ďťż

No to głosujemy!

Zobaczymy kto wygra na naszym forum...
O głos proszeni również nieuprawnieni/ nie idący do wyborów z różnych przyczyn.


Grzegorz Braun.

Gdyby Brauna nie było, pewnie głosowałbym na Wilka.
Jeśli się wybiorę, to na pewno któryś z tria JKM/Braun/Kowalski.
Zamiast krula nie lepiej Wilk?


No bez przesady, przecież Wilk to jest koleś który jest jeszcze mniej poważny od Korwina i Brauna razem wziętych, koleś który obraził się na Wiplera i przez pół roku dzień w dzień kręcił o to gimnazjalne gównoburze w necie i ostatecznie doprowadził do rozkurwu w partii raczej nie jest poważnym kandydatem, poza tym KNP idzie drogą UPR-u i będzie miał 0,2% poparcia w społeczeństwie i 6 członków.

Ja zagłosuję na Korwina, mimo wszystko, dokładnie znam jego wady, ale jednocześnie jest jedynym wolnościowcem z szansą na jakikolwiek sensowny wynik (Kukiza nie zaliczam do wolnościowców, bo mam wrażenie totalnego braku poglądów poza jowami).

Na "kandydata drugiego wyboru" wskoczył mi ostatnio Kowalski, który świetnie wypadł ostatnio w mediach i generalnie to wydaję się najlepszym z RN i dopiero teraz zrozumiałem co narodowcy mieli na myśli wystawiając go do wyborów, jednak ciągle odstrasza mnie ta formacja, która nie bardzo potrafi się dogadać wewnętrznie czy są za narodowym socjalizmem/solidaryzmem, czy jednak są za wolnym rynkiem itd, mimo że sam Marian ewidentnie (jak były kuc z UPR-u) jest przedstawicielem opcji wolnorynkowej. O ile na RN nie oddam głosu, o tyle na Kowalskiego bym mógł.

Trzeci w kolejce dla mnie jest Braun, ale tutaj mam wiele zastrzeżeń, szczególnie takie, że jest jeszcze gorszy w PR niż Korwin, człowiek który gdy w końcu go pokazali w TV potwierdził niemal wszystkie opinie jakie głosiła o nim Wyborcza i chyba lekki paranoik to troszkę odstrasza, nawet jeżeli jego poglądy na wiele spraw popieram.
Chyba na jedno wychodzi na płaszczyźnie światopoglądowej (chociaż w latarniku wyborczym JKM miał ze mną 60% zgodności a Wilk był dalej w stawce), ale Wilk z tego co kojarzę najeżdzał trochu po krulu, i ogólnie w necie nie ma zbyt przychylnej opinii (przynajmniej, gdzie zaglądam). Nie znam kulisów wielkiej schizmy Nowej Prawicy, dlatego też właściwie nie wiem kto zaczął i kto kogo wyruchał. Chociaż przyznaję, że na debacie Wilk wypadł nieźle - spokojny, opanowany. A tak w ogóle jak wrażenia po debacie?
Ja tam na gimnazjalnych burzach Wilka się nie znam i prawdę powiedziawszy nic mnie nie obchodzą. Byłem za to na wiecu krula w zeszłym tygodniu i wczoraj na spotkaniu z Wilkiem. I różnicę widzę wyraźną. Facet który konkretnie i rzeczowo tłumaczy ludziom o co chodzi z tym całym wolnym rynkiem kontra szaman własnego jestestwa otoczony przez tłum bezrefleksyjnie zapatrzonych w niego gimbusów.
To jeszcze lepiej tłumaczył o co chodzi z wolnościowymi postulatami ostatnio w TV Kowalski, tylko, że to nie działa za bardzo. Raczej jednak nie zagłosuję na kogoś kto potrafi obrazić się jak mała dziewczynka o pierdołę i później tylko z tego powodu doprowadzić do rozłamów w środowisku własnej partii, wygląda to tak, że on to zrobił z czystej zazdrości i tyle, płytkie to i gówniane. Wilk wydawał mi się rozsądnym człowiekiem, głosowałem na niego nawet w wyborach do UE, chociaż jest człowiekiem bez charyzmy i wyrazu zupełnie, dodatkowo mnie zawiódł. Korwin jaki jest każdy wie, ale chociaż jest jakiś i stale jest jaki jest, a nie koleś który jest niestabilny emocjonalnie i potrafił pić se browara z Wiplerem, żeby 2 miesiące później całe dnie zajmować się tylko szkalowaniem tego Wiplera na facebooku, żałosne jak moje gówno na kacu.
Janusz Korwin-Mikke, nie mam żadnych wątpliwości.
Dopiero przed chwilą zdołałem obejrzeć "1 z 10", czyli tzw. debatę. Występy wielce mnie nie zaskoczyły. Reprezentanci partii sejmowych to prawdziwe dno: gadanie do siebie, banały oraz wytresowane gesty (Duda i Jarubas), typowa błazenada pełna bzdur (Palikot) oraz kompletny brak logiki w wypowiedziach oraz poglądach (Ogórek). Braun w udany sposób się wyróżnił, lecz pomimo sympatii dla wielu jego stanowisk, nie mam przekonania, czy chce zostać prezydentem, czy jednak prymasem. Kukiz potwierdził, że w starciu z zawodowymi politykami ciężko mu się obronić, choć jego naturalność pewnie pozwoli mu utrzymać większość dotychczas przekonanych do niego wyborców. Wilk wypadł nawet nieźle, pomimo braku zadatków na lidera - w każdym razie jakieś zatargi na kanapach to dla mnie nie jest powód do dyskredytacji. W samych wyborach najchętniej nie głosowałbym w ogóle, żeby w pełni podtrzymać swój stosunek do systemu, lecz im bliżej pierwszej tury tym bardziej dochodzę do wniosku, iż warto się przełamać i wesprzeć dość szeroki w tym roku front sprzeciwu. Jeśli to uczynię, oddam głos na JKM.

