ďťż

Ciekaw jestem, ktory album z trylogii Gongu jest u Was na pierwszym miejscu.


Właśnie słucham sobie Angel's Egg. I skłaniam się powoli do wybrania tej płyty.
Ja wybralem Flying Teapot, najbardziej jazzowa i najmniej space rockowa plyte z tych trzech.

Ja wybralem Flying Teapot, najbardziej jazzowa i najmniej space rockowa plyte z tych trzech.
Jak popatrzyłem na RYMie, to Filiżanka mi się najmniej podobała. Ale dawno nie porównywałem zawartości.


Wszystkie lubię podobnie, ale chyba jednak Angel's Egg najbardziej.
To ja dla równowagi oddaję głos na You. W sumie lubię ją tak samo, jak Jajo Anioła, ale za tym wyborem przemawia wzgląd, że mam tu prawie wszystkie style, które lubię na jednej płycie:
Jest jazz-rock, jest psychodelia i są świetne klimaty w stylu późniejszego Tangerine Dream. Również muzyczne żarty w stylu A P.H.P.'s Advice trzymają wysoki poziom.
Każdy album Trylogii jest dobry, ale moim ulubionym z nich jest zdecydowanie Flying Teapot. Oddaję, więc głos na Flying Teapot.
Również Flying Teapot. W tytułowym numerze zakochałem się od pierwszego usłyszenia.
Tez najtrudniej mi wybrac pomiedzy Jajem i Filizanka, zwlaszcza ze juz lata minely od przesluchania, ale na przekor wiekszosci oddam glos na Jajco bo tam prostytutka sie rucha (na Jaju).
W moim przypadku wybór jest prosty - ,,You''. To mój ulubiony album Gong, wracam do niego najczęściej, od niego przed laty zaczynałem znajomość z formacją Daevida Allena, kupując ją ,,na ślepo'', tylko na podstawie znanych opisów (nie było wtedy jeszcze możliwości odsłuchu dzięki Internetowi). Ten album pięknie łączy elementy space rocka, jazz-rocka z udziwnioną quasi piosenką a la Frank Zappa. Świetne jest to „kosmiczne'' brzmienie syntezatorów Mooga i EMS Tima Blake'a. Szkoda, że później po przetasowaniach personalnych Panowie poszli w stronę trochę bardziej konwencjonalnego jazz-rocka. Od strony wykonawczej było to nienaganne, tyle że trochę sztampowe. Brakowało tej muzyce bardziej indywidualistycznej nuty, straciło też ten posmak świeżości, który emanował z płyt z okresu ,,Trylogii''.
Po chwili zastanowienia też dam głos na You. Najwięcej tu solidnego, fusionowego (fusionowatego ) grania, a mniej muzycznych wygłupów, które owszem i bawią, ale raczej za pierwszym przesłuchaniem. Ale i tak Dzbanek ma najsympatyczniejszą okładkę
Na Imbryka bo to czadowy album jest.
Czajniczek. Ma w sobie ducha "Kasztaniaków".
Cała trylogia znakomita, minimalne różnice w ocenach, ale jak już wskazywać numer 1 to "You". Za kosmos.
Tak jak zauważył poprzednik, różnice jakościowe są niewielkie, lecz szczególną sympatią darzę album You.
Dla mnie latający czajnik



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Ulubiony album z trylogii Gongu
singulair.serwis