|
Terra Bite - rapcore
singulair.serwis |
Terra Bite istnieje od marca 2012 roku, ale głównie siedzieliśmy zamknięci w małej, zimnej i ciemnej piwnicy, tworząc swoje wypociny. Zamiast chlać wino, odkładaliśmy kasę i pod koniec grudnia nagraliśmy w studiu trzy piosenki. Poniżej linki:
http://youtu.be/4FsIxNCK-oA
http://youtu.be/ZykrzYPKC0k
http://youtu.be/1mnxK8YTNbw
Strony jeszcze nie mamy, bo organizacyjnie to dopiero raczkuje. Ale jako taką bazę fesjbukową już możemy się pochwalić: http://facebook.com/terrabiteofficial
W tej chwili rozmawiamy z zespołami oraz organizatorami i mamy nadzieję, że na wiosnę będziemy mogli wreszcie pokazać się na żywo 
Komentujcie i oceniajcie dowoli 
Fanów tutaj nie znajdziecie, bo raczej nikt tu takiej muzyki nie słucha, ale jak na mój gust nie odbiegacie poziomem od innych popularnych gówien. Także możecie jakiś tam sukces osiągnąć 
Widziałem, że błąka się tu parę zagubionych rapcoreowców 
Łoł. To w Polsce da się tak grać? Myślałem, że po Kaenżecie najlepszym, co nam rodacy zaserwują w kwestii rapu i gitary, może być cieniutki Bakflip.
Da się nawet lepiej Co prawda nie jest to po polsku - mieliśmy kilka piosenek i brzmiało to zbyt swojsko. A na angielski zdecydowaliśmy się również dlatego, by w przyszłości (jeśli jakaś na nas czeka) łatwiej nam było występować też przed zagraniczną publiką.
Znamy przypadki nieudanych prób zmiany targetu po osiągnięciu jakiegoś sukcesu w Polsce -> Myslovitz czy Coma. Myślę, że niestety jeśli myśli się o zespole w szerszej perspektywie, to ten angielski musi być.
wymyślcie własny język
Da się nawet lepiej Co prawda nie jest to po polsku - mieliśmy kilka piosenek i brzmiało to zbyt swojsko. A na angielski zdecydowaliśmy się również dlatego, by w przyszłości (jeśli jakaś na nas czeka) łatwiej nam było występować też przed zagraniczną publiką.
Znamy przypadki nieudanych prób zmiany targetu po osiągnięciu jakiegoś sukcesu w Polsce -> Myslovitz czy Coma. Myślę, że niestety jeśli myśli się o zespole w szerszej perspektywie, to ten angielski musi być.
W sumie pieprzenie, jeżeli wszystko się zrobi poprawnie to można sprzedać muzykę w języku ojczystym za granicę, jakoś Rammstein się sprzedał mimo że większość tekstów ma po niemiecku, nie lubię ich bo nudni są, ale pod względem zaistnienia na świecie jednak im się udało. Chodzi o to żeby być pomysłowym na tyle żeby we własnym języku stworzyć coś co będzie brzmiało na tyle interesująco/dziwnie dla ludzi z zagranicy że będą tego słuchać. Tworząc po angielsku stajecie się zespołem jednym z miliona na świecie od Ameryki południowej po Australię, większość tworzy po angielsku, trudno się wyróżnić czymś w gatunku takim jak rapcore, w sumie jak słucham waszych nagrań to się właśnie niczym nie wyróżniacie, totalny brak własnego stylu, może po polsku miałoby to coś w sobie, tak- kolejna marna podróbka RATM-u i nic więcej. No chyba że śpiewaniem po angielsku maskujecie swoje marne umiejętności "poetyckie", wtedy rozumiem, ale to i tak słabo.
No i porównanie z KNŻ-etem jest o tyle właśnie nie trafione że KNŻ jest charakterystyczny w pewien sposób, może też przez teksty i sposób śpiewania, wykorzystywanie nie tylko rapcore'u jako bazy, a tutaj mamy powielanie wzorców bez żadnego przetworzenia. Po co mi podróba jak mam oryginały...
