ďťż

Tarkwiniusz Pyszny był to ostatni rzymski król, osobnik mocno antypatyczny:

Tarkwiniusz

Paręnaście dni temu dorwałam zaś tę oto wycinankę:


Na okrętach współczesnych nie znam się ani dudu, na ich uzbrojeniu dwa razy nie - za Petra postanowiłam się zabrać, bo jest szpetny, szkaradny, nadęty jak Rosja Radziecka i ma milion kratownicowych maszcików.

Historia okrętu (dla rosyjskojęzycznych) jest tu:


Zwróćcie uwagę na dwa prześliczne fragmenty - pozwolę je sobie przetłumaczyć:
1. "13 lutego 2009 roku krążownik zatrzymał w zatoce Adeńskiej trzy łódki (or. "sudna") somalijskich piratów".
2. "Liczni sceptycy uważają krążownik za nic więcej, aniżeli "wielkiego miśka". Jednak jest to bezpodstawna krytyka. Takie okręty utwierdzają prestiż kraju i jego naukowo-techniczne osiągnięcia. One z dumą (or. "gordo") zanoszą flagę św. Andrzeja we wszystkich zakątkach świata".
Zabiły mnie te teksty. I postanowiłam owego "gordego" Pietrka zbudować.

Chcę go zrobić lekko nietypowo, bo nie na dioramce, a w postaci "wystawowego" modelu z pełnym kadłubem, na klasycznej podstawce. Czemu tak? a bo Pietrek ma ładną gruszkę dziobową

Wycinanka ma oryginalnie bardzo ciemny, szarogranatowy kolor. Po zmniejszeniu do 1/400 z mojej drukarki wyszło jeszcze ciemniej, i niemal niebiesko. Zdjęć okrętu w necie trochę jest, popatrzcie na te dwa:

Na jednym okręt szary, na drugim granatowy, ale na obu bardzo ciemny. I w porządku.
Jeśli ktoś wie, jak dokładnie mój Tarkwiniusz powinien być pomalowany, bardzo proszę, niech powie.

Póki co jestem na etapie wycinania wręg. Nakleiłam je na 0,5 mm tekturkę, pamiętając o tym, że niemal zawsze ze strachu podklejam wręgi na zbyt gruby karton i potem mam kłopoty. Więc tym razem spróbuję na cieńszym.
Projektant narysował mnóstwo dodatkowych wzmocnień szkieletu, powinno starczyć. Popatrzcie na dwie przykładowe wręgi:

Arkuszy z wręgami w 1/400 było 7,5 (formatu A4):


Malownicza kupka wyciętych wręg. Szczeliny montażowe jeszcze nie tknięte nożykiem.


Znalazłam tez przebogatą stronkę o Pietrku:

I na razie tyle.


Masz we mnie wiernego kibica.Tematem zaskoczyłaś niesamowicie.Już teraz wiem,że będzie to cacuszko niczym jajko carskie
Witek, nie przejmuj się, sama siebie też mocno zaskoczyłam.
Człowiek sam siebie w ogóle nie zna...
Mnie Piotr Wielki w 1/700 mocno kusi z jego trylionem anten radarów itp


No właśnie te anteny...
kocham druciki.
Kasiu masz kota a gdzieś czytałem ,że na anteny świetnie nadają się kocie wąsy.Będziesz miała łatwiej
Kota w głowie? Mam.
Kotów żywych, futrzastych, mam sześć.
Viribus unitis jakoś Pietrka obantenimy.
Oczywiście jeśli gubią wąsy bo o wyrywaniu nawet wolę nie myśleć mimo ,że psiarzem raczej jestem
Gubią, jasne że gubią.
Wyrywaniu mówimy stanowcze NIE! Zeżarłyby mnie te moje mruczki...
Witaj, widzę że tematami jesteś tam gdzie ja chciałbym być, tylko czasu brak
Ale żeby o Piotrze powiedzieć "szkarada" ??
No nie zgodzę się całkowicie
Ale o gustach się nie dyskutuje więc i ja piszę się do ogladania.
Pzdr
Ożesz... no nie poznaję koleżanki!!! Nowoczesny okręt wojenny z pod Twojej ręki Kasiu??!! Świat się kończy - jak rzekłaby w podobnej sytuacji moja babcia
Dokker - dla mnie współczesne okręty są zbyt wyrafinowane w kształtach, zbyt agresywne. I nieczytelne w swej architekturze. Dlatego nazywam je "brzydkimi".
Ruderigo - mnie też zdumiewa fakt, że zabrałam się za Pietrka.

