płci społecznej". Są płcie, są role społeczne i są też naturalne predyspozycje ludzi do pełnienia tych ról, zależne najczęściej od proporcji hormonów, które płyną w ich żyłach. Są różne kultury, które różnie te społeczne role przydzielają. Jedne kultury wydają się to robić fajniej i sprawiedliwiej inne nie. Cokolwiek więcej chce się powiedzieć przy pomocy pojęcia 'gender' jest najczęściej permanentną bzdurą.
Może kiedyś dorośniesz również do poglądu, że teorię Łysenki jak i teorie powstałe na bazie pojęcia gender należy porzucić z powodu fałszywych założeń i braku produktywności w odkrywaniu nowej wiedzy.
Jakie to zagrożenie dla biologii, która przecież decyduje? Jeszcze raz wróćmy do Łysenki. Łysenko nie zmienił biegu przyrody. Ale pewne działania, technologie, które próbowano rozwijać, miały katastrofalny skutek dla rolnictwa i ogólnie gospodarki ZSRR. Antropologowie niemieccy nie sprawili w żaden sposób, że rasy antropologiczne zaczęły się różnić między sobą zgodnie z przyjętymi kryteriami, ale ideologia zdążyła posłużyć czemuś złemu. Tak samo z gender studies. Feministkom nie uda się zmienić ludzkiej natury, ale uda się z całą pewnością uprzykrzyć nieco życie ludziom. Ponadto finansowanie pseudonauki z budżetu na naukę nie podoba mi się, jako obywatelowi płacącemu podatki, które potem idą na tego rodzaju głupoty. Jasne? Po co mam sie zgłębiać w ideologie nie szerzące nienawiści. Wiesz istnieje coś takiego, jak pasja poznawcza. Polega to na tym, że chcesz coś o świecie wiedzieć. I chcesz się zagłębić w pewną tematykę, bo ona jest po prostu ciekawa. Poza tym, niektórym głupio trochę rozmawiać na tematy, których przynajmniej odrobinę nie zgłębili. Więc ludzie zgłębiają. Innym wystarcza powtarzanie zasłyszanych w mediach sloganów. Ewentualnie twierdzą, że to jest ich zdanie i każdy ma je uszanować, bo jest demokracja, równość, a wszystko i tak jest względne, jest tylko prawda twoja i prawda moja, wszystkie racje są takie same itp. Z tego co wiem w szkołach nie puszczają TVN 24, ale wyjaśnij na czym polega ten wpływ "lewactwa" w jaki sposób się do dzieje i jakbyś Ty to widział, żeby było OK? Szkoły, zwłaszcza wyższe drastycznie obniżają wymagania. Ludzie, którzy zdania sensownego nie napisali, dostają licencjaty i zdobywają tytuł magistra. Natomiast pewne media, nie tylko te, które wymieniłem, puszczają bzdety, udając, że jest to materiał przeznaczony dla intelektualnych elit. Uważasz, że bez Gazpromu umarliby z głodu? Nie koniecznie. W wypadku Greenpeace oficjalnym patronem tej organizacji jest Philips - producent zawierających rtęć "ekologicznych" świetlówek kompaktowych. Natomiast jak jest z Gazpromem, do końca nie wiem, ale nie wydaje mi się, żeby torpedowanie wydobycia gazu łupkowego, to był pomysł, na który zieloni wpadli sami z siebie, bez odpowiedniego patronatu.
Widać, żeś młody, komuny nie pamiętasz i nie było ci dane porównać czystości powietrza w takich np. Katowicach za komuny i dzisiaj. Czyli ekologia Twoim zdaniem powinna zajmować się tylko badaniem, nie ratowaniem, tak? Oczywiście. Nauka się zajmuje badaniem, a od działania, są ruchy społeczne i polityczne. Dobrze by było, żeby te ruchy społeczne korzystały z dorobku naukowców. W wypadku Greenpeace takich powiązań z nauką nie ma żadnych, chyba że uznać ekspertów nasłanych przez Philipsa za naukowców zajmujących się ekologią.
