ďťż

Dobiega właśnie końca smutna dekada 2001-2010 - pierwsze dziesięciolecie nowego millenium. Myślę, że wielu z forumowiczów zgodzi się ze mną, że nie jest to zbyt ciekawy okres w historii muzyki rockowej. Przepaść między mainstreamem a resztkami ciekawej muzyki wciąż się pogłębiała. Podobnie jak w latach 90', triumfują różne retro-style, z tą jednak różnicą, że stają się coraz mniej znośne, co więcej dostarczają fałszywego obrazu oryginałów. Triumfuje post-rock, czyli powtórka z przełomu lat 60' i 70' w nowym opakowaniu. Najbardziej banalne pomysły aranżacyjne, jeśli tylko odbiegają nieco od głównego nurtu, uchodzą za przejaw "progresywności". Tzw. prog-metal, który w latach 90' dało się jeszcze posłuchać (np. po pijaku), sięgnął dna. U nas - szczytem ambitnego grania okazuje się Coma i Rivers***.

W związku z tak trudną sytuacją obiektywną, niemiłą każdemu miłośnikowi rocka proponuję stworzyć listę płyt, które powstały w tej dekadzie, a które należałoby mimo wszystko ocalić przed zaoraniem. Mam w tym swój szczególny osobisty interes, gdyż odnoszę wrażenie, że kompletnie przespałem ten okres i w związku z tym zapewne sporo ciekawych rzeczy mi umknęło.

Moje pierwsze propozycje z cyklu OCALIĆ PRZED ZAORANIEM:

Magma - K.A.
Magma - Emehntehtt Re

Nie muszę chyba przekonywać, że obie płyty to coś znacznie więcej, niż to, czego oczekuje się po reaktywacjach zasłużonych kapel.

King Crimson - Happy with what you have to be happy with
King Crimson - The Power to Believe

Obie bardzo udane, lubię powracać zwłaszcza do pierwszej. Tytuł płyty mógłby stanowić motto dla tego wątku.

Skoro była Magma warto wspomnieć o KOENJIHYAKKEI. Trudno mi wyróżnić, konkretny album, warto odnotować, że grupa trzyma się nieźle.

Emperor - Prometheus - The Discipline of Fire & Demise

Zdecydowanie najlepsza rzecz, która wyszła spod ręki Ihsahna. Bezkompromisowy black metal ubrany w barokowe koronki. Dla mnie najlepsza rzecz powstała w tym gatunku i jedna z najlepszych w tzw. ekstremalnym metalu.

Ulver - Perdition City
Ulver - Blood inside
Ulver - Shadows of the sun

Prawdopodobnie jedna z najszerzej obecnie znanych kapel, lekko bo lekko, ale mimo wszystko ocierających się o awangardę. Ameryki nie odkryli, wypada jednak stwierdzić, że grają przyjemną mieszankę folku, ambientu, elektroniki i metalu. I co więcej, są w stanie z tym dotrzeć do szerszej, odpornej zazwyczaj na takie granie publiczności bez serwowania jej jakiś permanentnych bzdur.

Univers Zero - "Clivages"

Broni się, więc myślę, że warto ocalić.

Portishead - "Third".

Jak wyżej.

Na razie tyle. Lista pewnie będzie się jeszcze rozwijać ciekaw jestem propozycji innych forumowiczów.


Uzupełniam listę:

Tool - Lateralus

W swoim czasie ważny album. Jest szansa, że potomni zapamiętają.

System of a Down - Toxicity

Jeden z nielicznych przykładów ekspresyjnej i sensownej muzyki dla dzieciaków.
Przypuszczam, że w mijającej dekadzie było bardzo dużo dobrej muzyki. Tylko, że ja po prostu jej nie znam. Ciężko do niej dotrzeć - wbrew pozorom znacznie trudniej niż do tej dobrej sprzed kilku dekad. Poza tym dla kogoś, kto trochę zna klasykę to wszystko jest wtórne. Nie dam rady się zachwycać post-rockiem, czy nu-jazzem, skoro słyszę w nich wszystko to, co w muzyce lat 70ych, ale zmielone i zepsute współczesną nadprodukcją.

Ale może jednak coś wymyślę?

Porcupine Tree - In Absentia

Ogólnie jest tak sobie, ale po pierwsze jest to ostatni album Jeżozwierzy, który jestem w stanie wysłuchać bez kilkunastokrotnego parzenia yerba mate, po drugie są tam naprawdę fajne momenty. Końcówka Gravity Eyelids, czy główny temat Strip the Soul to znakomite, energetyczne (!) granie. Warto odnotować, warto posłuchać, chociaż nie jest to arcydzieło.