Janusz Korwin-Mikke, nie mam żadnych wątpliwości.

karyna korwina?
Głos oddam na Korwina, bo z wyjątkiem Jacka Wilka reszta kandydatów nie tyle co do mnie nie przemawia, ale po prostu jest niesmaczna. Braun ma duże umiejętności oratorskie z tego co widziałem, ale nie mógłbym zagłosować na faceta, który najchętniej chciałby oddać państwo w ręce boga. Zastanawiałem się też nad Marianem Kowalskim, ale sprawą kibolską, o której zresztą wspomniał utwierdził mnie w przekonaniu, że promuje chuligaństwo i całkowitą anarchię na stadionach. Poza tym znalazło by się kilka spraw w których różnimy się od siebie bardzo. Reszty chyba nie trzeba nawet wspominać.

Także z braku laku Korwin, bo jak ktoś wspomniał Wilk nie ma cech przywódczych i tego zadatku na lidera.

(...)ale nie mógłbym zagłosować na faceta, który najchętniej chciałby oddać państwo w ręce boga.(...)

Ty tak na poważnie?

(...)ale nie mógłbym zagłosować na faceta, który najchętniej chciałby oddać państwo w ręce boga.(...)

Ty tak na poważnie?

Nie, ale wiem, że wiele osób go tak odbiera i coś musi w tym być. Ja jestem ateistą, szanuję kościół, ale ktoś, kto uważa za normalną rodzinę, tą co się modli przed posiłkiem i w swoim spocie mówi o intronizacji Chrystusa, jest dla mnie niepoważny i opętany.
Taa... jestem kuc level hard

A odnośnie Brauna to mnie facet rozwala. Uważam, że jest mądry ale ta jego sztuczna maniera gadania, nienaturalność wali po uszach i oczach. To, że się minął z powołaniem i powinien być księdzem a nie politykiem to jedno. Ale on jest czasami tak nawiedzony, że aż odstrasza. Państwo świeckie ma swoje wady ale teokracja mi się nie widzi. Słuchałam jego wywodów odnośnie star warsów, bezpieki i takich tam. Było śmiesznie
Ma obszerną wyobraźnię, która poniekąd znajduje potwierdzenie w jego religijności. (Nie to, że szydzę). Słuchałam jego wywiadu z podziemnym ostatnio i jak zaczął nawijać, że Chrystus Król to realna, konkretna osoba która sprawuje władzę poczułam się trochę tak jakbym znowu miała praktyki w psychiatryku. Wiele tam takich było...
A zarzucę linka bo dobrą robotę koleś odwala.
https://www.youtube.com/watch?v=INaIBdh2FBk

(...)ale nie mógłbym zagłosować na faceta, który najchętniej chciałby oddać państwo w ręce boga.(...)

Ty tak na poważnie?

Nie, ale wiem, że wiele osób go tak odbiera i coś musi w tym być. Ja jestem ateistą, szanuję kościół, ale ktoś, kto uważa za normalną rodzinę, tą co się modli przed posiłkiem i w swoim spocie mówi o intronizacji Chrystusa, jest dla mnie niepoważny i opętany.

Ja nie w tym sensie. Co jest złego w oddaniu państwa w ręce Boga?

Co jest złego w oddaniu państwa w ręce Boga?
A co to znaczy wg Ciebie?
Docelowo Monarchiczne Państwo Katolickie. Na krótką metę m. in. intronizacja Chrystusa.
Dla mnie to zwykłe pierdolenie.
Alternatywna rzeczywistość:
Polska, początek maja 2015, zbliżają się wybory prezydenckie, wszystko wskazuje na to, że nie będzie niespodzianki i wygra znów Bronisław Komorowski, a w drugiej turze zmierzy się z Andrzejem Dudą, więc nie widać większych emocji wśród ludzi interesujących się polityką, ktoś tam czasem bąknie, że głosuje na tego albo na tamtego, ale w kontekście całych wyborów każdy wie, że nie ma to żadnego znaczenia. Jednak na 3 dni przed wyborami zdarza się coś niezwykłego, wszystkie media huczą od informacji o tym, że 9 z 11 kandydatów zapadło na tajemniczą chorobę i nikt nie wie jak ich wyleczyć, ich stan z godziny na godzinę staje się coraz gorszy, wysoka gorączka, szybko rozprzestrzeniająca się plugawa zgnilizna, której nie można powstrzymać, trąd, odpadające części ciała, krwotoki wewnętrzne, w ciągu 24 godzin wszyscy zarażeni umierają, o dziwo przypadki choroby zdarzyły się tylko wśród kandydatów na prezydenta, sekcje zwłok niczego nie wyjaśniały, nie znaleziono żadnego wirusa, żadnej bakterii, żadnego zatrucia, nic, bezradność.
Jedynymi kandydatami jacy zostali przy życiu są Grzegorz Braun i Marian Kowalski, z czego ten drugi tuż przed wyborami został przyłapany na braniu amfetaminy, chociaż skompromitowany, to jednak wystartował, miał ciągle szanse. Wybory odbyły się w atmosferze żałoby, ludzie w większości nie poszli na nie, będąc w skrajnym szoku, przerażeni obrazami umierających polityków, bojąc się, że być może choroba zaatakuje także innych ludzi, chociaż tak się nie stało, to przez dobry miesiąc ludzie żyli w strachu. Ci którzy poszli na wybory w większości poparli Grzegorza Brauna, który wygrał już w pierwszej turze.