Można śpiewać po polsku, można nawet wymyślić własny język, ale tylko w przypadku jeśli zamykamy się na konkretną grupę odbiorców. Nie mam nic przeciwko językowi polskiemu, jak ktoś chce, niech pisze takie teksty. Nam głównie chodzi o zasięg, który w przypadku języka angielskiego daje większe pole do działania - nie wyjdzie w Polsce, możemy spróbować gdzieś indziej.
Przykład Rammstein'a jako wzór zespołu śpiewającego we własnym języku jest nietrafiony, ponieważ ich teksty są pseudopoetyckim bełkotem - nie ważne jest o czym śpiewają, po prostu wokal gra rolę kolejnego instrumentu.
Znasz może japońskie kapele? Ja często słucham i jako tako łapie o czym śpiewają, ale dla kogoś kto nie zna ich języka brzmi to śmiesznie i nieprawdziwie, dlatego omijają je z daleka.
Teraz gdyby porównać kapele z Japonii do tych polskich, stawiamy przeciwko sobie grupę 130 mln vs 44 mln potencjalnych słuchaczy. W której grupie ma się większe szanse na sukces?
Powracając do oryginalności:

Póki co wolę jednak tworzyć coś co lubię i mieć z tego satysfakcję, niż bawić się w kompletnie nie swojej piaskownicy.
Tekst w muzyce to zawsze "kolejny instrument" i jeżeli to nie działa to można śpiewać najpiękniejsze teksty świata a i tak muzyka będzie kiepska, Rammstein śpiewa po niemiecku i jest popularny, dobry przykład, Omega śpiewała po węgiersku a "dziewczyna o perłowych włosach" była ogólnoeuropejskim hitem. Co do oryginalności to możesz robić w stylistyce którą lubisz i się dobrze czujesz, ale twórczą ją rozwinąć, dodać coś z innej stylistyki, ale w taki sposób by było to spójne, to jest trudne. 20 lat temu RATM wziął rock i dorzucił do niego rap, po 20 latach robiąc to samo nie robi się czegoś ciekawego, tylko kopiuje się innych, a czymś takim się nie wybije nigdzie, a więc wasze angielskie teksty nie będą miały sensu. A jak ktoś się nie posługuje danym językiem na co dzień to się dobrych tekstów w tym języku nie napisze. Jakieś japońskie kapele znam, jakoś nie przeszkadza mi to jak śpiewają, a w niektórych przypadkach właśnie dlatego są ciekawe że są po japońsku z japońskim akcentem, gdy Japończycy śpiewają po angielsku to zaczyna to tracić klimat trochę. A zasięg- wolałbym mieć w Polsce pozycję takiego Kultu, niż odwalać chałtury po knajpach w zachodniej europie.
po 20 latach robiąc to samo nie robi się czegoś ciekawego, tylko kopiuje się innych, a czymś takim się nie wybije nigdzie, a więc wasze angielskie teksty nie będą miały sensu. A jak ktoś się nie posługuje danym językiem na co dzień to się dobrych tekstów w tym języku nie napisze. A zasięg- wolałbym mieć w Polsce pozycję takiego Kultu, niż odwalać chałtury po knajpach w zachodniej europie.
A ja wolałbym jeździć porshe, niż maluchem... A tak całkiem serio, pisząc o zasięgu miałem na myśli pole do działania, niż popularność. Nie interesuje mnie popularność, będę po prostu robił swoje i jeśli miałbym mieć z tego kasę to fajnie.
Jako muzyk jest mi lepiej, że gram w kapeli gdzie śpiewa się po angielsku - po prostu wiem, że gdziekolwiek byśmy nie pokazali swojej muzyki, zawsze znajdzie się ktoś kto nas zrozumie.
Także od tego momentu odcinam się od dyskusji dot. sensu języka polskiego w tekstach piosenek.