Dziś powycinałam szczeliny montażowe i zaczęłam na sucho składać szkielet. Tektura 0,5 mm okazała się zupełnie wystarczająca - nawet w tej chwili, gdy nie zamontowałam jeszcze wszystkich wzmacniających "ukośnic", szkielet wygląda na odpowiednio sztywny. Zaś jak go posklejam, to pewnie w ogóle będzie nim mozna gwoździe wbijać.
Części są opisane w sposób pozornie nieciekawy (np. NbL28Rc), ale ten system ma wewnętrzną logikę. Całość spasowana ciasno, co widać na zdjęciu. Będę musiała lekko porozluźniać niektóre szczeliny.

Wykryłam na razie jednego babola, tylko nie wiem, projektanckiego czy mojego. Jedna z ukośnic (część 32) albo jest za długa, albo we wrędze nr 2 należy wyciąć dodatkowe szczeliny mocujące.

Generalnie jest to kawał smoczyska - ponad 60 cm! Popatrzcie na zdjęcie rodzinne z Platfuskiem...

Kasia mówi: "współczesne okręty są zbyt wyrafinowane w kształtach, zbyt agresywne"

...o ile sobie przypominam, na hasło , nomen omen, "TARK" załoga wieży Minas Morgul bladła z przerażenia...! dnia Śro 8:04, 29 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
A Kaśka najzwyczajniej bierze tę chryję na warsztat
No a co mam zrobić? Sama się (wzmiankowana chryja) nie zbuduje.
Załoga Minas Morgul bladła? - jej problem. Ja nie psychoanalityk, psiamać...
No to będzie tak:
- po pierwsze primo, to wybór onego Pietrka do lepienia w papierze walnął mnie na glebę, ale to już mój problem,
- po drugie primo , chociaż w byłym Układzie Warszawskim jestem bardzo z tyłu kolejki tych którzy powinni kochać ruskich, to uważam, że ich duże okręty mają w sobie to "cuś" i mają o wiele ciekawszą architekturę od okrętów naszych obecnych sojuszników (ciekawe kiedy nas znowu, excuse le mot, wydymają...) a niewykluczone, że jest to następstwo/echo/pokłosie, jakkolwiek by to nazwał, wpływu włoskich projektantów na konstrukcje sowieckie w latach '40 i '50. Zakładam votum separatum i nie zgadzam się, że Pietrek jest szpetny i szkaradny.
To tak tytułem wymądrzenia się, a teraz zabieram kocyk, termosik i kanapki i rozkładam się PRZED pierwszym rzędem krzeseł.

Jak by nie było współczesne krążowniki rosyjskie/radzieckie to chyba najpiękniejsza klasa okrętów w ogóle. Bardzo się ciesze, że pojawił się tutaj na naszym forum taki przepyszny kąsek Jak byś potrzebowała zdjęć jakiś detali typu uzbrojenie, wyposażenie, drobnica, to myślę że coś tam bym znalazł w swoich zbiorach, jak by co
Tender - co do architektury, to masz absolutną rację. Rosyjskie/radzieckie po prostu MAJĄ architekturę, gdy zachodnie straszą jedynie pudełkowatymi bryłami.
Natomiast czemu upieram się, że Pietrek jest brzydki: upieram się, bo w moich oczach owa architektura jest na pokładzie chaotycznie a bajzlowato skłębiona, ućpana jak góra śmieci itd. Nie potrafię się zachwycać, bo dla mnie ideałem okrętowej urody pozostają klasyczne brytyjskie drednoty, i ogólnie brytyjska myśl morska. Inaczej mówiąc - nie zachwycam się, bo nie ogarniam tej kuwety

Kat - na pewno zwrócę się do Ciebie, gdy dojdę do drobnicy. Dziękuję.

