ďťż

Niestety o tym Panu nie ma wiadomości w języku polskim na Wikipedii. Z angielskiej można wywnioskować, że życie miał bardzo smutne, a karierę podobną do Nicka Drake'a. Uzależniony od narkotyków i alkoholu, w wyniku utraty pamięci opowiadający historie, które nigdy nie miały miejsca, zmarł po wyniszczeniu organizmu przez używki. Za życia zupełnie nieznany, po śmierci dzięki twórcom country jego nagrania zyskały rozgłos. Słucham sobie jego drugiej płyty Our mother the mountain. I nie jest to country jakie znam. Bardziej to przypomina Drake'a wymieszanego z Harperem śpiewającego w tak smutny sposób w jak potrafi tylko Cohen. Utwory również są przygnębiające, ale śliczne. Oparte na gitarze akustycznej, harmonijce, a momentami skrzypcach.

http://www.youtube.com/watch?v=DW4XgQvcDsQ
http://www.youtube.com/watch?v=cWoVnvl9aYc

Mimo, że nie jest to jakoś bardzo wysublimowana muzyka, coś w sobie ma. Pozwolę sobie wkleić płyty godne przesłuchania wg. użytkowników RYM:

1969 Our Mother the Mountain
1969 Townes Van Zandt
1971 Delta Momma Blues
1972 The Late Great Townes Van Zandt
1977 Live at The Old Quarter, Houston, Texas
1978 Flyin' Shoes

Mimo słyszalnej maniery country w jego grze na gitarze, ta muzyka może się podobać fanom folk rocka, także polecam i zachęcam do zapoznania się z tym typexem.


Country to chyba jeszcze słabo zbadany rejon muzyki przez tutejszych userów. Mam kumpla, który przerabiał różne jazz-rocki, dżezy, itp. i teraz właśnie sobie country słucha. Jak się znudzę tymi dziwactwami to pewnie też tak zrobię. Jeszcze chwila...
Mam pacjenta na liście do zbadania i czytając dywanowy opis chyba przesunę go w górę kolejki...
W sumie to żem się trochę zawiódł, o ile Our Mother ma w sobie to coś to z resztą już gorzej, na następnej jest za dużo kantry, a na Delta blues niedolnego naśladowania Dylana. Całkiem niezłe jest jeszcze The late great, które polecam obok Our Mother.


Odświeżam, ktoś pojechał tego Van Zanta, warto się za to brać a przynajmniej za te które dywanik poleca?
Our Mother the Mountain jest całkiem przyjemne, takie spox nostalgiczne granie, żadne arcydzieło, ale jednak dosyć miło się słucha i raczej w swojej kategorii całkiem nieźle wypada.
Zassałem płyty Van Zandta więc gdzieś tam czekać będą na swoją kolejkę na liście.
Ej, fajny on!

Ej, fajny on!

Które płyty? Bo ja dalej nie przesłuchałem.

Ej, fajny on!

Które płyty? Bo ja dalej nie przesłuchałem.

Wszystkie co słuchałem są bardzo dobre. Zdaje się, że wszystko co poleca RYM warto znać.

Ej, fajny on!

Które płyty? Bo ja dalej nie przesłuchałem.

Wszystkie co słuchałem są bardzo dobre. Zdaje się, że wszystko co poleca RYM warto znać.

RYM poleca całkiem sporo dlatego pytam. Najwyżej stoi ten live z 77 roku.
No właśnie, Kapitanie, ostatnio coś Kristofersona wrzuciłeś na FB, więc może jakiś temacik zbiorczy dla folku/country założysz, gdzie będziemy się dzielić przesłuchanymi płytami? Bo powiem szczerze ten temat też ostatnio zaczął mnie ciekawić.
Dobra, za jakiś czas coś napiszę.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Townes Van Zandt
singulair.serwis