Pole do dzialania zostawmy na boku, prawda jest taka, ze polski zespol spiewajacy w Polsce po angielsku to straszny obciach, bardzo pretensjonalna sprawa. Muzycy prawdziwie uzdolnieni i ambitni, powinni byc w stanie spiewac te same teksty w obydwu jezykach, ale na poczatku skupic sie na ojczystym, no chyba ze jestescie tymi rozwydrzonymi waflami, noszacymi szaliczki i czapeczki w lecie, jacy to strasznie brzydza sie 'zacofana' Polska.
I ktorym, tak po prawdzie, nikt jeszcze nie dal po mordzie.
Ja zawsze chciałem założyć kapele, w której teksty byłyby po łacinie ale jak poszedłem się uczyć łaciny to mnie szlag trafił na babę, która mnie miała uczyć, bo to było chodzące wcielenie niekompetencji i straciłem zapał.
Teraz jak mi się zdarzy coś napisać, to staram się po polsku ale jako człowiek całkiem nieźle radzący sobie zarówno w polskim jak i w angielskim wyraźnie widzę, że do wszelkich odmian muzyki popularnej (oprócz śpiewania w barach) język angielski pasuje po prostu lepiej, nie przez jakieś dyskryminacje i przyzwyczajenia ale po prostu przez samą charakterystykę języka. Jest bardziej miękki i bardziej melodyjny, ma bogatszą pulę słownictwa, które się nadaje do użycia artystycznego. To nawet widać na poezji na przestrzeni wieków.
Udało Ci się znaleźć kogoś, kto uczył łaciny pod kątem praktycznego jej używania?
Coś Ty...
ma bogatszą pulę słownictwa, które się nadaje do użycia artystycznego. To nawet widać na poezji na przestrzeni wieków.
To bardzo ciekawe. Jestes w stanie to jakos udowodnic, czy to tylko Twoje osobiste odczucie?
I dalej: jak te slowa rozrozniasz? Dajmy na to pierwsze slowo jakie mi przychodzi do glowy: 'krzeslo' - pasuje do uzycia artystycznego? I czy pasuje mniej czy bardziej niz 'chair'?
Zawsze mi się wydawało że język polski jest poetycko bogatszy od angielskiego, bo i słowotwórczo i brzmieniowo (te wszystkie "sz" "cz" itp w dużym nagromadzeniu, dobrze napisany wiersz samym brzmieniem tych głosek potrafi zbudować klimat).
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich miodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...
To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Angielski nie jest tak rozpoetyzowany i giętki... łatwiej utrzymać sens w ryzach
ma bogatszą pulę słownictwa, które się nadaje do użycia artystycznego. To nawet widać na poezji na przestrzeni wieków.
To bardzo ciekawe. Jestes w stanie to jakos udowodnic, czy to tylko Twoje osobiste odczucie?
I dalej: jak te slowa rozrozniasz? Dajmy na to pierwsze slowo jakie mi przychodzi do glowy: 'krzeslo' - pasuje do uzycia artystycznego? I czy pasuje mniej czy bardziej niz 'chair'? Zawsze mi się wydawało że język polski jest poetycko bogatszy od angielskiego, bo i słowotwórczo i brzmieniowo (te wszystkie "sz" "cz" itp w dużym nagromadzeniu, dobrze napisany wiersz samym brzmieniem tych głosek potrafi zbudować klimat).
To stereotypowy pogląd, aliteracja jest często i gęsto używana również w angielskim, gdzie też mają swoje 'sh' 'ch' i nie jest to zarezerwowane tylko dla Polaków. Pewne rzeczy w gramatyce polskiej zapewniają językowi większą swobodę słowotwórstwa, to fakt, ale angielski ma znacznie bogatsze słownictwo niż się uważą. I wyrazy łatwiej ze sobą łączyć. Wspomniane zostało 'chair'. No i masz amrchair, wheelchair czy chairman. A co z krzesłem Polacy zrobili?
No jak już łączenie wyrazów ma być jakimś wyznacznikiem to zawsze wygrają Niemcy, ale nie powiesz mi że język niemiecki jest jakiś zgrabny i dobrze brzmiący.
