ďťż

Chodzi mi o liste plyt, ktore doceniliscie dopiero po pewnym czasie, nie po 2 dniach, czy tygodniu, ale po miesiacu, roku, czy nawet wiekszym odstepie czasowym. Plyty, ktore byly dla was przegieciem, albo po prostu byly nudne, czy nie trafialy w wasze gusta po paru poczatkowych przesluchaniach, a po tym dluzszym odstepie czasowym okazywaly sie genialnymi krazkami.


John Coltrane - Ascension,
Miles Davis - Bitches brew,
Dyskografia Magmy (oprócz debiutu)
King Crimson - Islands,
Gentle Giant - In a glass house
Dyskografia Henry Cow
Długo nie mogłem się przekonać do Joy Divison, chociaż trudne wcale nie jest
Soft Machine - Third
Pink Floyd - Ummagumma (część studyjna)
Van der Graaf Generator - Pawn Hearts
SBB - Wołanie o brzęk szkła
pierwsze co mi przychodzi na myśl to Electric Wizard - Dopethrone, ze 3 lata zajęło mi przekonywanie się do niej
Replika Maski Pstraga mi przychodzi do glowy teraz jedynie. Za pierwszym razem nawet mnie ciekawila, ale nie widzialem w niej jakichs nadzwyczajnych rzeczy. Gdzies po tygodniu-dwoch przesluchalem znow i stwierdzilem ze maksymalny odjazd bulby panie dzikie.


King Crimson - Discipline (półtora roku)
Miles Davis - Kind of Blue (niecały rok)
Pink Floyd - Animals (półtora roku... samego mnie to dziwi, zwłaszcza, że to nie jest jakiś trudny album)
"Replika Maski Pstraga" z całą pewnością.

"Bitches Brew", "Third" - trochę czasu mi to zajęło. Ale głównie ze względu na długość i konieczność ciągłego skupienia uwagi.

Generalnie u mnie sprawa z awangardą polegała na tym, że większość płyt od razu mi się podobało, ale bardziej lubiłem te rzeczy, które teraz lubię mniej. Np. na początku chętniej słuchałem Art Zoyd niż Henry Cow.
Tak.

A oto najwiekszy znawca mocy muzycznej jakiego nosila ta planeta:



Dla niego nie ma trudnych plyt, nawet Najtlisze daje rade sluchac bez klopotow z zoladkiem.
U mnie to bedzie tak:
King Crimson - Islands i Lark's Tongues In Aspic
Magma - 1.001° Centigrades
Frank Zappa - Grand Wazoo
Jethro Tull - Thick As a Brick, tzn. lubilem ten album od poczatku, ale dopiero po czasie w pelni docenilem
Eskaton - 4 Visions

Jethro Tull - Thick As a Brick, tzn. lubilem ten album od poczatku, ale dopiero po czasie w pelni docenilem
Ciekawe, czy ja kiedyś w pełni docenię... Bo dla mnie suita to jest zdecydowanie zbyt przegadana forma jak na folk-rocka. Oczywiście nie umniejszając piękna detalom.
Jeszcze album Johna Zorna 'Spillane' docenilem dopiero po kilku przesluchaniach; na poczatku mnie nudzil ale pozniej uznalem ze to sprawa calkiem klawa.
A ten Zorn wydał jakieś w miarę przystępne płyty? Bo coś tak kiedyś słyszałem, ale ciężkie to było i się zraziłem do niego. Albo inaczej- co byś polecił na początek?

A ten Zorn wydał jakieś w miarę przystępne płyty? Bo coś tak kiedyś słyszałem, ale ciężkie to było i się zraziłem do niego. Albo inaczej- co byś polecił na początek?

Jak chcesz latwe i ladne granie, a mimo to na wysokim poziomie to plyty z serii Music Romance:

Music for Children
Taboo & Exile
The Gift
The Dreamers
O'o

Wszystkie sa w mojej opinii bardzo bardzo dobre, zwlaszcza Taboo. Malo na nich swirujacego, rozbieganego Zorna robiacego 100 kilkusekundowych numerow lub 50 minutowych niezidentyfikowanych halasow, a duzo ciekawego grania.
Albumy sa podobne do siebie, ale kazdy jest na swoj sposob oryginalny.

Jak sie spodoba to pogadamy jeszcze.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Trudne plyty
singulair.serwis