Braun ostro zabrał się do roboty i już w tydzień po zaprzysiężeniu wymusił na parlamencie groźbą użycia wojska intronizację Jezusa Chrystusa z Nazaretu na króla Polski, wydawało się, że to nic nieznaczące wydarzenie, ludzie nawet nie zwrócili uwagi, dużo bardziej emocjonowały ich inne zarządzenia prezydenckie, w mediach wrzało od głośnych zawodzeń lewicowych aktywistów przerażonych konserwatywnymi i wolnorynkowymi głębokimi zmianami jakie wprowadzał niemal dyktatorsko nowy prezydent. Tak zwana prawica była raczej zadowolona, oczywiście krytykowano niektóre z jego decyzji, nie było zbyt wielu faktycznie w 100% zadowolonych, ale większość dostrzegała w tych działaniach wiele pozytywów. Związkowcy strajkowali, ale brutalnie rozpędzone demonstracje szybko ustały, chociaż istniało przez chwilę niebezpieczeństwo wkroczenia wojsk NATO do Polski, to po tym jak prezydent kupił z Indii technologię wytworzenia głowic nuklearnych i jedną niewielką rakietę, jako zabezpieczenie doraźne szansa na to była już mała, nawet gospodarcza izolacja na Europę nie przeszkodziła w rozwoju, niskie podatki i dobre warunki powodowały, że wiele firm lub zupełnie ignorowało, lub sprytnie obchodziło embarga zakładając filie swoich azjatyckich firm-córek, handel z Azją i innymi kontynentami natomiast kwitł w najlepsze, wydawało się, że Polska weszła w końcu na dobre tory i stała się ostoją cywilizacji Europejskiej.

Była już zima, na warszawskim Okęciu wylądował samolot rejsowy z Nowego Jorku, wysiadł z niego niepozorny Latynos, był niski, ale dosyć silnie zbudowany, szerokie ramiona, ręce poorane pracą, wyglądające jak dwa dorodne bochenki chleba, silny kark, kwadratowa szczęka i spiczasty nos zwieńczony wypielęgnowanym wąsem dawały mu wygląd bohatera klasycznych westernów, miał śniadą skórę, ciemne oczy, włosy natarte brylantyną, zaczesane do tyłu, ewidentnie zbyt lekko był ubrany jak na mroźną w tym roku zimę, jeansowa kurtka i kowbojski kapelusz na pewno nie zapewniały mu wystarczająco ciepła. Nikt nie zwrócił na niego uwagi, od kiedy wprowadzono wolnorynkowe reformy, wielu pracowitych emigrantów pojawiało się w Polsce, przeszedł odprawę, nikt go nie zatrzymywał. Większość emigrantów swoje pierwsze kroki kierowało do jednego z tanich hotelików, gdzie mogli początkowo się ulokować i poszukać pracy, ale nie on...wsiadł w pociąg, dojechał na dworzec centralny i brodząc w kowbojskich butach przez szarą maź stworzoną z mieszanki piachu, soli i śniegu poszedł w kierunku kancelarii prezydenta RP. Wszedł do sekretariatu pewnym krokiem z miną torreadora, poprawną angielszczyzną wyjaśnił, że został mianowany w tym kraju królem i na te słowa wyłożył na stół dokumenty w których widniały następujące dane:

Name: Jesus Chriostos
Place of Birth: Betlejem (PEN)
Adress: Main Street 65, Nazareth (TX)

Cała kancelaria zbaraniała, ten człowiek faktycznie pasował do artykułu konstytucji brzmiącego "Królem Polski jest Jezus Chrystus, zrodzony w Betlejem, z Nazaretu pochodzący", dopuszczono go do prezydenta Brauna, który po rozmowie skierował sprawę do trybunału konstytucyjnego, jako organu najodpowiedniejszego. Jakie dyskusje wybuchły na ulicach, jakie spory w mediach, czy ten silny meksykański kowboj z teksasu faktycznie może być królem, rozprawę transmitowały na żywo wszystkie telewizje, nie było nikogo w Polsce kto nie śledziłby tego wydarzenia, a i świat z wielkim zaciekawieniem przyglądał się owej sprawie. Jesusa reprezentował światowej sławy adwokat żydowski z Nowego Jorku Albert Zimmermann, który poza tym, że był fantastycznym prawnikiem, mówił biegle po polsku, jako że jego rodzina mieszkała w Polsce przed wojną. Powołano dziesiątki biegłych, specjalistów od prawa, językoznawców i nawet historyków, jednak ogólny wydźwięk ich opinii był taki, że chociaż dane jakie widnieją na dokumentach są w innym języku niż te w konstytucji, to jednak reprezentują to samo i nie można tutaj znaleźć rozgraniczenia między tymi dwoma osobami. O ile początkowo większość ludzi brała to za ciekawostkę, fanaberię, żartowała, o tyle tuż przed wyrokiem nikt już nie był pewny, wszystko wskazywało na to, że jednak Jesus wyjdzie zwycięsko z tego starcia, szczególnie, że wspaniała mowa Zimmermanna nie pozostawiała zbyt wielkiego pola manewru, wszystkie kontrargumenty wydawały się po niej maluczkie. Gdy przewodniczący trybunału wyszedł by ogłosić wyrok cały świat wstrzymał oddech, spokojnym głosem zaczął wygłaszać urzędowe formułki by przejść w końcu do konkluzji "Jesus Christos, urodzony 26 stycznia 1982 w Betlejem w stanie Pensylwania, zamieszkały w Nazareth w stanie Teksas, obie miejscowości w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, syn Marii i Juana, zostaje uznany za króla Polski zgodnie z treścią dokumentu konstytucji". W taki właśnie sposób spełniło się marzenie Grzegorza Brauna o królu z bożej łaski, o którym tak często mówił przed wyborami.