Wczoraj do końca poskładałam szkielet, skleiłam go i utwardziłam superglutkiem (dwie tubki poszły). Teraz szlifowanie, a potem już poszywanie dna.
Przepraszam za bałaganiarskie zdjęcia - nie mam dużego, ciemnego tła, ustawiłam Miśka na moim czarnym fotelu.


Jestem pod wrażeniem tempa powstawania Twoich prac. I jakość na tym nie traci. Gratuluję i pozdrawiam.
Wczoraj po południu oszlifowałam szkielet. A potem, że godzina jeszcze młoda była, zaczęłam sobie przygotowywać oklejki dna do wycięcia. Wycięłam jedną, środkową, z nrem 10, żeby sprawdzić, jak będzie przylegać i układać się na wręgach (aha: dno wydrukowałam na nieco sztywniejszym, 200-gramowym, papierze). Ułożyła się prześwietnie - no to ją z ciekawości przykleiłam. Na styk, bez pasków łączących: projekt nie przewidywał, zreszta gdybym je nakleiła na wręgi, zabrakłoby mi oklejek na linii wodnej. Popatrzyłam, podziwowałam się: kleiłam klejem polimerowym, łapiącym szybko ale nie od razu twardniejącym na amen - co będzie, jak przykleję sąsiednią oklejkę? Przykleiłam. Pasowała idealnie, na styk, ułożyła się na wręgach ślicznie. No to wycięłam trzecią...
Półtorej godziny później ze zdumieniem skonstatowałam, że mam poszytą niemal połowę Miśkowego dna!

Dziś rano dokończyłam poszywanie. Oklejki pasują idealnie. Wycinać je trzeba lekko po wewnętrznej i z minimalnym zapasem na linii wodnej (u mnie jakieś 0,2 - 0,3 mm). Nie bawiłam się w idealne formowanie oklejek, zwłaszcza na gruszce dziobowej, ponieważ od początku zamierzałam dno szpachlować i malować. Niemniej bez większego trudu można je precyzyjnie dopasować do szkieletu, zaprojektowane są świetnie.

Poszycie dna w całości:

Następnie utwardziłam złączenia superglutkiem - całość poszywałam na styk, przypominam - i pokryłam trzema warstwami nitrowej szpachlówki. Pierwsza warstwa rzadka, żeby wsiąkła i utwardziła poszycie, dwie kolejne gęstsze. A na koniec zaparkowałam Miśka w szafce, niech tam sobie śmierdzi w pokoju:


Co do samego dna, to zamierzam je wykończyć mniej wiecej tak:

Może nie aż tak bardzo uprosiaczone jak na zdjęiach, ale też nie gładkie i lśniące.
Postanowiłam ostatecznie, że okręt będzie stał w suchym doku, na kilblokach. Wokół trochę roboczych rusztowań, na ścianie doku stareńkie, ledwie widoczne propagandowe malowidło z czasów ZSRR.
Historyjkę wymyśliłam taką: okręt dopiero wszedł do doku, prace się jeszcze nie zaczęły, więc jest obsyfiały, podrdzewiały, oblepiony portowym brudem itd. Nie zamierzam zasłaniać ani usuwać żadnego pokładowego wyposażenia, włącznie ze śmigłowcami, chociaż wiem, że przed wejściem do doku okręt odpowiednio przygotowywano.

Weekend minął Miśkowi pracowicie, ale nudno. Szlifowanie - szpachlowanie - szlifowanie - szpachlowanie - malowanie - szpachlowanie - szlifowanie... i tak ad mortem defecatam. Pewnie jeszcze trochę ten etap potrwa.
Miśkowa gruszka dziobowa z pięknie widocznymi warstwami stratygraficznymi:

I Misiek przemalowany. Docelowy kolor dna będzie, zgodnie ze zdjęciami, nieco bardziej czerwony.
dnia Pon 7:04, 04 Lip 2011, w całości zmieniany 1 raz
No dobra, to ja już też z autopsji wiem, na czym polega problem z pokładem.
Otóż pokład w wycinance podzielony został na 5 mniej więcej równych odcinków: 1) pokład dziobowy, 2) rufowy pokład "śmigłowcowy", 3) trzy odcinki pokładu głównego, najdłuższego. Rozmieszczone one są na czterech czy pięciu różnych arkuszach wycinanki.
Pokłady dziobowy i rufowy pasowały idealnie, tak na długość, jak na szerokość. Kawałki głównego, po złączeniu w całość, okazały się za krótkie o ok. 5 mm i za wąskie o ok. 1,5-2 na każdej burcie:

Podobny zonk zrobił się z poszyciem burt: przód i tył na długość pasują, środkowe sklejki są za krótkie i za niskie:

Obawiam się, że nie jest to błąd poligraficzny, wynikający np. z nierównego przeskalowania, a błąd projektowy albo co najwyżej drukarski.
Co jeszcze dziwniejsze: na długości błąd wynosi 104%, na szerokości 101%, czyli mamy do czynienia z klasyczną nieciągłością błędu. Czyli proste powiększenie wydruku może niewiele poprawić sytuację.
Dla osób budujących Miśka w standardzie może to być bardzo poważny kłopot; ja poradziłam sobie dość prosto. W szparę na burtach wstawiłam pasek kartonu, pokład spróbuję jeszcze raz wydrukować powiększywszy go do 103-104%. Jeśli nie pójdzie mi z wydrukiem, po prostu wyszlifuję krawędzie łączenia burt z pokładem.

Oklejka pawęży rufowej rozmiarowo jest dobra, za to kształt ma dość abstrakcyjny:

Zaszpachlowałam, oszlifuję.

Zaglutkowałam też i wstępnie przeszlifowałam pozostałe miejsca styku oklejek:

Kolejny problem wypatrzyłam na dziobie. Trójkątna oklejka, którą należało umieścić na stewie, jest zbyt wąska. Na okręcie wygląda to tak:

Po przyklejeniu oklejki dziób modelu zrobiłby się ostry niemal tak, jak u niszczycieli. Zaszpachlowałam, zeszlifuję.
I na koniec dzisiejszego długaśnego posta zdjęcie dokumentujące procedurę dobierania farby do malowania burt:

Burty pomaluję w kolorze takim jak plamka po prawej, czyli Oxford Blue. Nadbudówki są w innym odcieniu, mniej niebieskim a bardziej stalowym; ten dobiorę oddzielnie.
Model zapowiada się bardzo ciekawie. Śledzę w miarę możliwości wszystkie wątki, które Kasiu prowadzisz i chłonę wiedzę, której w dziedzinie kartonów nie mam zbyt wiele. Czy możesz mi odpowiedzieć na raczej proste, banalne pytanie ? Jaką stosujesz szpachlę Czy można kupić jakąś gotową, czy przygotowujesz ją sama
Pozdrawiam.
Tomek
Talex - szpachlę zrobiłam sobie ze starego, gęstniejącego już surfacera zmieszanego z równie starą płynną szpachlówką Tamiyi. Dodałam sporo rozpuszczalnika nitro, wymieszałam i mam.

Misiek dostał wczoraj nowy pokład - w rozmiarze 102%. Nadal za wąski, ale już wystarczająco długi. Dostał kolejne dwa szlifowania i pierwszą warstwę farby, a na koniec kilka punktowych paćnięć szpachlówką.

Wyprowadzenie na ludzi styku burt z pokładem zajmie mi jeszcze trochę czasu, ale nic to, damy radę.
Hej Kaśka, skoro masz arkusze przeskanowane to moźesz zmienić proporcje wszerz i wzdłuź dowolnie i będzie dobra szerokość.
Mało tego, moźesz wyodrębnić zewnętrzne krawędzie pokładu i poszerzyć go tak, źeby nie stracić proporcji obrysu nadbudówek
Nie umiem.
Owo przeskalowanie do 102% to szczyt moich możliwości edytorskich.
Zresztą teraz już spokojnie dam radę, tylko trochę czasu mi to zajmie.