Wydaje mi się, że to Ty stwierdziłeś, że 'walka z mową nienawiści' to to samo, co szerzenie kultury w mowie. Nie wiem, w jakim kraju ty żyjesz, jeżeli nie pamiętasz, że za tym hasłem stały i stoją konkretne postulaty zaostrzenia prawa, uniemożliwiające komukolwiek wypowiedzenie jakiejkolwiek obiekcji pod adresem środowisk gejowskich, na zasadzie niemalże Orwellowskiej nowomowy. Dziwnie mi się rozmawia z człowiekiem, który nie ma ani odrobiny krytycyzmu względem mainstreamowego przekazu. Ekologia zajmuje się zanieczyszczeniem środowiska, Kampania Przeciw Homofobii dba o kulturę języka, gender studies to nauka o różnych rolach społecznych przypisywanych płciom w różnych kulturach i co jeszcze? Dzieci przynoszą bociany, a prezenty - Święty Mikołaj? Bo się zajmuje np degradacją ekosystemu na skutek działań człowieka, To właśnie zanieczyszczenie środowiska. A co, prawicowa bojówka twierdzi inaczej? Kampania Przeciw Homofobii po części dba o kulturę języka, zgadza się, przynajmniej w rozumieniu kultury, które ja znam od małego dziecka, a wyniesione z domu, nie z mediów. Czekam na tę naukową pozycję o gender.
Ale pokaż mi feministkę, która chce kobiety do czegoś zmuszać. Podstawowym postulatem feministek są parytety. Zmusza się więc partie, aby wciągały na listy kobiety. Demokratyczne głosy ma się za nic. W pewnym sensie można powiedzieć że zmusza się wyborców, w tym i kobiety do głosowania na kobiety. Tylko nie dla wszystkich ciekawe jest to samo, a tak w ogóle znasz jakąś naukową publikację poświęconą gender? Czytałeś, czy powielasz tylko co przeczytałeś w jakimś pisemku dla skinów? Pudło, pamiętam komunę dobrze i w Katowicach może i było lepiej, ale nie w mojej mieścinie. Kampania Przeciw Homofobii po części dba o kulturę języka, zgadza się, przynajmniej w rozumieniu kultury, które ja znam od małego dziecka, a wyniesione z domu, nie z mediów. To teraz wyobraź sobie, że jesteś np. psychologiem, psychiatrą lub neurologiem, który odkrywa w swoich pracach, że istnieje jakaś drobna korelacja statystyczna między homoseksualizmem a pewnymi zaburzeniami psychicznymi albo neurologicznymi. A potem spróbuj opublikować te wyniki (bez żadnych praktycznych zaleceń oczywiście) w kraju, w którym spełniono wszystkie postulaty KPH walki z mowa nienawiści. 50 lat kryminału jak mniemam to minimum.
Szacun za cierpliwość Panie Mikołaju. Ja mówię "pas".
Szacun za cierpliwość Panie Mikołaju. Ja mówię "pas". Przyznam się, że po raz pierwszy spotkałem gościa, który powtarza z tak ogromnym przekonaniem prawie wyłącznie obiegowe, mainstreamowo-medialne opinie. Ktoś mógł nawet popierać rządzącą partię, różne wyczytane poglądy w gazetach, ale zawsze coś tam, mądrzejszego lub głupszego miał do powiedzenia od siebie. Każdy przecież kogoś nie lubi i uważa, że przynajmniej pewne powszechnie wyznawane poglądy są kłamliwe. Jak czytam Seba, to jakbym czytał wycinki z medialnej propagandy: KPH zajmuje się kulturą języka, Greenpeace rzeczywiście chroni środowisko, które jest, panie, coraz bardziej zatrute normalnie, gender studies zajmuje się problemami wolnościowo-emancypacyjnymi (jakby to już dawno nie było załatwione) a jak ktoś używa słowa 'lewak' to skin zapewne. Dziwi mnie, że można żyć w takim matriksie i ani razu w swoim życiu nie zauważyć, że coś w tym obrazie świata nie gra.
Dziwi mnie, że można żyć w takim matriksie i ani razu w swoim życiu nie zauważyć, że coś w tym obrazie świata nie gra.