Alternatywna rzeczywistość:
Polska, początek maja 2015, zbliżają się wybory prezydenckie, wszystko wskazuje na to, że nie będzie niespodzianki i wygra znów Bronisław Komorowski, a w drugiej turze zmierzy się z Andrzejem Dudą, więc nie widać większych emocji wśród ludzi interesujących się polityką, ktoś tam czasem bąknie, że głosuje na tego albo na tamtego, ale w kontekście całych wyborów każdy wie, że nie ma to żadnego znaczenia. Jednak na 3 dni przed wyborami zdarza się coś niezwykłego, wszystkie media huczą od informacji o tym, że 9 z 11 kandydatów zapadło na tajemniczą chorobę i nikt nie wie jak ich wyleczyć, ich stan z godziny na godzinę staje się coraz gorszy, wysoka gorączka, szybko rozprzestrzeniająca się plugawa zgnilizna, której nie można powstrzymać, trąd, odpadające części ciała, krwotoki wewnętrzne, w ciągu 24 godzin wszyscy zarażeni umierają, o dziwo przypadki choroby zdarzyły się tylko wśród kandydatów na prezydenta, sekcje zwłok niczego nie wyjaśniały, nie znaleziono żadnego wirusa, żadnej bakterii, żadnego zatrucia, nic, bezradność.
Jedynymi kandydatami jacy zostali przy życiu są Grzegorz Braun i Marian Kowalski, z czego ten drugi tuż przed wyborami został przyłapany na braniu amfetaminy, chociaż skompromitowany, to jednak wystartował, miał ciągle szanse. Wybory odbyły się w atmosferze żałoby, ludzie w większości nie poszli na nie, będąc w skrajnym szoku, przerażeni obrazami umierających polityków, bojąc się, że być może choroba zaatakuje także innych ludzi, chociaż tak się nie stało, to przez dobry miesiąc ludzie żyli w strachu. Ci którzy poszli na wybory w większości poparli Grzegorza Brauna, który wygrał już w pierwszej turze.

Braun ostro zabrał się do roboty i już w tydzień po zaprzysiężeniu wymusił na parlamencie groźbą użycia wojska intronizację Jezusa Chrystusa z Nazaretu na króla Polski, wydawało się, że to nic nieznaczące wydarzenie, ludzie nawet nie zwrócili uwagi, dużo bardziej emocjonowały ich inne zarządzenia prezydenckie, w mediach wrzało od głośnych zawodzeń lewicowych aktywistów przerażonych konserwatywnymi i wolnorynkowymi głębokimi zmianami jakie wprowadzał niemal dyktatorsko nowy prezydent. Tak zwana prawica była raczej zadowolona, oczywiście krytykowano niektóre z jego decyzji, nie było zbyt wielu faktycznie w 100% zadowolonych, ale większość dostrzegała w tych działaniach wiele pozytywów. Związkowcy strajkowali, ale brutalnie rozpędzone demonstracje szybko ustały, chociaż istniało przez chwilę niebezpieczeństwo wkroczenia wojsk NATO do Polski, to po tym jak prezydent kupił z Indii technologię wytworzenia głowic nuklearnych i jedną niewielką rakietę, jako zabezpieczenie doraźne szansa na to była już mała, nawet gospodarcza izolacja na Europę nie przeszkodziła w rozwoju, niskie podatki i dobre warunki powodowały, że wiele firm lub zupełnie ignorowało, lub sprytnie obchodziło embarga zakładając filie swoich azjatyckich firm-córek, handel z Azją i innymi kontynentami natomiast kwitł w najlepsze, wydawało się, że Polska weszła w końcu na dobre tory i stała się ostoją cywilizacji Europejskiej.

Była już zima, na warszawskim Okęciu wylądował samolot rejsowy z Nowego Jorku, wysiadł z niego niepozorny Latynos, był niski, ale dosyć silnie zbudowany, szerokie ramiona, ręce poorane pracą, wyglądające jak dwa dorodne bochenki chleba, silny kark, kwadratowa szczęka i spiczasty nos zwieńczony wypielęgnowanym wąsem dawały mu wygląd bohatera klasycznych westernów, miał śniadą skórę, ciemne oczy, włosy natarte brylantyną, zaczesane do tyłu, ewidentnie zbyt lekko był ubrany jak na mroźną w tym roku zimę, jeansowa kurtka i kowbojski kapelusz na pewno nie zapewniały mu wystarczająco ciepła. Nikt nie zwrócił na niego uwagi, od kiedy wprowadzono wolnorynkowe reformy, wielu pracowitych emigrantów pojawiało się w Polsce, przeszedł odprawę, nikt go nie zatrzymywał. Większość emigrantów swoje pierwsze kroki kierowało do jednego z tanich hotelików, gdzie mogli początkowo się ulokować i poszukać pracy, ale nie on...wsiadł w pociąg, dojechał na dworzec centralny i brodząc w kowbojskich butach przez szarą maź stworzoną z mieszanki piachu, soli i śniegu poszedł w kierunku kancelarii prezydenta RP. Wszedł do sekretariatu pewnym krokiem z miną torreadora, poprawną angielszczyzną wyjaśnił, że został mianowany w tym kraju królem i na te słowa wyłożył na stół dokumenty w których widniały następujące dane:

Name: Jesus Chriostos
Place of Birth: Betlejem (PEN)
Adress: Main Street 65, Nazareth (TX)