Dzięki
Od wczoraj przybyły kolejne dwa szlifowania i punktowe szpachlowania. Jeszcze trochę pracy wymaga dziób i rufa, ale przez weekend mam nadzieję postawić w końcu Miśka na kilblokach. Jeszcze trochę pomiętoszę go w paluchach i w końcu zdarzy się nieszczęście...

Zgodnie ze zdjęciami nałożyłam też na dno bardziej czerwoną farbę, w tym przypadku Vallejo 926 Red. Nie jest to kolor ostateczny, zwłaszcza burty będę dość mocno rozjaśniać, ale na pewno lepszy niż podkładowy rudy brąz.
Podoklejałam Miśkowi wszystkie podwodne dziabongi, sc. stery, wały śrub (bez samych śrub), sonary, i podłużne cośki wzdłuż burt, które kojarzą mi się z odbojnicami, ale które odbojnicami zapewne nie są.

Następnie przeszlifowałam część podwodną, pomalowałam i zabrałam się za podstawkę.
Misiek ma ok. 63 cm długości i ok. 10 szerokości, więc jego "dokiem" stał się panel podłogowy o wymiarach 80x20 cm (za dostarczenie mi doku wielkie podziękowania dla Andrzeja). Dok pomalowałam piaskową farbą o szarozielonkawym odcieniu, ładnie imitującą fakturę (nie kolor) betonu, potem zawashowałam na czarno. Rozjaśnię ją do normalnego, betonowego koloru, z zaciekami smarów, kałużami wody etc.
Kilbloki robiłam z 3-mm listewek, sklejonych po trzy, tak by stery i inne płetwy Miśka nie dotykały dna doku. Nie są jeszcze porządnie dopasowane ani pomalowane, ale są. Misiek już na nich stoi.


Burtami Miśka zajmę się za chwilę, jak dokończę malować dok i jak wycieniuję część podwodną okrętu.
Na razie Misiek poszedł spać do szafy:

Misiek to już nabrał całkiem ładnych kształtów. A "Doka" bedziesz jakoś wykańczać, czy tylko zrobisz beton dna doka ??
Pzdr
Doka będę wykańczać. Betonowe dno już z grubsza jest, a będzie jeszcze ściana doku, po prawej burcie Miśka. Na ścianie będzie wypłowiałe, zapyziałe socrealistyczne malowidło. Plus oczywiście dokowe instalacje, wiązki kabli, trochę rusztowań, etc.
Przez minione dwa dni zajmowałam się głównie brudzeniem Miśka.
Na zdjęciach (załączonych kilka postów wyżej) widać obsyfiały, obdrapany, poobijany kadłub, nierówno namalowaną linię wodną, białe osady z portowych brudów, etc. Widać też zaniedbane, liszajowato obłażące z farby burty.
Do malowania używałam Tensocromów firmy Lifecolor, kilku szaroniebieskich odcieni Vallejo (pamiętam Lufthansa Blue i French Mirage Blue na rozjaśnienia na burtach), metalicznej srebrnej Oily Steel Vallejo, plus kilku jeszcze odcieni, których teraz za chińskiego boga nie pomnę. Na dno dodatkowo poszło kilka odcieni czerwieni i pomarańczu.
Teraz zostawię na jakiś czas Miśkowe burty oraz dno doku i zajmę się - wreszcie! - wyposażeniem pokładowym i stawianiem nadbudówki.

Na Miśku zaczęły w końcu powstawać elementy wyposażenia nadwodnego. Dziś zrobiłam dwie ścianki fordeku i pokładu głównego wraz z drzwiczkami i innymi cośkami.

Kokosiłam się dziś z Abaddonem na tyle długo, że na żadne poważne prace na Miśku nie starczyło już czasu. Umocowałam mu jedynie osłony śrub na burtach (nie ma ich na foto, bom haniebnie spaprała ujęcie), cyfry 099 na burtach, dwie małe czerwone gwiazdki tamże.