Mastodon

Jak dla mnie jeden z zespołów dekady. I mimo, że grają dla mnie zdecydowanie za ostro, to uważam ich za wizytówkę współczesnego dobrego "inteligentnego" metalu. "Inteligencja" ta oznacza tyle, że ich muzyka nie zionie prostactwem i dzecinadą, tak jak nie zionął nimi mocny rock sprzed czterdziestu lat. Dzisiaj to "proges", kiedyś była to norma...

The White Stripes

Z jednej strony łączenie bluesa z punkiem jest jak połączenie creme fraiche z gównem - gówna się tym nie uszlachetni, za to spierdoli się dobrą śmietanę. I niby Jack White po prostu psuje bluesa, ale momentami ma to wiele uroku, a w kontekście współczesnej muzyki rozrywkowej promieniuje wręcz świeżością i jakością.

Electric Wizard

Nie powiem, żeby dobrze znał tą kapelę, ale moje nieczęste z nimi kontakty wspominam dosyć dobrze. Stoner metal jest jakąś tam kontynuacją acid rocka z końca lat 60ych i u nich słychać to całkiem nieźle. Są trochę monotonni, i gdyby grali lat temu czterdzieści byliby jednymi z tysięcy dobrych, acz podrzędnych kapel. W warunkach dzisiejszych są legendą niemalże, ale i tak wolę ich od Muse.

Peter Gabriel - Up

Stary człowiek i może. Kolejny z weteranów (opok Frippa, Vandera, Cavea, Waitsa i jeszcze paru innych) pokazał nażelowanym dzieciakom w sportowych bluzach, gdzie ich miejsce. Jedna z lepszych płyt tego pana.

Killing Joke - Killing Joke

O takiej muzyce należy, jak sądzę pisać w sposób niekulturalny i niegrzeczny - zajebista płyta! Nie jestem dobry w dyskografii tego zespołu, chociaż bardzo go lubię i bardzo cenię (kiedyś się wezmę ) i nie znam kolejnych dwóch albumów, ale ten jest świetny. Pisałem już coś o mogących staruchach? A tak, pisałem...

Pure Reason Revolution

Zrzynanie z Jeżozwierzy, ale całkiem klasowe. Warto odnotować, ale raczej na takiej zasadzie jak Electric Wizard - na bezrybiu dobre i raki.

Sleepytime Gorilla Museum

Z mijającej dekady słyszałem ich płytę Of Natural History. Dobry awangardowy metal. Rzecz godna uwagi.

Thinking Plague - A History of Madness

Kolejna zasłużona kapela. Świetny album, zdecydowanie przerasta swą jakością epokę w której powstał. Szkoda, że zespół rozwiązał się kilka lat temu. \gajnie by było móc czekać na ich kolejny album.

Present - Barbaro (ma non troppo)

Nie udało mi się dopaść większości poprzednich albumów (w tej dekadzie wydali jeszcze dwa), ale jak je wreszcie znajdę to się chyba spuszczę na monitor z uciechy. Zespół unowocześnił za ostatnie trzydzieści lat brzmienie, zachowując przy tym bardzo dobry poziom. Jak widać avant-prog nadal trzyma się mocno. To zabawne, że tak ponurą muzykę zmuszony jestem nazwać "światełkiem w tunelu"

Guapo - Five Suns

Znowu awangarda. Trochę zeuhlowa, trochę za głośna, ale generalnie in plus.

Buckethead - Population Override

To jest taka płyta dla fanów starego fusion i w ogóle klasycznego rocka, żeby się cieszyli i nie gadali, że przemysł fonograficzny ma ich w dupie. Płyta jest fajna i podoba mi się.

Wobbler

Jak już jesteśmy przy pocieszaczach dla muzycznych grandofilów, to chyba trzeba o tej kapeli wspomnieć. Nie da się być bardziej wtórnym od nich, ale grają naprawdę fajowo. Klasyczny, głównonurtowy prog jak się patrzy!

Miriodor - Avanti!

Wracam do avant-proga, bo to jest w zasadzie jedyne, czego daje rady dzisiaj słuchać. Fajna płyta, nie jakaś bardzo wykraczająca poza gatunkowy stereotyp, ale znów - na bezrybiu...

Dobra, styknie. I tak nikt po te płyty nie sięgnie, więc się nie będę rozpisywał bardziej dnia Wto 16:02, 21 Grudzień 2010, w całości zmieniany 3 razy

Peter Gabriel - Up

Stary człowiek i może. Kolejny z weteranów (opok Frippa, Vandera, Cavea, Waitsa i jeszcze paru innych) pokazał nażelowanym dzieciakom w sportowych bluzach, gdzie ich miejsce. Jedna z lepszych płyt tego pana.