Cała kancelaria zbaraniała, ten człowiek faktycznie pasował do artykułu konstytucji brzmiącego "Królem Polski jest Jezus Chrystus, zrodzony w Betlejem, z Nazaretu pochodzący", dopuszczono go do prezydenta Brauna, który po rozmowie skierował sprawę do trybunału konstytucyjnego, jako organu najodpowiedniejszego. Jakie dyskusje wybuchły na ulicach, jakie spory w mediach, czy ten silny meksykański kowboj z teksasu faktycznie może być królem, rozprawę transmitowały na żywo wszystkie telewizje, nie było nikogo w Polsce kto nie śledziłby tego wydarzenia, a i świat z wielkim zaciekawieniem przyglądał się owej sprawie. Jesusa reprezentował światowej sławy adwokat żydowski z Nowego Jorku Albert Zimmermann, który poza tym, że był fantastycznym prawnikiem, mówił biegle po polsku, jako że jego rodzina mieszkała w Polsce przed wojną. Powołano dziesiątki biegłych, specjalistów od prawa, językoznawców i nawet historyków, jednak ogólny wydźwięk ich opinii był taki, że chociaż dane jakie widnieją na dokumentach są w innym języku niż te w konstytucji, to jednak reprezentują to samo i nie można tutaj znaleźć rozgraniczenia między tymi dwoma osobami. O ile początkowo większość ludzi brała to za ciekawostkę, fanaberię, żartowała, o tyle tuż przed wyrokiem nikt już nie był pewny, wszystko wskazywało na to, że jednak Jesus wyjdzie zwycięsko z tego starcia, szczególnie, że wspaniała mowa Zimmermanna nie pozostawiała zbyt wielkiego pola manewru, wszystkie kontrargumenty wydawały się po niej maluczkie. Gdy przewodniczący trybunału wyszedł by ogłosić wyrok cały świat wstrzymał oddech, spokojnym głosem zaczął wygłaszać urzędowe formułki by przejść w końcu do konkluzji "Jesus Christos, urodzony 26 stycznia 1982 w Betlejem w stanie Pensylwania, zamieszkały w Nazareth w stanie Teksas, obie miejscowości w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, syn Marii i Juana, zostaje uznany za króla Polski zgodnie z treścią dokumentu konstytucji". W taki właśnie sposób spełniło się marzenie Grzegorza Brauna o królu z bożej łaski, o którym tak często mówił przed wyborami.


Pojadę klasykiem
https://www.youtube.com/watch?v=5GgflscOmW8

che- przeprowadź dekonstrukcję koncepcji państwa katolickiego bez dogmatyzacji. Myślę że warto pogadać bez spiny.


Pora zaraz wracać do komisji. Głosujcie mądrze moi mili! I miejcie nadzieję na to, że członkowie komisji po całodziennym siedzeniu, wydawaniu kart dobrze policzą głosy. Szykuje się bonanza
No i co teraz zrobić? Na kogo głosować w drugiej turze? Czy głos pusty?
Oczywiście, że Duda, bo chociaż z opozycji, a prezydent z opozycji to lepsza opcja.
Duda. Zdecydowanie Duda. Wszystkie ręce na pokład. Oprócz Palikota (no i może Tanajny i Korniszonki) każdy jest lepszy od bula.
Najwyższy czas podziękować szogunowi. Słaby wynik Komorowskiego i fatalny lewicy przy dobrym Dudy i bardzo dobrym środowisk antysystemowych z Kukizem na czele wskazuje, że nastąpi zmiana na fotelu (czy tam pod żyrandolem).
Zdecydowanym zwycięzcą i tak jest Kukiz. Bardzo się zdziwię jeśli nie wygra wyborów parlamentarnych (zakładając, że do tego czasu "ulepi" coś sensownego, ale myślę, że tak będzie). Ja do ostatniej chwili wahałem się między nim właśnie, a Korwinem. Wybrałem Kukiza, bo uznałem, że ma większe szanse na dostanie się do II tury i się nie pomyliłem.
Do ostatniej chwili będę się zastanawiał czy iść do drugiej tury, ale jeżeli pójdę to na pewno zagłosuję na Dudę.

Ziemkiewicz w żartach stwierdził, że gdyby kampania potrwała jeszcze miesiąc do drugiej tury weszliby Duda z Kukizem. W sumie szkoda, że jednak nie potrwała...

Ziemkiewicz w żartach stwierdził, że gdyby kampania potrwała jeszcze miesiąc do drugiej tury weszliby Duda z Kukizem. W sumie szkoda, że jednak nie potrwała...

Dokładnie, szkoda, wtedy nie miałbym żadnych wątpliwości czy głosować w drugiej turze. A tak, póki co, jw.

Ziemkiewicz w żartach stwierdził, że gdyby kampania potrwała jeszcze miesiąc do drugiej tury weszliby Duda z Kukizem. W sumie szkoda, że jednak nie potrwała...

Dokładnie, szkoda, wtedy nie miałbym żadnych wątpliwości czy głosować w drugiej turze. A tak, póki co, jw.
Duda wygląda na człowieka całkiem pojętnego, choć niestety prawdopodobnie zaszczutego przez własnych speców od PR. Gdyby jednak wyciągnął wnioski z wysokiego wyniku Kukiza i zamiast obiecywać gruszki na wierzbie i sypnięcie wszystkim kasą z pustego wora, zdecydował się w drugiej turze obiecać, że uczyni wszystko, aby zmieść jak największą liczbę niegodziwców ze sceny politycznej, tyle, na ile jego uprawnienia będą pozwalały, to zagłosowałbym za nim z przyjemnością. Jeżeli będzie gadał to, co dotychczas, zagłosuję tylko z braku alternatywy.