Mnie już nic nie dziwi. Przestało odkąd zostałem moderatorem forum. Wcześniej nie czytałem wszystkiego co kto pisał, teraz staram się z obowiązku. Seb nie jest pierwszą tutaj osobą głupią tak, że zastanawiasz się czy to aby nie prowokacja. Prawda jest taka, że życie napisało więcej przerysowanych postaci niż wszyscy pisarze razem wzięci.
Ale pokaż mi feministkę, która chce kobiety do czegoś zmuszać. Podstawowym postulatem feministek są parytety. Zmusza się więc partie, aby wciągały na listy kobiety. Demokratyczne głosy ma się za nic. W pewnym sensie można powiedzieć że zmusza się wyborców, w tym i kobiety do głosowania na kobiety. Inny przykład to parytety w zakładach pracy, uczelniach itp. Ingeruje to w wolność właścicieli, zarządu itp. w dobieraniu kadry. Jeśli w zarządzie są kobiety, również w wolność tych kobiet. Ponadto zagrożeniem jest cała lewacka polityka redystrybucji dóbr, czyli zachęt finansowych dla kobiet pracujących w "męskich" zawodach (za którą zapłacą oczywiście mężczyźni oraz kobiety pracujące w zawodach kobiecych). Tylko nie dla wszystkich ciekawe jest to samo, a tak w ogóle znasz jakąś naukową publikację poświęconą gender? Czytałeś, czy powielasz tylko co przeczytałeś w jakimś pisemku dla skinów? W pisemku dla skinów przeczytałem np. obszerne fragmenty In A Different Voice Carol Gilligan. Czytałem też na przykład Psychologię Ewolucyjną Bussa, The Evolution of Cooperation Axelroda i Hamiltona (też w skinowskim pisemku) więc mam pewne porównanie warsztatu psychologii ewolucyjnej i psychologii gender. Wymieniłem te najważniejsze, których tytuły pamiętam. Mnie osobiście wystarczy. A Ty co czytałeś na temat? Pudło, pamiętam komunę dobrze i w Katowicach może i było lepiej, ale nie w mojej mieścinie. ???? Wyjaśnię. Na Śląsku za komuny było dużo większe zanieczyszczenie powietrza. W chwili obecnej jest dużo lepiej - rejon ten niczym się nie różni od innych aglomeracji w Polsce. Stało się tak z powodu rozwoju technologii i zamknięciu nierentownych kopalń. Stało się tak, dzięki wprowadzeniu przepisów nakazujących stosowanie filtrów itp. Więc na Górnym Śląsku, podobnie jak w każdej zurbanizowanej i uprzemysłowionej aglomeracji LEPIEJ JEST TERAZ. I nie potrzeba było do tego band przywiązujących się do kominów hut i kopalni. Natomiast jeżeli w Twojej wiosce następuje urbanizacja, przybywa samochodów i buduje się sklepy wielkopowierzchniowe, to może być inaczej, tyle że nie świadczy to bynajmniej o stanie dbałości o środowisko w całej Polsce. Kampania Przeciw Homofobii po części dba o kulturę języka, zgadza się, przynajmniej w rozumieniu kultury, które ja znam od małego dziecka, a wyniesione z domu, nie z mediów. To teraz wyobraź sobie, że jesteś np. psychologiem, psychiatrą lub neurologiem, który odkrywa w swoich pracach, że istnieje jakaś drobna korelacja statystyczna między homoseksualizmem a pewnymi zaburzeniami psychicznymi albo neurologicznymi. A potem spróbuj opublikować te wyniki (bez żadnych praktycznych zaleceń oczywiście) w kraju, w którym spełniono wszystkie postulaty KPH walki z mowa nienawiści. 50 lat kryminału jak mniemam to minimum. Wywracasz sens moich wypowiedzi do góry nogami, nigdzie nie pisałem, że WSZYSTKIE POSTULATY KPH SĄ SŁUSZNE, a jedynie, ze przyczynia się po części do polepszenia kultury języka i to jest prawda. A Ty mi zaraz o zagrożonej wolności badań. Tak, jestem przeciwny takim postulatom, zadowolony?
