ďťż

Steve najbardziej chyba znany jest ze współpracy z GonGiem. Ja go też bardzo cenię za solowe dokonania takie jak Fish Rising, Green, L czy For the next, która w sumie mi najbardziej leży z jego dyskografii.

For the next krytycy przypisują do gatunku pop-rock. Dla mnie ta płyta jest podobna do twórczości Davida Byrne'a czyli coś na wzór alternatywnego rocka. No ale to tylko ramy, kogo one obchodzą ? Płyta jest mocno elektroniczna, z pięknie brzmiącą gitarą Steva. Świetnie mi się jej słucha zwłaszcza późnym wieczorem.

Znacie? lubicie ?

(1975) Fish Rising
(1976) L
(1977) Motivation Radio
(1978) Green
(1979) Live Herald
(1979) Rainbow Dome Musick
(1979) Open
(1980) Aura
(1983) For To Next
(1983) And Not Or
(1992) BBC Radio 1 Live
(2003) Light in the Sky
(2004) Live at Deeply Vale Festival 1978



Znacie? lubicie ?

Koncertowo tak, na żywo Stefan masakruje lawekuf, że aż strach! Live Herald to jeden z lepszych żywców jakie sobie przypominam. Jak potem słuchałem jakiegoś koncertu dla BBC już aż tak super nie było, ale nadal bardzo mi się podobało.

Gorzej z płytami studyjnymi. Debiut świetny - polecam zawsze Fish Rising każdemu, kto interesuje się starym rockiem. Ale potem było coraz gorzej. Jeszcze L było dość fajne, ale np. Green smakowało jak sznycle z mikrofalówki. Za późniejsze płyty nawet się nie brałem zakładając, że nie ma tam niczego na tyle dobrego, żeby był sens poświęcać im czas.

Zasadniczo gdyby kto mnie pytał o solowego Hillaga poleciłbym mu tylko Live Herald i Fish Rising.
Fish Rising muszę sobie odświeżyć, bo było fantastyczne. Reszta cieszy się chyba dosyć słabą reputacją, więc kiedyś z nudów obadam.

Fish Rising muszę sobie odświeżyć, bo było fantastyczne. Reszta cieszy się chyba dosyć słabą reputacją, więc kiedyś z nudów obadam.

Kawałki z Fish Rising lepiej brzmi na Live Herald


Nie chce mi się wierzyć, bo na Fish Rising gra Dave Stewart!
Ale nie gra tam takiej muzyki jak w Egg, czy nawet Hatfield and the North. Muza Hillaga jest psychodeliczna, ale nie porypana. dnia Sob 16:23, 26 Lipiec 2014, w całości zmieniany 1 raz
I tak wyposażam się w Heralda, bo chętnie się przekonam, zresztą tego Stewarta w istocie mało na Fish Rising.

NO ALE JAK JUŻ JEST. dnia Sob 16:28, 26 Lipiec 2014, w całości zmieniany 2 razy
Hillage o tyle jest ciekawą postacią, że w zasadzie większości przypadków, gdzie się nie pojawia jego nazwisko (abstrahując od solówek po "Fish Rising") to można być pewnym, że dzieło będzie prezentowało poziom mocno powyżej przeciętnej, vide Khan, Arzachel czy Gongowa trylogia.
Przesłuchałem sobie pierwsze płyty tego pana (najbardziej przekonało mnie do siebie Green; a, i jeszcze Live Herald - niesamowicie facet gra! zrobił na mnie ogromne wrażenie) i Unidentified chodzi mi po głowie od paru dobrych dni. Niezła psychodelia, to jednak trzeba umieć zagrać, a Hillage zrobił to z wyczuciem i z klasą. Muszę się jeszcze bardziej wsłuchać w Fish Rising i Motivation Radio. Jakie właściwie są płyty po Heraldzie? Czego się po nich spodziewać?
Nie słuchałem niczego późniejszego niż lata 70'. W zasadzie dosłuchując różnych jego rzeczy, które podobno są spoko straciłem ochotę na badanie późniejszych płyt, ponoć jeszcze bardziej nudnych. Podtrzymuję swoją opinię z kiedyś tam - koncerty super, dwie pierwsze płyty gites, reszta chuj. dnia Sob 17:22, 16 Styczeń 2016, w całości zmieniany 1 raz
Mhm - czyli lepiej byłoby sięgnąć do Gongu ?
Lepiej byłoby sięgnąć do czegoś kompletnie innego

A poważniej mówiąc, płyty Gongu spoza Trylogii (tę już znasz, tak?) są znacznie lepsze niż np. Open, albo Rainbow Dome Musick. Tak uważam. Zarówno Gong od Camembert Electrique do, powiedzmy Expresso II, jak i kilka pierwszych (3 + koncerty) albumów Pierre Moerlen's Gong ma więcej do zaoferowania. Jest jeszcze taka bardzo spoko płyta, elektroniczna w 100%, klawiszowca Gong (i Hawkwind przy okazji) Tima Blake'a - Crystal Machine. To polecam tego wszystkiego posłuchać. Ale w sumie rób jak chcesz. dnia Sob 17:38, 16 Styczeń 2016, w całości zmieniany 1 raz
No właśnie nie. Znalazłem to dopiero w okresie świątecznym i się przymierzam puszczając solowego Hillage'a (bo stąd to wziąłem). Duża część moich pytań ma na razie charakter poglądowy, po prostu może zbyt późno sięgnąłem po tego rodzaju muzykę. Ale myślę, że będzie warto (jeśli nawet okaże się nieszczególne, to przynajmniej rozwojowe).
Trylogia Gong jest nieporównywalnie lepsza od jego płyt solowych. W najsłabszych momentach jest na poziomie Live Herald. Tematy, które na RGI grane są przez minutę Hillage na swoich solowych płytach gra w kółko budując wokół nich jakieś swoje narracje, nie bardzo wiadomo czemu służące. Nie wiem nawet jak Ci się udało trafić na Hillage;a wcześniej niż na Gong

A tak swoją drogą, to on grał, poza Gongiem i sobą samym na dwóch superowych płytach:

Arzachel - Arzachel (1969)
Khan - Space Shanty (1972)

Sprawdź se.
Sprawdzę.

Na Hillage'a trafiłem dzięki PT. Czytałem artykuł o tym podobnych zespołach, w którym były wymienione inspiracje PT: Pink Floyd, Ozric Tentacles i właśnie Hillage. Pomyślałem wtedy: Floydów słyszałem, Ozriki dość dobrze znam, pora zatem sprawdzić, kim jest pan Hillage i co nagrał. I rzeczywiście, na pierwszych jego płytach solo znalazłem coś znajomego. A potem zacząłem słuchać dla samego Hillage'a.
Steve Hillage świetny prog z porządnym rytmicznym groovem...

niektórzy najbardziej cenią Fish Rising, dla mnie jego twórczość to przede wszystkim kapitalne albumy L oraz Green,
ten drugi w niektórych momentach perfekcyjnie funkuje...
Przesłuchałem Fish Rising i chyba rzeczywiście najciekawsza płyta z tych wszystkich, co nie znaczy, że pozostałe są kiepskie, są po prostu inne. Dużo jest tam do odkrycia.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Steve Hillage Solowo
singulair.serwis