Ludzie ślepi mają wydoskonalony węch i czucie w palcach. Organizm pozbawiony jednego zmysłu stara się go choć częściowo zastąpić innym. Organizm narodu polskiego nie jest w stanie należycie selekcjonować swego materiału ludzkiego. Do władzy bardzo rzadko dochodzą u nas ludzie odpowiedni, przeważnie frazesowicze, blagierzy lub poczciwe niedołęgi. Toteż organizm narodu polskiego stara się wyrównać tę swoją organiczną wadę, ów niewłaściwy dobór ludzi na stanowiska kierownicze, ofiarnością i egzaltacją patriotyczną.

Wynik Kukiza to jakas komedia. Naprawde mnie martwi co sie teraz wydarzy, wielu niezadowolonym ludziom rozne Korwiny wbily do dupy przekonanie o znaku rownosci miedzy PiSem a PO, Kukiz tez mysli, ze zlapal Pana Boga za nogi i bedzie prowadzil swoje 20% na manowce. A na teraz zwyciestwo Dudy to priorytet. Niczego dobrego sie po jego prezydenturze nie spodziewam, ale jak cie przygwozdzil bezbronnego tegi zbuj, to walisz go czym popadnie, nawet jesli to zwykla duda jest.

Spoko bylo przemowienie powyborcze Kukiza: MAMO... KOCHAM CIE.... POLSKO... NIKT MIE NIE KUPI....

Żadne tego typu okrzyki Kukiza nie przekonają mnie do tego, że mój głos na niego jest zmarnowany.

1. Na tle wyreżyserowanych, pełnych obłudy wypowiedzi Dudy i Komorra, spontaniczny okrzyk "kocham cię Polsko" nie brzmi aż tak źle.

2. Opinii o kandydatach nie należy kształtować na podstawie relacji medialnych i tego, co w trakcie takiej krótkiej relacji oni powiedzą. Dotyczy to tak samo J. Kaczyńskiego z jego "ZOMO", jego brata z "Irasiadem", polityków PO prezentowanych bardziej korzystnie, niż na to zasługują, czy Kukiza. Wyjątkiem są sytuacje, gdy wypowiedź może świadczyć o ciężkiej demencji, albo o chorobie psychicznej (np. słynne "kury" Komorowskiego).

3. Przemiany w myśleniu Polaków o swoim kraju nie dokona inteligent ironicznie dywagujący na temat wyższości katolickiej monarchii nad demokracją. Zmian dokonywali tacy ludzie jak Piłsudski, Wałęsa (tfu!), którzy mogli sobie i pleść brednie, ale potrafili pociągnąć za sobą tłumy. Kukiz ma zadatki na dobrego trybuna ludowego, niestety nie ma włąsnych struktur, więc w każdym momencie może się pod niego podczepić jakieś gówno. I to jest największy problem, a nie to, co on wykrzykuje.

4. Bardzo by mnie to pozytywnie zaskoczyło, gdyby Kukiz rzeczywiście zorganizował jakiś sensowny ruch do wyborów parlamentarnych. Uważam jednak, że 20% pięść wymierzona w policzek władzy, to lepsze niż cztery po 5% i tego się będę trzymał.


4. Bardzo by mnie to pozytywnie zaskoczyło, gdyby Kukiz rzeczywiście zorganizował jakiś sensowny ruch do wyborów parlamentarnych. Uważam jednak, że 20% pięść wymierzona w policzek władzy, to lepsze niż cztery po 5% i tego się będę trzymał.

Myślę, że Polacy widzą co wyprawiają "zwycięzcy" I tury (lizanie dupy Kukizowi) i ich wyborcy stopniowo będą odwracać się od nich plecami, na czym zyska wiadomo kto... (obstawiam, że będzie to już widoczne po frekwencji w II turze, która będzie na poziomie 30-35%).

obstawiam, że będzie to już widoczne po frekwencji w II turze, która będzie na poziomie 30-35%).

Przy frekwencji 30-35% Andrzej Duda będzie miał 100% głosów

obstawiam, że będzie to już widoczne po frekwencji w II turze, która będzie na poziomie 30-35%).

Przy frekwencji 30-35% Andrzej Duda będzie miał 100% głosów

No tak. Jeśli postawią na stole 2 litry wódki, to Duda będzie miał ze 100%. Komor ma już słabą głowę

3. Przemiany w myśleniu Polaków o swoim kraju nie dokona inteligent ironicznie dywagujący na temat wyższości katolickiej monarchii nad demokracją. Zmian dokonywali tacy ludzie jak Piłsudski, Wałęsa (tfu!), którzy mogli sobie i pleść brednie, ale potrafili pociągnąć za sobą tłumy. Kukiz ma zadatki na dobrego trybuna ludowego, niestety nie ma włąsnych struktur, więc w każdym momencie może się pod niego podczepić jakieś gówno. I to jest największy problem, a nie to, co on wykrzykuje.

Kukiz nie dokonal w mysleniu Polakow zadnej przemiany, przeciez ze wszystkich 'antysystemowych' kandydatow to on byl najczesciej pokazywany w TV i jego traktowano najprzychylniej, nie wspominajac juz o udzielaniu mu poparcia przez Jakuba Wojewodzkiego. Beton najwyrazniej uznal, ze nie da sie przekonac zbyt wielu ludzi do Komora, dlatego trzeba odebrac mozliwie najwiecej glosow Dudzie i bardziej kumatym antysystemowcom by przekazac je przeciwnikowi najmniej groznemu: kandydatowi jednego postulatu, ktory nie ma zadnych struktur, a nawet nie bardzo mu wychodzi wypowiedzenie plynnie pojedynczego zdania. Na Kukiza w wiekszosci zaglosowali ludzie niezadowoleni z IIIRP, ale niezbyt wyznajacy sie na polityce. Obawiam sie, ze on wiele nie zdziala, a jego zawiedziony elektorat znowu pograzy sie na 10 lat w marazmie.