Przyznam się, że po raz pierwszy spotkałem gościa, który powtarza z tak ogromnym przekonaniem prawie wyłącznie obiegowe, mainstreamowo-medialne opinie. Ktoś mógł nawet popierać rządzącą partię, różne wyczytane poglądy w gazetach, ale zawsze coś tam, mądrzejszego lub głupszego miał do powiedzenia od siebie. Każdy przecież kogoś nie lubi i uważa, że przynajmniej pewne powszechnie wyznawane poglądy są kłamliwe. Jak czytam Seba, to jakbym czytał wycinki z medialnej propagandy: KPH zajmuje się kulturą języka, Greenpeace rzeczywiście chroni środowisko, które jest, panie, coraz bardziej zatrute normalnie gender studies zajmuje się problemami wolnościowo-emancypacyjnymi (jakby to już dawno nie było załatwione) a jak ktoś używa słowa 'lewak' to skin zapewne. Dziwi mnie, że można żyć w takim matriksie i ani razu w swoim życiu nie zauważyć, że coś w tym obrazie świata nie gra. Sam przyznałeś się do czytania skinowskich gazet, a Ciebie skinem nie nazwałem.
Widać czarno na białym (tak jak lubisz), że nie masz za wiele do zaoferowania w dyskusji i nie wyjdziesz poza intelektualną konserwę.
Mnie już nic nie dziwi. Przestało odkąd zostałem moderatorem forum. Wcześniej nie czytałem wszystkiego co kto pisał, teraz staram się z obowiązku. Seb nie jest pierwszą tutaj osobą głupią tak, że zastanawiasz się czy to aby nie prowokacja. Prawda jest taka, że życie napisało więcej przerysowanych postaci niż wszyscy pisarze razem wzięci.
Mędrzec się odezwał!
Skoro o lewactwie mowa, to tu mam taką fajną kompilację cytatów. Brodacze pewnie te wypowiedzi znają, ale może Seba zainteresuje 
http://franklyno.tumblr.com/image/61911332445 http://franklyno.tumblr.com/image/62192542728
Sam przyznałeś się do czytania skinowskich gazet
To była ironia matole.
Chciałbym wierzyć w ludzi i uznać, że robisz sobie z nas jaja. Ale nie wierzę...
Napisz tylko jeszcze, która z podanych wyżej przez Ciebie publikacji dotyczy stricte "gender". In A Different Voice Carol Gilligan, to jest właśnie klasyczna pozycja psychologii gender z zakresu tzw. teorii rozwoju moralnego. Nie jest to jakaś bardzo zdrożna czy bardzo słaba pozycja, ale różnicę w stosunku do ewolucjonistów (z których poglądami mogłeś się częściowo zapoznać u Dawkinsa) jest znaczna. Z jednej strony mamy babę, która pisze polemikę w stosunku do niejakiego Kohlberga, który z dupy (może nie całkiem, ale poniekąd też) wytrzasnął sobie jakąś teorię rozwoju moralnego i zastępuje się ją teorią również z dupy tyle że innej wyjętą. Z drugiej strony mamy teorię gier, obserwacje zwierząt, symulacje komputerowe, trans-kulturowe badania nad zachowaniami moralnymi wśród ludzi.
Oczywiście u Gilligan nie znajdziesz wyłożonych kawa na ławę postulatów genderystów, takich na tu i teraz. Nic jednak na to nie poradzę, że nie mam teraz możliwości wynieść ci genialnej pracy jakiejś doktorantki prof. Środy, bo nie mam teraz do tego regału dostępu. Tytułów też nie pamiętam. Tym niemniej swego czasu dla rozrywki chętnie z kolegą na tę półkę sięgaliśmy w czasie nudnych dyżurów. 
Sam przyznałeś się do czytania skinowskich gazet To była ironia matole.
Chciałbym wierzyć w ludzi i uznać, że robisz sobie z nas jaja. Ale nie wierzę...
Słuchaj no psychopato, takich jak Ty, powinno się poddać przymusowemu leczeniu, bo nigdy nie wiadomo co człowiekowi gotowemu zabijać za słuszne racje strzeli do łepetyny. Ironią, ale losu jest fakt, że tacy pomyleńcy w ogóle chodzą na wolności!