Dopuściłam się również lekkiego, hm, naciągnięcia faktografii. Na jednym ze starych, ponaddwudziestoletnich zdjęć Miśkowej rufy wypatrzyłam takie coś:

Czyli godło ZSRR w pełnej krasie.
Wiem, że obecnie Misiek już tego godła nie nosi, ale co tam. Zamocowałam, teraz jeszcze podmaluję.

Przez cały weekend pracowicie wycinałam szkielet Miśkowej nadbudówki (numeracja od 1 do 106 bodajże, niektóre z dodatkowym indeksem literowym), zaś wczoraj po południu w końcu zaczęłam go składać. Składałam, składałam... nie poskładałam jeszcze wszystkiego, ale coś już widać.

Dla porównania - obok Misiaczkowej nadbudówki postawiłam torpedowiec Conflict, w tej samej co Misiek skali 1/400:

A na koniec ustawiłam szkielet na Miśkowym kadłubie i obu ich zamknęłam w szafce:

Szkielet jeszcze nie przyklejony oczywiście.
Udało mi się doskładać do końca nadbudówkę. Parę elementów jeszcze zostało, ale zasadniczo wiem, gdzie każdy z nich powinien się przynależeć

U Miśka będzie dziś tylko relacja pyszczna. Zaglutkowałam krawędzie szkieletu nadbudówki, przetarłam je papierem ściernym, i tak minął mi wczorajszy wieczór. A dziś rano robiłam tylko Abaddona.
Usiłowałam wczoraj zabrać się za poszywanie burt nadbudówki, ale... aż wstyd mówić... czytanie ze zrozumieniem (oczywiście czytanie renderów) przekroczyło moje możliwości intelektualne. Krótko mówiąc - chwilowo nie ogarniam tej kuwety, której na imię zawiła numeracja części nadbudówki. Projektant twierdzi, że części nadbudówki powinny mieć numerek poprzedzony literką "N" - część ma, ale nie wszystkie. Pies je drapał chwilowo. Może przez weekend jakoś to rozbiorę; na razie zajęłam się robieniem drobnicy pokładowej. Dziś powstało 12 "półkluzek". Pomalowałam je częściowo, od dołu. Dokończę malowanie jutro.

Przykleiłam też szkielet nadbudówki do pokładu. Moje "machrowanie" z przeskalowywaniem i dopasowywaniem oklejek do szkieletu dało efekt, którego się spodziewałam - nadbudówka jest za długa i nieco za wąska w stosunku do konturu wyrysowanego na pokładzie. Nic to, wyretuszujemy.

Walczymy...
Zabrałam się za poszywanie nadbudówki. Idzie jak krew z nosa. Rendery są szaro-szare, słabo czytelne, numeracja części poszycia ścianek nieciągła i ani trochę nie po kolei. Damy radę, ale trochę mi z tym zejdzie.
Zdjęcie załączam jedno, z paskudnym tłem, i robione z lampą błyskową. Przepraszam.

Pomaleńku - strasznie dużo czasu zajmuje mi "czytanie ze zrozumieniem" szaro-szarych renderów - poszywają się kolejne elementy nadbudówki.

Spasowanie elementów jest... hm... niezłe, choć zbudowanie Miśka w czystym standardzie może wymagać sporego wkładu pracy i paru kępek siwych włosów. Dziś udało mi się wytworzyć dwie nierówne szpary na styku części poszycia - jedna niemal 2-mm, prostokątna, druga 1-mm, trójkątna:

Powiedzmy, że połowa z każdej z tych szpar jest moja "zasługą", ale druga połowa to już raczej kwestia projektu.
Niemniej Misiek w końcu zaczyna mi się podobać.
Przez weekend poszyłam do końca główną bryłę Miśkowej nadbudówki, teraz retusz, delikatne szpachlowanie (plasteliną), i za parę dni będę mogła przejść albo do detali, albo wezmę się za wyrzutnie rakiet. Na zrobienie czekają też "tory tramwajowe", czyli szyny transportowe, ciagnące się przez całą długość pokładów, ze zwrotnicami, rozjazdami, etc.

Zdjęcia znowu z lampą błyskową, znowu przepraszam.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  [R] Tarkwiniusz Pyszny, czyli TARK "Petr Velikij"
singulair.serwis