Beton najwyrazniej uznal, ze nie da sie przekonac zbyt wielu ludzi do Komora, dlatego trzeba odebrac mozliwie najwiecej glosow Dudzie i bardziej kumatym antysystemowcom by przekazac je przeciwnikowi najmniej groznemu


Tego pogrubionego nie rozumiem. Jakim to antysystemowcom musieli odbierać głosy? Braun stałby się groźniejszy jakby dostał cały 1% zamiast 0,78? Jedynym antysystemowcem który będzie miał jakiekolwiek szanse na wejście do sejmu jest Korwin, który przecież żadnym zagrożeniem dla reżimu nie jest, on ma swoje wygodne miejsce w tym systemie i od 25 lat żyje z udawania, że chce coś zmienić.
Tak.
Nie.
Co kurwa nie, przeciez o to wlasnie chodzilo, zeby zatrzymac JKMa czy Kowalskiego posrod planktonu. Duzo bardziej by sie bali Korwina z 10% i Ruchu Narodowego z 5% niz Kukiza z 20%.
>Korwin
>10%

Czemu tak skromnie, może od razu 50?


10% bylo w zasiegu reki.

Na Kukiza w wiekszosci zaglosowali ludzie niezadowoleni z IIIRP, ale niezbyt wyznajacy sie na polityce.

Przrażające jest jak bardzo zgadzam się z Herkulesem, zaczynam się bać. Ale to, że Ciastek ukradł Januszowi herbu Korwin trochę głosów to wcale nie takie głupie. Oczywiście JKM liczbę sobie mógł troszeczkę zawyżyć, ale oj tam...
Kukiz załapał głosy związkowców, prostego ludu, przekonał ich do siebie nieskomplikowaną retoryką, bezpośrednością. Korwin co sobie przechlapie sam, to przechlapie. Nie ma się co czarować, nie jest do końca poważny. Ale ma analityczny, strategiczny umysł. U prezydenta ta cecha jest mile widziana. A że jęzor ma niewyparzony, cóż zrobić. Jest po prostu bezczelnie szczery. Cieszę się, że jest teraz wylew antysystemowców. Przynajmniej szansa, że coś się zmieni na lepsze jest większa. Wszystko byle nie Komoruski. A zdjątko z rowerem mnie rozwaliło
Ten Przemek zaczyna mi na nerwy coraz bardziej działać. W ogóle szkoda, że KNP się rozpadło. Teraz Korwin się otacza karierowiczami z mlekiem pod wąsem Wiplo-Berkowiczami i z jednej strony tęskno do stateczności Marusikowej. Ciekawe o co im tak na serio poszło, jakie tam lody się kręciły. Bo wątpię, że chodziło tylko o morale krula.
10% nie jest ani nie było w zasięgu Korwina. Rozmawianie o wyborach w gronie ludzi analizujących poglądy, programy, rozumiejących pojęcia, ideologie etc. tylko zaciemnia faktyczny obraz, skąd liderzy/główne partie czerpią gros swojego poparcia. JKM podczas debaty zakłada się, że czołowy postulat Kukiza, tj. JOWy nie pomogą UKIP podczas wyborów w Wielkiej Brytanii - tak się oczywiście dzieje, tymczasem głosy zyskuje Kukiz, a traci Korwin. Kto chce wygrywać, musi dostosować się do zasad, rzucać obietnicami, grać na emocjach, udawać zmiany poglądów albo udawać, że w ogóle jakiekolwiek posiada. Walczący o reelekcję prezydent udaje "bezpartyjnego", w tym samym czasie szef jego sztabu przekonuje, że do zwycięstwa potrzeba większego zaangażowania macierzystej partii. Fuck logic.

Nie wydaje mi się, żeby zmiany personalne oraz partyjne zaszkodziły, wbrew pozorom Wipler okazał się dobrym organizatorem, szybko powstały nowe struktury, a wynik bądź co bądź lepszy niż 5 lat wcześniej. Nawet zjednoczenie KORWiN, KNP, RN, środowiska Brauna czy ewentualnie jeszcze pomniejszych kanap nie da tych wymarzonych 10%, po prostu taki komunikat trafia do niewielkiego grona wyborców, z których część ponadto i tak ze względu na różne kalkulacje koniec końców głosuje na popularniejszych kandydatów.

JKM podczas debaty zakłada się, że czołowy postulat Kukiza, tj. JOWy nie pomogą UKIP podczas wyborów w Wielkiej Brytanii - tak się oczywiście dzieje
Nie wydaje mi się, żeby zmiany personalne oraz partyjne zaszkodziły, wbrew pozorom Wipler okazał się dobrym organizatorem, szybko powstały nowe struktury, a wynik bądź co bądź lepszy niż 5 lat wcześniej.

Tak, nie zaszkodziły. Generalnie jednak Wipler poniekąd sam pod sobie dołek kopie bredząc odnośnie tego, że do wandali strzelać nie wolno a należy ukarać niegodziwych policjantów, którzy zdjęli na jakimś tam meczu pewnego jegomościa, który się znalazł w grupie pseudokibiców i dane mu było pożegnać się ze światem. Kolo zszedł, wielki shitstorm w internetach, wykopach bo Przemek rzecze co innego niż Kowin, który mówił co by do bandziorów jednak strzelać. Sprzeczność? Sprzeczność.

Przemek śliski typek, karierowicz. W jakich partiach wcześniej był, a w jakich go nie było to druga sprawa. A od początku go nie lubiłam bo dla mnie to przykład węża dwulicowca, oplątanego wokół nogi Korwina bo tu mu akurat wygodnie.