Napisz tylko jeszcze, która z podanych wyżej przez Ciebie publikacji dotyczy stricte "gender". In A Different Voice Carol Gilligan, to jest właśnie klasyczna pozycja psychologii gender z zakresu tzw. teorii rozwoju moralnego. Nie jest to jakaś bardzo zdrożna czy bardzo słaba pozycja, ale różnicę w stosunku do ewolucjonistów (z których poglądami mogłeś się częściowo zapoznać u Dawkinsa) jest znaczna. Z jednej strony mamy babę, która pisze polemikę w stosunku do niejakiego Kohlberga, który z dupy (może nie całkiem, ale poniekąd też) wytrzasnął sobie jakąś teorię rozwoju moralnego i zastępuje się ją teorią również z dupy tyle że innej wyjętą. Z drugiej strony mamy teorię gier, obserwacje zwierząt, symulacje komputerowe, trans-kulturowe badania nad zachowaniami moralnymi wśród ludzi.
Oczywiście u Gilligan nie znajdziesz wyłożonych kawa na ławę postulatów genderystów, takich na tu i teraz. Nic jednak na to nie poradzę, że nie mam teraz możliwości wynieść ci genialnej pracy jakiejś doktorantki prof. Środy, bo nie mam teraz do tego regału dostępu. Tytułów też nie pamiętam. Tym niemniej swego czasu dla rozrywki chętnie z kolegą na tę półkę sięgaliśmy w czasie nudnych dyżurów.  No i gitara, rozejrzę się za tym.
Sam przyznałeś się do czytania skinowskich gazet To była ironia matole.
Chciałbym wierzyć w ludzi i uznać, że robisz sobie z nas jaja. Ale nie wierzę...
Słuchaj no psychopato, takich jak Ty, powinno się poddać przymusowemu leczeniu, bo nigdy nie wiadomo co człowiekowi gotowemu zabijać za słuszne racje strzeli do łepetyny. Ironią, ale losu jest fakt, że tacy pomyleńcy w ogóle chodzą na wolności!
Myślę, że najwyższy czas na banana.
Skoro o lewactwie mowa, to tu mam taką fajną kompilację cytatów. Brodacze pewnie te wypowiedzi znają, ale może Seba zainteresuje 
http://franklyno.tumblr.com/image/61911332445 http://franklyno.tumblr.com/image/62192542728
No, zabawne to  Ale i tak dobrze, że kobiety mogą tak mówić, kiedyś nie miały możliwości w ogóle publicznych wypowiedzi, a strach przed tym, że może to powrócić generuje między innymi takie pomysły. Pozdrawiam.
Juz w kwietniu zeszlego roku mowilem, ze wasza dyskusja z nim to tlumaczenie starożytnego medrca durniowi, ze muł nie pokona smoka.
Myślę, że najwyższy czas na banana. Ty też jesteś gotowy zabijać, aby wytępić "lewactwo"?
Juz w kwietniu zeszlego roku mowilem, ze wasza dyskusja z nim to tlumaczenie starożytnego medrca durniowi, ze muł nie pokona smoka. Jesteście mędrców wierzących w smoki warci 
Rozmowa z Sebem:
X: Krasnoludki nie istnieją... Seb: Tak, psychopato?! To jak nazwać te małe ludziki z brodami i spiczastymi uszami!?
Nie wiem jak uszy, ale mali jesteście bardzo - intelektualnie.
Wiemy, że wszyscy jesteśmy do dupy. Ale za to ty jesteś wspaniały i poprowadzisz nas do prawdy. Mam rację?
Bonusik z kolorową i tolerancyjną Szwecją.

O Sebie, poprowadź nas ku jeszcze gorszej chujozie!

Myślę, że najwyższy czas na banana.
Już jednego kiedyś dostał, efekty widzisz.
Jeżeli faktycznie znudziło Wam się już "rozmawianie" z tym głupkiem to z nim nie rozmawiajcie. W ogóle. Nie będzie miał interlokutorów to sam sobie pójdzie. Ale musicie całkowicie go ignorować. CAŁKOWICIE
Myślę, że najwyższy czas na banana.
