ďťż



Mega pianista co grał na pianinie. Evans grał generalnie cool jazz, pewnie dlatego, że był biały, jego granie robiło wrażenie zainspirowanego muzyką klasyczną, pewnie dlatego, że był biały, a poza tym grał na Kind of Blue. I miał fajne zdjęcia z petem w ustach.

Bardzo lubię jego styl, bo kojarzy mi się z ulotnością, zwiewnością, delikatnością, ale jest przy tym zdecydowanie męski, nie znać w nim rozlazłości. Billy grał z reguły oszczędnie, ale trzymał klimat jak nikt.

Nie znam jeszcze wszystkich, najwybitniejszych jego płyt solowych, bo jest ich bardzo dużo, ale mogę polecić bez dwóch zdań na pewno:

Everybody Digs Bill Evans (1959)
Portrait in Jazz (1960)
Explorations (1961)
Sunday at the Village Vanguard (1961)
Waltz for Debby (1961)
Moon Beams (1962)
The Paris Concert: Edition One (1983)

No i jeszcze Bill Evans & Jim Hall - Undercurrent (1962), bo to jest naprawdę nieziemska muza. dnia Czw 21:11, 03 Kwiecień 2014, w całości zmieniany 1 raz


Moze i najlepszy bialy dzezmen.
Komeda jak dla mnie lepszy.


Koniecznie dodałbym do tej listy najlepszych płyt Evansa “Symbiosis” (1974). To nietypowa pozycja w jego dyskografii. Jak wiadomo Bill zdecydowanie preferował granie w składzie trzyosobowym. Chętnie sięgał po standardy, unikał elektroniki (choć w pierwszej połowie lat 70-tych nagrał trochę utworów, w których grał na Fenderze). „Symbiosis” to perełka third streamu – mamy tu mieszankę klimatów orkiestrowych o rozmaitej proweniencji, grania w manierze post bopowej, pojawiają się także elementy latynoskie i minimalistyczne. Jest to właściwie suita na trio jazzowe i orkiestrę – muzykę skomponował i zaaranżował Claus Ogerman, on także dyryguje orkiestrą. Jeżeli chcecie posłuchać stylowej syntezy muzyki klasycznej i jazzu to „Symbiosis” nadaje się do tego znakomicie.


Genialny jest też jego koncert z Paryża. Polecę pominięte przez Kapitana albumy, które są równie wyśmienite jak te przez niego wymienione:

Know What I Mean? z Cannonballem Adderley'em
Alone jak sama nazwa wskazuje jeden z niewielu jego solowych albumów, krótki aczkolwiek bardzo treściwy i klimatyczny album
You Must Believe In Spring Chyba ostatni wielki jego album w życiu
Trio 64 Nieco zapomniana płyta nagrana z Gary'm Peacockiem. Równie dobra co nagrane dwa lata wcześniej słynne Undercurrent i Moon Beams
From Left To Right Prawdziwa perełka! Evans grający na przemian na elektrycznym i akustycznym pianinie z towarzyszącą mu orkiestrą. Coś pięknego! Chyba jego najbardziej romantyczna i magiczna płyta. Idealne aranżacje, świetne kompozycje i gra Evansa sprawia, że można określić Evansa jako muzyka sprawdzającego się znakomicie w każdej konwencji.
Parę dni temu postanowiłam sobie posłuchać Evansa na zasadzie, że "przecież to ten gość z Kind of Blue" i muszę przyznać, że jestem zachwycona. Niesamowicie klimatyczna, delikatna muzyka. Jak na razie największe wrażenie zrobił na mnie Undercurrent i Explorations.
Dla mnie to jest najlepszy pianista ever



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Bill Evans (pianista)
singulair.serwis