Christian Vander pewnie by tak powiedział. Ale Niemcy łączą wyrazy na kupę jak pociąg z węglem bez żadnego rozsądku. Nie jest to żaden sylogizm, że im dłuższe wyrazy można połączyć tym lepiej brzmiący język.
Ad2. Mi się chair bardziej podoba w tym kontekście, lepiej się nadaje do słowotwórstwa i tworzenie semi-neologizmów, lepiej odnaleźć do niego rymy, nie brzmi tak topornie, no ogólnie bardziej płynie. Wspomniane zostało 'chair'. No i masz amrchair, wheelchair czy chairman. A co z krzesłem Polacy zrobili?
No tutaj mam watpliwosci, czy te przyklady faktycznie ukazuja bogactwo angielszczyzny, czy raczej jej ubostwo. Jesli chcialbys napisac tekst, ktory mowi o tym, ze facet zamienil krzeslo na inwalidzki wozek, to ktora jezykowa werjsa brzmialaby bogaciej? Ta z chair i wheelchair w jednej linijce?
Nie chodzi mi tu o to, by jak zwykle wychwalac tylko to co polskie, a w tym przypadku polski jezyk. Po prostu w tej dziedzinie bardzo daleki jestem od takich uproszczen i generalizowania, dla mnie kazdy jezyk ma swoje unikalne wlasciwosci, dlatego ani nie uwazam angielskiego za atrakcyjniejszy niz polski, ani na odwrot. Nawiasem mowiac, 200 lat temu dyskutowalibysmy porownujac polski z francuskim, ktory swego czasu byl rowniez chyba najbardziej popularny w Europie, a angielszczyzna zalala nas nie przez swoja atrakcyjnosc, tylko przez fakt ze anglosasi stali sie wlasciwie panami swiata. Dla mnie angielski brzmi, niczego mu nie ujmujac, jak pelikan polykajacy duza rybe - te wszystkie slowa jak absolutely, almost, as well, really, seriously, alright itp. strasznie mnie irytuja i nieprzyjemnie mi je wymawiac, co robic musze na codzien, z racji mieszkania w UK. Przyjemniejsza jest dla mnie szablista polszczyna, ktora tnie, swiszcze i chrzesci, i ktorej dzwieki oddaja chyba doskonale odglosy natury.
Ależ ja tam mówiłem tylko o kwestiach właśnie piosenkowych, trochę tylko zahaczając o poezję z racji dalekiego pokrewieństwa stylistyki. Rozmowa się wywiązała z języka, w którym miałby śpiewać wokalista zespołu rapcore'owego i myślałem, że o tym dalej rozmawiamy.
W języku mówionym czy też pisanym, tylko raczej w obrębie prozy, uważam polski za zdecydowanie lepszy i piękniejszy niż angielski.
Chociaż wszystko oczywiście zależy od osoby, która się danym językiem posługuje. Piszesz, że irytuje Cię codzienna angielszczyzna i jej powtarzalność czy prostota. A słyszał waść codzienną polszczyznę? Przecież to uszy więdną.
Chociaż wszystko oczywiście zależy od osoby, która się danym językiem posługuje. Piszesz, że irytuje Cię codzienna angielszczyzna i jej powtarzalność czy prostota. A słyszał waść codzienną polszczyznę? Przecież to uszy więdną.
Powtarzalnosc wystepuje chyba w kazdym jezyku u przecietnych ludzi, wiec nie o to mi chodzilo. Mialem na mysli same dzwieki angielskiego, szczegolnie sposob wymawiania L, przy ktorym troche inaczej chyba uklada sie jezyk niz w polskim, to L jest nieprzyjemnie glebokim cofnieciem jezyka, to latwo zauwazyc - powiedz absolutely z polskim l i zobaczysz wyraznie, ze nie masz juz angielskiego akcentu. Chodzilo mi o to, ze mi samemu nieprzyjemnie tak mowic i tego sluchac - ot takie dziwactwo.