Już jednego kiedyś dostał, efekty widzisz. Mnie taka natarczywość połączona z niekumaniem różnych prostych rzeczy, w tym przede wszystkim ironii, kojarzy się wyłącznie z jednym (znam akurat jedną taką osobę). I powiem tyle, że jeżeli Seb jest właśnie takim przypadkiem, o jakim myślę, to na pewno nie należy się na nim wyżywać, ani go wyzywać od głupoli, bo to nieetyczne.
Seb nie jest autystyczny jeżeli o to Ci chodzi. Autystuk, jeśli w ogóle zacząłby pisać na jakimś forum to raczej matematycznym. I absolutnie nie mówiłby, że w muzyce chodzi o emocje.
Upośledzony nie jest także, bo pisze w sposób zupełnie składny, zanim skapnąłeś się, że facet nie pojmuje najprostszej nawet myśli musiałeś wymienić z nim kilka sążnistych postów. Upośledzony mógł być Girdun, bo on nie kapował rzeczy już naprawdę najprostszych.
Seb może robić sobie jaja, może być lemingiem, może być również botem. Z całą pewnością nie warto z nim rozmawiać, wątpię natomiast, żeby był jakoś poważnie chory. Jeżeli nawet, to nie bardziej niż większość społeczeństwa i większość z nas.
dnia Śro 12:46, 22 Styczeń 2014, w całości zmieniany 3 razy
Seb nie jest autystyczny jeżeli o to Ci chodzi. Autystuk, jeśli w ogóle zacząłby pisać na jakimś forum to raczej matematycznym. I absolutnie nie mówiłby, że w muzyce chodzi o emocje. Myślałem akurat o paranoidalnych zaburzeniach myślenia. Objawy, z którymi się zetknąłem, wyglądały niemalże identycznie. Nawet ten powrót po długim czasie nieobecności i niesamowite natręctwo, niezrozumiałe wręcz biorąc pod uwagę wszelkie możliwe cele tej osoby, znakomicie tu pasuje. Oczywiście, może masz rację i jest to po prostu jakiś wiejski głupek, gktóry zdobył jakiś tytuł magistra socjologii, a nikt mu wcześniej nie wyjaśnił, że jest głąbem, natomiast ja ostatnio po doświadczeniach z różnymi ludźmi, stałem się nieco ostrożniejszy w ferowaniu tego rodzaju wyroków. Zwłaszcza że w Internecie nigdy nie wiesz, kto jest po drugiej stronie.
A może ulegacie zbiorowej halucynacji i on nie istnieje. Szczerze mówiąc, nie wiem o kim mówicie. Nie widzę postów żadnego Seba...
Kogo?
Zwłaszcza że w Internecie nigdy nie wiesz, kto jest po drugiej stronie.

A może ulegacie zbiorowej halucynacji i on nie istnieje. Szczerze mówiąc, nie wiem o kim mówicie. Nie widzę postów żadnego Seba...
Otóż to, Seb, którego powyżej opisują istnieje wyłącznie w ich głowach, tak jak większość bredni za które gotowi byliby sobie zakute pały poucinać. Brawo!
Nie o to mi chodziło, ale myśl puszczona w świat żyje swoim życiem.
Myśl poszła w świat, a w konserwach myśli brak.
Masz, Sebek: http://www.youtube.com/watch?v=iV608Hreb3M Posłuchaj sobie. I już nie doklejaj niczego do mojego posta.
Taki dobry link.
Umieszczając Hatfield and the North w temacie o lewakach i postmodernizmie, obrażacie moje uczucia religijne i zgłoszę to gdzieś, zobaczycie. Do sądu jakiegoś. To jakby kapliczkę w burdelu postawić!
Kapitanie, nigdy nie rób polskiej wersji. Nigdy.
Proponuję
dnia Czw 00:21, 23 Styczeń 2014, w całości zmieniany 1 raz
Angielska jest mniej irytująca? 

znaczy, ja polskiej nie lubię, bo wszędzie (tutaj akurat nie) jest oczywiście słynne USZANOWANKO, które chuj się do czegokolwiek ma. Do poprzedniego posta dorzuciłem swoją propozycję
dnia Czw 00:23, 23 Styczeń 2014, w całości zmieniany 1 raz
|
|