Co kurwa nie, przeciez o to wlasnie chodzilo, zeby zatrzymac JKMa czy Kowalskiego posrod planktonu. Duzo bardziej by sie bali Korwina z 10% i Ruchu Narodowego z 5% niz Kukiza z 20%.
Czyżbyś się naczytał ostatnio Wildsteina, tyle że przerzuciłeś retorykę na Korwina i RN? Kukiz wygrał dlatego, że zamiast zajmować się problemami w stylu palenia gej-tęczy, zmiany kształtu korony w godle, pojechał na hasłach, które jest bliskie wielu osobom, bez względu na prawicowe czy lewicowe sympatie. Jego hasło to rozwalić system partyjny. A że środki nie koniecznie dobrze dobrane do celu, to inna sprawa. Choć uważam, że doraźnie wprowadzenie JOW może poskutkować wieloma błędami ze strony partii, dzięki którym moglibyśmy na zawsze pożegnać wiele twarzy.

To co jest natomiast pocieszające to absolutna klęska lewactwa. Kiedyś środowiska protestu były często utożsamiane z lewicą typu Ikonowicz, Morawiecki, albo palikociarnia. Nawet środowiska katolickie były reprezentowane przez socjalucha Marka Jurka. A tu okazuje się, że poza establiszmętami sama prawica! Ci co nie byli prawicowi, prawicowców udawali (Ogórek, Jarubas) co skończyło się dla nich totalną klęską. I naczelny trybun ludowy, który zdobył 20% deklaruje również poprawne prawicowe poglądy i jakoś to młodym wykształconym nie przeszkadza. To ogromny postęp. Powiedziałbym - najciekawsze i najbardziej optymistyczne wybory od lat.

To co jest natomiast pocieszające to absolutna klęska lewactwa.

Klęska ta wynika nie z tego, że w nie ma w Polsce ludzi o lewicowych poglądach, czy, że są oni na totalnym marginesie, ale przede wszystkim z tego, że Platforma swoim skrętem na lewo zbudowała w świadomości młodego pokolenia obraz lewicy jako establiszmętów. Poza tym wciskanie Polakom jakiejkolwiek ideologii na chama automatycznie skutkuje jej odrzuceniem. Przez ostatnie lata PO siłą, w pełen arogancji sposób lansowało różne "postępowe" postulaty, ale przecież większości środowisk prawicowych nawet nie przechodzi przez myśl, żeby w razie zwycięstwa realizować swoje pomysły innymi metodami. Zapewniam Cię, że jak tylko PiS dorwie się do władzy w kilka lat młodzi ludzie zaczną chodzić w koszulkach z Che Guevarą, czytać Krytykę Polityczną i głosić "sprawiedliwość społeczną". W wyborach przegrały lewicowe szyldy, to wszystko. W dniu, w którym PO odpadnie od koryta zaczną w Polsce rosnąć nowe, prężne ruchy lewicowe. dnia Wto 15:43, 12 Maj 2015, w całości zmieniany 2 razy

To co jest natomiast pocieszające to absolutna klęska lewactwa.

Klęska ta wynika nie z tego, że w nie ma w Polsce ludzi o lewicowych poglądach, czy, że są oni na totalnym marginesie, ale przede wszystkim z tego, że Platforma swoim skrętem na lewo zbudowała w świadomości młodego pokolenia obraz lewicy jako establiszmętów.
Zapewniam Cię, że jak tylko PiS dorwie się do władzy Chwila. Ustalmy najpierw czy mówimy o PiS czy o prawicy.

W moim przekonaniu klęska lewicy polega na przeszacowaniu pewnych tematów. I nie ma to aż tyle wspólnego z Platformą.
Po drugie, z moich obserwacji wynika, że wchodzi na rynek pracy pokolenie, które jest zbuntowane, ale nie jest roszczeniowe. Młodzi ludzie funkcjonują poza systemem kodeksu pracy, przywilejów pracowniczych i oni roszczeń starszego pokolenia zwyczajnie nie rozumieją.
Chwila. Ustalmy najpierw czy mówimy o PiS czy o prawicy.

No, jeżeli mówimy o kwestiach światopoglądowych to wypadałoby uznać Pis za prawicę. Jeżeli mówimy w sposób klasyczny, to Twój poprzedni wpis byłby bez sensu - wygrał kandydat lewicy, prawica zdobyła łącznie 5% dnia Wto 16:51, 12 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz


No, wchodzi, możliwe, że nawet 10% wszystkich głosów (Korwin + Braun + Kowalski + jakaś część głosów Dudy i Kukiza to są oni). Tyle tylko, że dla nich najistotniejsze jest to, żeby się IIIRP od nich odpieprzyła, natomiast w wypadku większości młodych ludzi postulaty ideologiczne są mniej istotne.

Dla mnie podstawą rozróżnienia na prawicę i lewicę jest to, czy traktuje się człowieka jak istotę wolną, czy jak bydło, które trzeba pilnować. Jeśli wziąć to pod uwagę, mamy do czynienia zatem jak dla mnie z zalążkiem myślenia prawicowego. Do tego dodałbym większe zaufanie do naturalnych wspólnot - rodzina, naród itd, niż do tych sztucznie tworzonych przez urzędników. A kształt korony w godle, czy to jak głęboko kłaniać się księdzu dobrodziejowi, dla mnie nie ma istotnego znaczenia w mojej ocenie prawo- czy też lewo-skrętności, że się posłużę tym wygodnym pojęciem zapożyczonym od Wolniewicza.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  WYBORY PREZYDENCKIE
singulair.serwis