No właśnie. Zapomniałem.

Mastodon - podchodziłem do tego, nie było to złe, ale ostatecznie nie dałem rady. Nie ujęło mnie, a wręcz trochę znużyło. Jednak chyba zbyt prostackie, jak na mój gust.

The White Stripes - też zwróciłem uwagę na tę kapelę. Nie znam dobrze, ale to co słyszałem - nawet da się słuchać i to z pewną przyjemnością, co biorąc pod uwagę prostotę i założenia tej muzyki - dziwi.

Z docieraniem do dobrych kapel jest ciężko, bo mamy ogromny szum informacyjny. Trudno się przezeń przebić, bo aż roi się od "speców" podsuwających Ci byle gówno, twierdząc, że jest to bardzo ambitna, nowatorska muzyka. Z drugiej strony za mało chyba czasu upłynęło, aby zrodziły się legendy - zespoły przeoczone w swoim czasie, do których warto wrócić.

Kolejna moja ogólna refleksja wiąże się z kondycją muzyki rockowej na tle innych odmian muzyki rozrywkowej. Mam wrażenie, że inne nurty mają się czym poszczycić, a rock jakoś nie bardzo. Na przykład:

Coil - Black Antlers
Coil - The Ape of Naples

Dwie znakomite płyty, których słuchanie sprawia mi właściwie tyle samo przyjemności, co słuchanie obu Magm. W moim osobistym odczuciu - to by były właśnie płyty dekady. Różnorodność, poczucie smaku, brak nudy. Tyle, że nie sądzę, aby panowie chcieli się przyznawać do przynależności do sceny rockowej, nawet tej rozumianej bardzo szeroko.

Podobnie nie miałbym problemu sklasyfikować dokonania Autechre jako wybitne, choć uważam, że w wypadku tego zespołu (w odróżnieniu od Coil) wadą jest długość albumów - panowie tworzą naprawdę fajną, innowacyjną, awangardową muzykę, ale przesadzają z ilością upychaną na krążkach.


Dużo dobrych rzeczy wymieniliście. Dodam na wstępie coś, czego jakoś ludzie nie mogą pojąć ale w czym ja widzę nieskończoną magię. Muzyka Jex Thoth. Prosta, może nawet prostacka, ale przez to pierwotna, grająca nie na dźwiękach ale tylko na emocjach., I ten erotyczny wokal. Dla mnie zjawisko.

Dużo dobrych rzeczy wymieniliście. Dodam na wstępie coś, czego jakoś ludzie nie mogą pojąć ale w czym ja widzę nieskończoną magię. Muzyka Jex Thoth. Prosta, może nawet prostacka, ale przez to pierwotna, grająca nie na dźwiękach ale tylko na emocjach., I ten erotyczny wokal. Dla mnie zjawisko.

To co słyszałem - przyjemne. Na pewno prostota tych kompozycji nie ma nic wspólnego z tym akurat prostactwem, które stanowi w moim przekonaniu słabość Mastodona. Prosty chłop, który orze swoje poletko, nie musi być zaraz prostakiem. Prostactwo ujawnia się, gdy włazi na salony i nie potrafi się zachować stosownie do sytuacji. Mastodon próbuje zagrać coś ambitniejszego. Widać po nim zarówno, że posiada ambicje, jak i że brakuje mu ogłady.
Kazik - Czterdziesty Pierwszy

Przeciez to jest wspaniala plyta, pierwsza jaka mi przyszla do glowy. Najlepsza.


Killing Joke - Killing Joke

O takiej muzyce należy, jak sądzę pisać w sposób niekulturalny i niegrzeczny - zajebista płyta! Nie jestem dobry w dyskografii tego zespołu, chociaż bardzo go lubię i bardzo cenię (kiedyś się wezmę ) i nie znam kolejnych dwóch albumów, ale ten jest świetny. Pisałem już coś o mogących staruchach? A tak, pisałem...


Próbowałem podchodzić do dwóch pierwszych płyt Killing Joke, mniej więcej w tym samym czasie, gdy wziąłem się za Swans. Nie były złe, ale mnie nie porwały. O ile na pierwszych płytach Łabędzi strona rockowa i industrialna stanowią jedną całość, tak Killing Joke wydał mi się jakimś post punkiem z doklejonymi jakby nieco sztucznie elementami industrialnymi. Odniosłem wrażenie, że gdyby tej muzyki pozbawić tego hałasowania zostałby banał. Wiem, że zespół ewoluował, natomiast ja dalszej twórczości nie znam. Skoro rekomendujesz - sprawdzę.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Podsumowanie dekady lub OCALIĆ OD ZAORANIA
singulair.serwis