Ale cala dyskusja wywiazala sie wlasciwie z czego innego. Nie chodzi tu o zalety badz wady obydwu jezykow, tylko o spiewanie po angielsku w Polsce, bedac Polakiem, tak jak reszta zespolu. Dla mnie ejst to moze nie tyle karygodne, co mega obciachowe. Gdybym byl spiewakiem w zespole, to w zyciu bym sie nie zdecydowal na cos takiego, po prostu ze wstydu, czulbym sie zazenowany, nie wspominajac juz o tym, ze mowic czy spiewac po angielsku bez polskiego akcentu, jest wbrew pozorom bardzo trudno. Zeby nauczyc sie mowic mniej wiecej jak Angol, trzeba by poswiecic naprawde wiele godzin na zajecia z jakims specjalista, ktory dokladnie wyjasni ukladanie ust i jezyka od poczatku do konca. W przeciwnym razie brzmi sie inaczej, niz ktos kto angielskim posluguje sie od dziecka, nawet jesli posiada sie wyborna znajomosc tego jezyka. I tu wlasnie tkwi slaby punkt spiewania po angielsku - juz od samego poczatku brzmisz jakos tak nieszczerze, spiewasz niby po angielsku, ale jakos tak wcale nie po angielsku, jakbys tylko cos udawal. Kolejna rzecz, to odbiorcy - ilu z nich na wystepie w 100% zrozumie przekaz? Zaryzykuje stwierdzenie, ze wiekszosc nie zrozumialaby nawet majac przed soba dany tekst na papierze, jakas czesc zalapalaby tekst na kartce, ale bez kartki mialaby problem ze zrozumieniem mowy, a jeszcze inni, mimo ze zrozumieliby mowe, wcale nie rozroznialiby slow w trakcie spiewu. Wiec jaki % publicznosci zrozumie tekst? Mysle ze naprawde maly.
A co do "chair" i takich tam jeszcze:
Koła do krzesła dołożywszy, stworzył wózek inwalidzki.
To samo zdanie po angielsku byłoby słabe 
Takiego zdania po angielsku nikt by nigdy nie wypowiedział, po polsku chyba też nie. 
Jean, masz rację. Tylko w muzyce rockowej na koncertach to tekstów nikt nie słucha niezależnie od języka raczej. W warunkach domowych to już częściej się zdarza, tylko trzeba brać poprawkę na to, że i tak młodzież w Polsce jest już skalibrowana na zagraniczną muzykę, więc przyzwyczajona jest do tego, że ich w sumie teksty walą. Więc o ile taki argument w kwestii rozumienia jest trafiony to raczej w teorii niż w praktyce.
Jak patrzę sobie na przeszłość moją muzyczną (a przez sporo kapel się przewinąłem w sumie) to stosunek polskiego i angielskiego wynosi chyba 50% około. I widzę, że język był związany z gatunkiem muzycznym, jak metal czy blues to po angielsku, jak awangarda czy rock progresywny to po polsku. W sumie ma to sens, do prostszej muzyki, prostszy w użyciu język.
A co do 'l'. Wyraziłeś swoją subiektywną opinię, więc nie widzę sensu jej oceniać w stylu 'nie lubisz 'l' ergo jesteś chujowy'. W sumie to mogę zrozumieć antypatię. Tak naprawdę w języku angielskim są dwa warianty 'l', jeden głównie występuje na początku wyrazów i on jest dla Polaków w porządku. Ten, który dominuje wśród Twoich przykładów to ten cofnięty, liquidowy, przypomina on trochę te pół 'l' pół 'ł' z kresów wschodnich ale zasadniczo jest on ciężki do przywyknięcia. To jest jeden z tych dźwięków, które gwałcą na scenie polskojęzyczni wokaliści w kapelach rockowych śpiewających po angielsku
dnia Czw 12:47, 24 Styczeń 2013, w całości zmieniany 3 razy
Sprawa dotyczy zespół więc wrzucam to tutaj. Aktualnie poszukujemy DJ'a, który by z nami współpracował. Jak ktoś jest chętny to pisać: terrabiteofficial@gmail.com 
Film z pierwszego występu: http://www.youtube.com/watch?v=uGGV6YYfQOM
Fajnie gracie 
|
|